Już nawet nie wiem od czego się zaczęło. Wichury sprawiły, że parę godzin nie było prądu, poszły spawy na płaszczu wodnym w kominku, trzeba wszystko kuć naprawiać, a tu zima za oknem. Do tego kilka prawie nieprzespanych nocy. Zmęczenie i jakiś ogólny chaos w domu, porozrzucane zabawki, płaczący Kubuś…wystarczyło. Napatoczyła się Zuzia, więc wylałam jej kubeł zimnej wody na głowę, coś w stylu:

Zobacz jaki tu bałagan, nigdy po sobie nie posprzątasz, mam już dość chodzenia i sprzątania za wami…

Zuzia się rozpłakała. Na to wszystko wszedł J.J ze słowami: Agnieszka przestań, co ty robisz… Jemu też się oberwało, nie pamiętam co powiedziałam, ale nie było miło. Wyszedł po coś do garażu. Kiedy wrócił, rzucił zdawkowe:

Tyle tego plastiku to co się dziwisz, że porozrzucane i bałagan.

Ale ja usłyszałam:

Po co im kupujesz tyle plastiku, to przez ciebie jest taki bałagan.

Wzięłam duży worek na śmieci i zrobiłam totalna segregację. Byłam wściekła. Głównie na samą siebie. Bo to ja rozpętałam tą burzę. W głowie szalały myśli typu:

Do dupy z ciebie matka, nie potrafisz sobie poradzić z bałaganem, złościsz się i krzyczysz na dzieci…

Poszłam do łazienki, po twarzy spłynęło mi kilka łez, a razem z nimi całe napięcie, jeszcze potrzebowałam chwili żeby dojść do siebie ale wiedziałam, że teraz już z górki. Zuzia patrzyła na mnie tymi swoimi cudnymi oczami;

– Mamusiu ja już sprzątam.

Podeszłam i przytuliłam ją.

– Przepraszam córeczko, źle się zachowałam, nie powinnam na ciebie krzyczeć. Wiem, że się starasz i lubisz mieć porządek, tylko czasami nie wychodzi. To nie jest twoja wina, że ja się złoszczę.

– Mamusiu, a nie wyrzucimy tych zabawek co zapakowałaś, ten pan doktor – posmutniała bardzo – to mój ulubiony.

– Nie wyrzucimy, schowamy na razie do garażu, bo i tak się nimi teraz nie bawisz.

– Dobrze, to wyciągniemy może na wiosnę, co?

– Tak kochanie.

Zuzia przytuliła się mocno i za chwilę zaczęła coś sobie wesoło nucić pod nosem.

Później przy kolacji przeprosiłam wszystkich. I usłyszałam pytanie, które skłoniło mnie by podzielić się z Wami tym niechlubnym zdarzeniem:

– Mamusiu, a przez kogo się tak zezłościłaś.?

– Przez nikogo, …To nie jest wasza wina. To ja tu narozrabiałam, nie wy.

– Ale przez kogo?- Zuzia nie dawała za wygraną

– Przez bałagan, tak przez bałagan. Bo jestem trochę zmęczona i jakoś dzisiaj bardzo mi przeszkadzał.

“Przez kogo się tak zezłościłaś?” Pytanie to brzmi mi ciągle w uszach.

To pytanie o winę.

Kto z nas jest winny?! Ktoś musi być przecież winny!

Dla dziecka, które kocha swoich rodziców nad życie, takie sytuacje są bardzo trudne. Podświadomie obwinia siebie za sytuację, która miała miejsce. Zuzia czuła się winna, bo przecież to ona nie posprzątała zabawek, a mama która jest dla niej “bogiem” zezłościła się przez nią. Gdyby je posprzątała mama nie zezłościłaby się. Taki jest tok myślenia czterolatki. Ona nie widzi całego wachlarza wcześniejszych wydarzeń, które doprowadziły do tego zajścia, ona widzi finisz i słyszy w sobie: to przez ciebie! Zatem nie jesteś taka dobra. Odłamek poczucia własnej wartości odpada.

Jesteśmy ludźmi i zdarza nam się zachować inaczej niż byśmy chcieli, mamy swoje słabsze dni, wady. Mówimy wtedy, że puściły nam nerwy, że ktoś nam nadepnął na odcisk, wkurzył nas. Nasza źle wyrażona złość dotyka nie tylko nas, dotyka całą naszą rodzinę, najdotkliwiej jednak dzieci. One są jak plastelina i każda taka sytuacja zostawia w nich ślad.

Ale stało się i co dalej. Jak naprawić to co zostało wykruszone, źle odciśnięte?

Słowa są potrzebne, słowo: „przepraszam”, “ to nie twoja wina” ale nie wolno nam poprzestać tylko na słowach, nie wolno zostawić dziecka po takim zajściu, tak jakby się nic nie stało. Ja przez kolejne godziny dnia poświęciłam Zuzi sporo czasu, poszłyśmy razem pograć na keybordzie, chwaliłam kiedy dobrze zagrała utwór, kiedy jej nie szło wspierałam słowami, jeszcze troszkę poćwiczysz i będzie super. Widziałam, że wraca błysk w jej oczach, wraca jej wiara w siebie. Później układałyśmy razem nowe puzzle, świetnie się przy tym bawiąc i wygłupiając. Byłam z nią dając jej wsparcie. Przy wieczornej, wspólnej modlitwie przeprosiłam Boga za to, że sprawiłam innym przykrość takim swoim zachowaniem i poprosiłam o więcej radości w sercu oraz dobry sen. Na koniec buziaki i widział, czułam, że Zuzia zasypia już z lekkim sercem, że ta przykra sprawa, na ile potrafiliśmy, została przepracowana i można o niej zapomnieć.

Oby już nigdy nie wróciła.

Podzielcie się jak jest u Was, jak udaje się zapanować (bądź nie udaje) nad emocjami w stresujących sytuacjach, w chwilach rozdrażnienia, zdenerwowania. Może macie jakieś sprawdzone sposoby by ten stan nie dotykał naszych dzieci?

 

 

Podobne Posty

  • Alicja

    Podziwiam, szczerze podziwiam i gratuluję postawy po całym ‚zajściu”. Pracuję ostatnio nad proaktywnością- czyli świadomym wyborem właściwej reakcji na zdarzająca się sytuację. Pomiędzy zdarzeniem a naszą reakcją- jest czas, czas na wybór tej reakcji. To od nas zależy czy będzie ona naładowana agresją, złością i wyrażona negatywnym językiem czy wprost przeciwnie. Ostatnio przywiązuję zdecydowanie większą uwagę do wyboru swojej reakcji niż dotychczas. Choć przyznać muszę, że w momencie, kiedy emocje biorą górę- okazuje się to być nie lada wyzwaniem…Jednak staram się zmieniać swoje negatywne dotąd zachowania na pozytywne. Dużo pracy jeszcze przede mną ale kiedy patrzę na świat oczami moich dzieci (a często tak robię) wiem, że to najlepsze, co mogę dla nich zrobić. Jestem zachwycona Waszym blogiem. Gratuluję całym sercem i podziwiam. Mądrość, profesjonalizm i niebywale empatyczna współpraca z dziećmi- to Wasz znak rozpoznawczy. Brawo!

  • Niestety też mi się takie sytuacje zdarzają, mam potem okropnego moralniaka… Przepraszam, tulę, całuję, podkreślam jaka jest dla mnie ważna itd, ale jestem pewna, że w niej gdzieś to zostaje… okrutne jest to, że nie umiem się wyzbyć mojej impulsywności…

  • Hanna Kucik

    Piękny, mądry tekst. Wspaniały blog. Dopiero na niego trafiłam. Będę śledzić, czytać.
    A złość – oj za często mi się zdarza, widzę niestety, że dziewczyny moje już reagują na to podkuleniem ogona. Wstyd strasznie, zwłaszcza, że dopiero Twój tekst unaocznił mi mechanizm, z którego niby zdawałam sobie sprawę rozumowo, ale musiałam poczuć, aby wyciągnąć wnioski, aby zmienić coś, zareagować. Dziękuję Ci zwłaszcza za to, że dzięki Twoim tekstom mogę poczuć to, co wiem, deklaruję, czego pilnuje jak emocje są na wodzy. Dopiero jednak poczucie problemu powoduje u mnie, że nawet jak emocje dochodzą do głosu to przed oczami pozostają uczucia dziecka, jego emocje… Dziękuję po stokroć!

Polub nas, bedzie fajnie :)
Polubila(e)s? Kliknij tutaj aby sie wiecej nie wyswietlalo.
Przeczytaj inne:
Czas dla dzieci
Czas dla dzieci.

Zawsze mamy czas dla dzieci, ale są takie dni, które w całości należą do nich. Z rozkoszą patrzę wtedy na...

Zamknij