Kiedy zostałam mamą wydawało mi się, że wiem jak wychowywać swoje dzieci. Miałam głowę pełną dobrych metod wychowawczych o których dowiedziałam się pogłębiając wiedzę z zakresu pedagogiki, psychologii rozwojowej, rodzicielstwa bliskości. Przeczytałam setki książek i opracowań w tym temacie. Nic, tylko wprowadzać w życie.

Wyobrażenia o życiu to nie życie!

I nagle moje macierzyństwo, jak papierek lakmusowy zostało zanurzone w codzienności. O zgrozo papierek nie przyjął, pożądanego przeze mnie koloru idealnego macierzyństwa. Z dnia na dzień pojawiały się na nim plamy w różnych kolorach.
Nosz kurczę, myślałam… Przecież wszystko wiem.
Wiem, że powinnam być cierpliwa, wyrozumiała i łagodna.
Wiem, że moje dzieci potrzebują aby mówić do nich spokojnym i życzliwym tonem głosu.
Wiem, że mają prawo popełniać błędy: wylać herbatę, zrzucić komputer, poplamić atramentem skórzany narożnik.
Wiem, że nie powinnam przy nich kłócić się z Jackiem.
Wiem, że powinnam dać im czas, aby same w swoim tempie mogły założyć buty…
Wiem, wiem, wiem….

Jestem zniewolona schematami mojej mamy

Wiem i nie potrafię. Nie potrafię wiele z tej wiedzy wprowadzić w życie.
Jakbym jechała samochodem, a ktoś nagle wcisnął mi hamulec.
Jakbym płynęła statkiem, a ktoś zaczął mi pompować wodę na pokład.
Jakbym wchodziła na długie pasy na zielonym, a ktoś tuż po wejściu zmieniła światło na czerwone.
Szarpię się, boję, irytuję… Byle dojechać, byle dopłynąć, byle dobiec bezpiecznie.
Przestaje się liczyć spokój, opanowanie, harmonia… Ważne aby ocalić życie!

Nikt nie hamuje w moim samochodzie.
Nikt nie wlewa wody na pokład mojego statku.
Nikt nie zmienia świateł na przejściu.
Jednak w mojej głowie są jakieś stereotypy, które warunkują zachowania.
Stereotypy, którymi nasiąkłam w ścianach rodzinnego domu, które moi rodzice przejęli od swoich rodziców, tamci od swoich…
Powtarzam te schematy ile razy działam pod wpływem emocji, bez zastanowienia.

Główne, negatywne schematy wychowawcze, które nieraz dały mi w kość

1. „Nie, nie, nie”

Powtarzanie dziecku, nie rób tego, nie rób tamtego, nie idź tutaj, nie wchodź tam, nie bierz tego. Dziesiątki razy w ciągu dnia przychodzi mi myśl aby czegoś dziecku zabronić, oczywiście dla jego dobra, bezpieczeństwa… Codziennie uczę się zamieniać te zakazy na informację pozytywną np. zamiast na placu zabaw mówić: nie wchodź tak wysoko bo spadniesz, podchodzę asekuruję dziecko i mówię: tu jest wysoko, trzymaj się mocno i bądź uważny.

2. „A nie mówiłam”

To kolejny slogan zmora, który ciśnie mi się na usta, gdy pomimo tłumaczeniu dziecku, ze powinno zrobić coś inaczej, zrobi po swojemu i zakończy się to w sposób nazwijmy to „bolesny”. Na przykład ostatnio Zuzia kroiła ogórki i trzymała niewłaściwie nóż, pokazałam jej jak powinno być, ale ona nadal kroiła po swojemu, skaleczyła sobie palec, a moja pierwsza myśl była „a nie mówiłam, że jak będziesz tak kroić to się skaleczysz”. Ugryzłam się w język i po zaklejeniu rany, porozmawiałam z nią o tym, dlaczego powinna trzymać inaczej nóż.

3. Rozdarta japa

Krzyk jest formą przemocy! Wiem to, a jednak zdarza mi się krzyknąć. Nie lubię bardzo tej mojej rozdartej japy. Wiem, że niszczy ona moje relacje z dziećmi, wywołuje w nich zupełnie niepotrzebny strach i poczucie winy. Nie znosiłam kiedy moja mama na mnie krzyczała. Czułam wtedy jakby mnie przygniatała jakaś zła siła, od której nie mogę uciec. Kiedy trudno mi utrzymać na wodzy negatywne emocje i podnoszę głos, często wracam do tego obrazu. Jest to dla mnie jak kubeł zimnej wody na głowę. Zawsze gdy krzyknę na dzieci, przepraszam je za to. Zawsze! Zawsze powtarzam im, że to nie była ich wina!

4. „Szybciej”

Kiedy patrzę na toczące się życie dziś i sto lat temu dostrzegam, że pośpiech to piętno czasów nowożytnych. Nieustannie gdzieś pędzimy, brakuje nam czasu na to aby zwolnić, zatrzymać się, odetchnąć, pobyć razem. Brakuje mi czasu na to żeby mój dwulatek mógł sam się ubrać, bo w przedszkolu trzeba być na czas. Brakuje mi czasu żeby porysować z Zuzią bo jeszcze trzeba skończyć obiad. Brakuje czasu, żeby dzieci mi pomogły wycierać naczynia, bo wszystko będzie trwało dwa razy dłużej. Trzeba przecież położyć się o przyzwoitej porze aby rano wstać do przedszkola… Więc poganiam tych małych ludzi: idź szybciej, rysuj szybciej, ubieraj się szybciej, sprzątnij szybciej albo zostaw ja to zrobię, bo nie mamy czasu. Zauważam, że gdy poganiam moje dzieci one mają coraz więcej oporów aby wykonać daną czynność. Dlaczego? Bo zwyczajnie nie są w stanie sprostać mojemu oczekiwaniu, które wyrażam w słowie „szybciej”. Potrzebują skupienia i uwagi do zawiązania butów, założenia skarpet, narysowania jesieni czy wytarcia sztućców. Skupienia, uwagi i czasu, a nie poganiacza.
Cztery lata temu to „szybciej” stało się jednym z powodów dla których wyrzuciliśmy przez okno telewizor. Czy jest lepiej ? Jest, ale wymaga to od nas planowania i trzymania się tego co zaplanujemy.

5. „Ile razy mam powtarzać, głucha jesteś?”

Słyszeliście to od swoich rodziców? Ja słyszałam i ostatnio usłyszałam jak Zuzia mówi do Kubusia „Mam sto razy powtarzać, żebyś to zrobił”. No to mam swoja kopię. Szczerze mówiąc dopiero wtedy uzmysłowiłam sobie, że powtarzam mojej córce to samo co mama powtarzała mi. To odbicie uzmysłowiło mi, jak bardzo mocno nasiąkamy naszym domem rodzinnym.

Od tamtej chwili jeżeli potrzeba powtarzam nawet 20 razy, świadomie, bez emocji, kontrolując to co robię i mówię. No przynajmniej się staram. Ile razy powinniśmy mówić do dziecka aby coś wykonało, podeszło do nas, przyszło się myć itp..? Tyle razy, ile jest to potrzebne i ani raz krócej.

Tyle z mojego podwórka.
Im bardziej świadomie staram się podchodzić do mojego macierzyństwa, tym mocniej zdaję sobie sprawę, że to nie moje dzieci powinny się zmieniać, tylko ja!
To ja mam obowiązek pracować nad swoimi zranieniami z dzieciństwa, zmieniać swoje przyzwyczajenia, rezygnować ze stereotypów.
To ja mam obowiązek szukać rozwiązań i odpowiedzi na pytanie: Co jeszcze należy zrobić, aby moje dzieci wzrastały w atmosferze akceptacji, zrozumienia i życzliwości?
Im lepiej wywiążę się z tego zadania, tym lepszy start zapewnię im w dorosłe życie – w ich macierzyństwo i ojcostwo.

 

Wszystkim naszym i waszym bolączkom dedykuję wierszyk 🙂

Pradziad krzyknął na prababkę
Bo nie zdjęła koszul w kratkę
A deszcz lunął

Dziad uciekał do sąsiada
Bo prababka krzykiem włada
A deszcz lunął

Matka ścierką wymachuje
Bo syn ma w dzienniku dwóje
A deszcz lunął

Syn kopniaka ma dla burka
Bo po dworze chodzi kurka
A deszcz lunął

Ot rodzinka jest wzorowa
Tylko się przed deszczem schowaj
Bo on winny
…deszcz rodzinny

 

A Ty jakie zachowania przejąłeś od swoich rodziców? Jesteś z nich dumny czy wstyd ci, że je naśladujesz?
Masz jakieś sposoby aby sobie z nimi radzić?

Podobne Posty

  • ilbo

    Piękny teksty i w 100% prawdziwy. Dokładnie tak samo czuję. Wszystko wiem,a życie stawia mnie w takich sytuacjach że nie radzę sobie. Są kryzysy i pojawiają się złe zachowania: krzyk, brak cierpliwości, oczywiście : ile razy trzeba wam powtarzać. To straszne. Znowu obiecuje siebie poprawę ale to takie trudne.

    • Tak na pocieszenie, ja studiowałam psychologię, chodziłam na kolokwia wzrostu i w dalszym ciągu popełniam sporo błędów. Boli mnie to, że moje dzieci muszą doświadczać skutków moich niedojrzałych zachowań. Jednak jest coś co mogę zrobić, kiedy już emocje opadną. Mogę z dziećmi o tym porozmawiać, mogę je przeprosić. Robię to i widzę, że często wystarcza, daje im przekonanie, że to nie ich wina. Dla mnie to ogromnie ważne. Nasze więzi stają się silniejsze.

  • I duma i wstyd – mieszanina, jak pewnie u większości. Najbardziej zaskakujące jest to, jak sile są te schematy: w dzieciństwie setki razy sobie powtarzałam – ja tak nie będę, a teraz zanim w ogóle pomyślę, już automatycznie powielam zachowania mojej mamy. I tym bardziej się wtedy wkurzam, na siebie. A walka o przełamanie tych schematów jest trudna, to trochę jak wyrywanie zęba z korzeniami 🙂

    • Tak sobie myślę, że chyba wgłębię się w ten problem. Mam wrażenie, że podchodzimy do niego „od dupy strony”. Wybacz Justyś, że to pod Twoim komentarzem piszę, ale właśnie sobie uświadomiłam, jak bardzo potrzebna jest konkretna mapa działań, aby pewne zachowania, szczególnie te mocno w nas wrośnięte, zmieniać. Czas zmalować taką mapę 🙂

  • Ale tekst napisałaś! Prawda, sama prawda i jeszcze raz prawda. Co prawda brak mi Twojego specjalistycznego wykształcenia, ale ja też teoretycznie wszystko wiem co i jak, a w praktyce często słyszę jak mówię tekstami mojej mamy, które tak denerwowały mnie w dzieciństwie. I choć staram się sto razy dziennie powstrzymać od tego ‚nie, nie, nie’ to ono i tak pada pewnie zbyt często i efekt tego jest taki, że gdy to ‚nie’ jest naprawdę potrzebne to nie ma już takiego efektu 🙁 Nic tylko pracować nad sobą, choć to wcale nie jest łatwe…

    • Asiu, gdyby tak siłę przyzwyczajeń przekuć w krzepę fizyczną to byśmy pewnie mogli góry przenosić.

  • Mi wstyd i na razie walczę z tym w miarę skutecznie.

  • Ojciec M.

    Każdy się łapie na „nie będę taki, jak moi rodzice”
    Nagle się budzimy i myślimy – jest tak samo, jak u mnie w domu…

    • To prawda, wiele przejmujemy od swoich rodziców, ale chyba tak samo nie jest. Jeśli tylko dopuszczamy do siebie refleksję to już pierwsza zmiana, która często prowadzi do kolejnych.

  • Meipu

    Masz 100% racji. Oj, pamiętam jak się zarzekałam, że ja tak ni będę, że będę inna, że nie będę krzyczeć, złościć się, pieklić … i dupa. Ostatnio, aż mnie cofnęło, gdy mąż powiedział do mnie wieczorem „nie bądź, jak twoja mama”. Cholerka. Chyba ze dwie godziny wtedy przegadaliśmy, bo nie wiedziałam, o co mu chodzi, bo ja wiele spraw odbierałam inaczej. Swoją drogą fajnie mieć takiego męża, który potrafi zmusić do myślenia nad sobą 🙂

    • Wiesz, mój mąż tez mi czasem uświadomi co nieco. Nie jest to miłe, ale później przychodzi refleksja i w sumie wdzięczność.

  • Guwernantka

    Ileż to razy powtarzaliśmy sobie: „nigdy nie będę taka jak moja matka!…” jednak nie da się ukryć, że jesteśmy niewolnikami tego, czego sami doświadczyliśmy. Radzenie sobie z tym wymaga ogromnego nakładu pracy. Jestem pod wrażeniem Twojej postawy wobec dzieci tego, że zawsze przepraszasz, nie każdego na to stać. Pozdrawiam

  • madzia

    ja też tak samo się złapałam na swoich błędach po rodzicach w chwili stresu i sumienie mnie zawsze gryzie w takich chwilach,ale staram się ugryzdz język albo się postrzymywać bo od razu nasuwają się sceny z mojego dzieciństwa.

  • aleksandra

    Kurcze, podoba mi sie ten tekst. Co prawda mam malenkie dzieciatko ma 1.5 roku i wiele rzeczy jeszcze nie rozumie, ale mysle o o tym jak sie do niej odnosze i corobie nie tak, jak to eliminowac by moc w pozniejszym czasie latwiej wdrazac nowe schematy w wychowaniu Zuzi. Teraz mam problem z krzykiem. Czuje ze kiedy krzykne mam wladze, ze dopiero wtedy mnie USLYSZY I POSLUCHA. Chcialabym to wyeliminowac , bo wiem ze to glupi nawyk, ktory nie pomoze mi w pozniejszym czasie miec z corka dobrych i bliskich relacji.

  • Monika

    Świetny artykuł, bardzo mi bliski bo codziennie, co chwile myślę o tym o czym pisalas. Ja mam juz świadomość wszystkich tych błędów wychowawczych które popełnili moi rodzice i wiem jak mnie to ukształtowało. Chce, bardzo chce nie podarować takiego bagażu mojej córce i tak jak Ty widzę, jak cholernie jest to trudne. Bo te wszystkie zachowania są w nas tak wbudowane, zakorzenione ze często są silniejsze od świadomych decyzji. Ech… Wiele tego jest ale w tym momencie, na naszym etapie (córka ma 2 lata 8 mcy) najważniejsze do zwalczania i u moich rodziców i u siebie samej jest to ciągłe „uważaj bo” i „nie rob tego bo”. Niby chodzi o bezpieczeństwo ale ona jest na tym etapie ze nawet jak jej powiem żeby uważała, bo spadnie, uderzy się, potknie, przewroci, zrzuci itp, itd to i tak nie jest w stanie zrozumieć konsekwencji takiego ostrzeżenia. Natomiast powoduje to cos innego, to ze tworzymy jej obraz świata niebezpiecznego, gdzie ciągle czyha cos groźnego. I zaczynam widzieć skutki tego, bo juz parę razy nie chciała czegoś zrobić, bo spadnie, uderzy się, będzie bolalo. Staram się walczyć z tym, wpajac jej ze da rade, ze poradzi sobie. I pracuję nad sobą, powstrzymując się przed ostrzezeniami bo kto jak nie ja ma wierzyć ze uda jej się wdrapać wysoko. Jak ja nie będę w nią wierzyła to jak ona sama ma uwierzyć w to i w siebie.. Bo moich rodziców juz nie zmienie, mogę tylko starać się ograniczać ich wpływ na nią.

  • Karina

    Przeczytałam tekst i komentarze i nasuwa mi się jedna myśl. Krążycie dookoła problemu, nawet doskonale używając słów i nazw, a nie pojawia się słowo klucz… Podstawa to zapisane informacje w podświadomości. Pada odmienone „świadomość”, „nawyki”, „schematy” czy „automatycznie”. Od tej strony trzeba zacząć 🙂

  • Najważniejsze, że zdajemy sobie sprawę jakie błędy popełniamy, a jeżeli mamy w sobie odpowiednio dużo miłości do dzieci i samozaparcia, to będziemy coraz lepsi. Nie jesteśmy idealni nie tylko jako rodzice, ale też jako ludzie czy społeczeństwo. Skoro zdajemy sobie sprawę ze swoich słabości, to możemy z nimi walczyć. Większość naszych rodziców popełniła wiele błędów, których my też nie unikniemy, ale przynajmniej próbujemy. Naszym dzieciom dajemy najlepszy wzór jaki można, bo pokazujemy jak możemy się zmienić pracując nad sobą.

  • OlaWro

    eh…. każdy z nas ma te same przemyślenia, ten tekst proszę kochanych rodziców jest wg mnie strzałem w dziesiątkę. Za każdym jednym razem wkurzam się na siebie że własnie mając świadomość popełnianych błedów i tak je popełniam…..jakby „błąd” był szybszy ode mnie….. i w konsekwencji jest mi głupio bo przecież mój 2,5 letni syn jest przecudowny 🙂 a drugi w drodze 🙂 chce być dla nich dobrą ale nie idealną mamą a czasami wychodzi ze mnie zołza okropna ;/ źle mi z tym i wiem że przez tą moją „zołzę” nie mogę wymagać też zmiany zachowania od męża ;/ takie diabelskie koło ;/

    Rodzice…. ja znalazłam takie rady i porady, jeśli komuś pomogą to sie cieszę bardzo, ja trenuję siebie codziennie, czytam i powtarzam to jak mantrę, może cierpliwość w końcu sie powiększy i tak jak wczoraj zamiast denerwować się że mój Maks zdejmuje buty pół godziny, po prostu wykorzystam ten czas do dopingowania go i dyskusji 🙂

    Naciśnięcie pauzy

    Negatywna myśl staje się negatywnym działaniem. Wciśnij pauzę lub stop. Można nawet powiedzieć to na głos, i to niekoniecznie używając tych słów. Możemy wybrać zdanie odpowiednie dla siebie, np. „Przystopuj, kobieto”. Musimy przenieść nasze myśli z bardziej prymitywnej części mózgu, która każe nam panikować, do tej bardziej racjonalnej.

    Zwalnianie przycisku

    Najlepszy sposób: prawidłowo oddychać – głęboko i powoli. Napełniamy płuca całkowicie, po czym je opróżniamy. Powtarzamy to co najmniej trzy razy. Nie mówmy nic, jeśli nie jesteśmy czegoś pewni – w tym momencie przeszliśmy z myślą do racjonalnej części mózgu.

    !!!!!! Nauka empatii

    Nasz cel: dostosować się do tego, co czuje dziecko. Jeśli ma słaby dzień, czuje się przegrane, przytłoczone, przypomnij sobie, jak to jest właśnie tak się czuć. Tych uczuć, których ty oczekujesz, czyli pomocy, zrozumienia, przytulenia, zapewne potrzebuje także twoje dziecko.

    !!! Powtórzenia

    Plan nie wyeliminuje gniewu i złości, ale dzięki temu, że wzrasta ich świadomość i wciąż się uczymy, jest lepiej. Stajemy się bardziej empatyczni, jesteśmy w stanie zobaczyć dobre wnętrze dziecka, nawet jeśli jesteśmy zezłoszczeni. Praktyka czyni cuda.

Polub nas, bedzie fajnie :)
Polubila(e)s? Kliknij tutaj aby sie wiecej nie wyswietlalo.
Przeczytaj inne:
Kwiatki dla Ciebie mamo
Mamo – Moja Najdroższa Milcząca Obecności!

Dziękuję Ci Mamo. Za to, że karmiłaś mnie niesfałszowanym mlekiem prawdy, dzięki któremu zęby mądrości urosły mi mocne i zdrowe.

Zamknij