Zuzia była w kółku, a Kuba miał na sobie dmuchaną kamizelkę, trzymałam go na rękach. Nagle poczułam, że nie mam gruntu pod stopami. Od północy zerwał się silny wiatr. Fale tworzyły coraz większe grzywy, które raz po raz zalewały nam twarze. Trzymałam dzieci kurczowo i próbowałam dopłynąć do brzegu. Kiedy kolejna fala opadła, trzymałam w rękach puste kółko, Zuzi nie było…serce mi stanęło, świat wirował, nic nie mogłam zrobić, krzyk wiązł mi w gardle, chyba umierałam. Nagle usłyszałam głos Jacka: Agnieszka, Agnieszka… to był tylko sen. Byłam mokra, roztrzęsiona, łzy płynęły mi po policzkach. Nie potrafiłam odpowiedzieć na żadne zadane pytanie. Szybko pobiegłam do sypialni dzieci, musiałam się przekonać…Spały spokojnie w swoich łóżeczkach. Zuzia, jak zwykle zupełnie odkryta tuliła swoją ukochana owieczkę, Kuba z uniesioną w górę pupą coś tam mruczał pod nosem. Są, żyją! To był naprawdę tylko sen! To był, aż sen… Wiem, że zmienił on zupełnie moje spojrzenie na bezpieczną kąpiel…
Pewnie zastanawiacie się skąd taki koszmar?

Dramatyczne zdarzenie w Łebie

Kilka dni temu w Łebie doszło do dramatycznego wydarzenia. Ponieważ mieszkamy niedaleko, przeżyłam to bardzo mocno. Rodzice z dwójką dzieci kąpali się przy falochronie w miejscu, w którym widniała tabliczka z informacją o zakazie kąpieli. Niestety dorośli zlekceważyli zakaz i kilka metrów od brzegu stracili grunt pod nogami, wiry sprawiły, że cała rodzina zaczęła tonąć. Sytuacja była dramatyczna. Wszyscy walczyli, ale byli coraz słabsi, na szczęście plażowicze szybko poinformowali ratowników.

– Czteroosobowa rodzina weszła do wody – relacjonuje Marek Chadaj, szef ratowników w Łebie. W pewnym momencie pod wodą znalazła się matka i dwoje jej synów. Plażowicze widzieli dramat rozgrywający się w wodzie. Podnieśli alarm. W to miejsce pobiegli ratownicy. Najpierw ratowali mamę i jej 11-letniego syna. Ojciec już był na brzegu. Gdy byli już bezpieczni, matka krzyczała, że w wodzie został jej dziewięcioletni syn. Ratownik podpłynął skuterem – mówi pan Marek. – Chłopak walczył.

Potem stracił przytomność. Już na brzegu ratownicy podjęli reanimację.

– Okazało się, że karetka pojechała do innego zdarzenia, czas dojazdu obliczono na około trzydzieści, czterdzieści minut, dlatego zdecydowaliśmy się wezwać helikopter z Lotniczego Pogotowia Ratunkowego – mówi ratownik.

– Był już po trzynastu minutach. W międzyczasie poprosiliśmy strażaków ochotników z Łeby o zabezpieczenie miejsca i przygotowanie lądowiska. Dziecko przytomne zabrało pogotowie. Marek Chadaj nie zostawia suchej nitki na turystach, którzy kąpią się w miejscu niedozwolonym.

– Tu nie wolno wchodzić do wody – mówi. Stoi znak informujący o zakazie, przestrzega przed wirami, ale nikt z tego nic sobie nie robi. Na początku jest płytko, potem jest uskok, ludzie wchodzą z dziećmi. Potem w głębi tworzą się olbrzymie wiry. Ostatnio ratownicy przechodzili w tym miejscu szkolenie, tu naprawdę trudno wydostać się z wody. Gdy dochodzi do takich akcji, boję się posyłać ratowników, tak jest niebezpiecznie.

Dodaje, że ratownicy patrolują plażę, ten teren też.

Żródło GP24

Nam nic się przecież nie stanie

Jest upalne lato i w takie dni jak dziś pragnienie ochłody urasta do rangi nie cierpiącej zwłoki konieczności. Pijemy wodę z lodem, zakładamy skąpe stroje, kapelusz z dużym rondem i…jeździmy nad wodę.
Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że bardzo wiele kąpielisk z których korzystamy to miejsca nie strzeżone przez ratowników. Przekonujemy wówczas samych siebie, że jesteśmy dorośli, potrafimy pływać, dzieci są tylko przy brzegu. Co przezorniejszy rodzic założy takiemu szkrabowi dmuchane koło, czy rękawki z marketu, ba… nawet kamizelkę niby ratunkową. Przecież tyle dzieci przyjeżdża tu z rodzicami i nic się nie dzieje. Jesteśmy czujni i chyba trochę naiwni, żeby nie napisać głupi.

Zakaz kąpieli to wygodna wymówka leniwych ratowników

Ostatnio spotkałam się właśnie z taką tezą. Czy jednak znaki z zakazem kąpieli to rzeczywiście tylko wychodzenie z sytuacji obronną ręka leniwych ratowników? A może cięcie kosztów przez gminy i oszczędzanie na zatrudnianiu fachowej opieki dla turystów?
Łebski przykład pokazuje, że jest zupełnie na odwrót. Ratownicy, choć nie mają takiego obowiązku, często patrolują miejsca, w których kąpiel jest zabroniona. Narażają się tym samym na „syczące” komentarze głupich (wybaczcie określenie, ale trudno mi inaczej nazwać ludzi, którzy tak bezmyślnie narażają życie swoje i swoich dzieci) turystów.
Przecież znak informujący o zakazie kąpieli to informacja, że wchodząc tutaj do wody, możesz już żywy z niej nie wyjść!
Zabierając ze sobą dziecko, jesteś równie nieodpowiedzialny jak Ci wszyscy rodzice, których krytykujesz, a którzy zostawiają swoje dzieci w rozgrzanych samochodach, na placach zabaw czy we własnych domach bez opieki.
Lekceważąc tablice zakazujące kąpieli stajemy na równi pochyłej, gdzie już tylko krok do tragedii. Jakże trzeba być bezmyślnym i bezlitosnym dla swoich dzieci żeby ciągnąć je w miejsca, gdzie ich życie i zdrowie zależne jest od jednego, szczęśliwie bądź nieszczęśliwie, postawionego kroku. Później może pozostać już tylko płacz…i zgrzytanie zębów.

Zatrważające statystyki

Według doniesień policji, przez ostatnie 3 miesiące w Polsce utonęło ok 200 osób. Do większości z tych tragicznych wypadków przyczyniła się brawura, nietrzeźwość oraz kąpiel w miejscach zakazanych i nieoznakowanych.

Nie musimy uczyć się na własnych błędach

Po to mamy rozum, aby z niego korzystać. Nawet jeżeli zdarzyło Ci się kąpać w niedozwolonym miejscu i ani tobie, ani twoim najbliższym nic się nie stało, to miałeś szczęście. Nie warto jednak kusić losu. Zanim po raz kolejny skorzystasz z takiej formy aktywnego wypoczynku nad wodą, puknij się w czoło i pozwól sobie przez chwilę pomyśleć. Może oczami wyobraźni dostrzeżesz przerażenie i ból rodziców, którzy w ten głupi sposób stracili swoje dziecko i już do końca życia, chwile ochłody w upalne dni lata, będą im stawać w gardle ością niewyobrażalnej tragedii.
Może dzięki chwili zastanowienia Twoje dziecko będzie żyło długo i szczęśliwie.

My kąpiemy się tylko w dozwolonych miejscach i Was również do tego zachęcamy!

Podobne Posty

  • Wiesz, ja się kąpię w miejscu nieoznaczonym, mam działkę nad jeziorem. Moi rodzice wspólnie z sąsiadami szykowali plaże i podłoże. Znamy to miejsce dość dobrze, ale w Młodym na rękach wchodzę do wody tylko do pasa. Sama lubię się przepłynąć kawałek dalej, ale w granicach rozsądku i mierząc siły na zamiary. W miejscach, których nie znam – albo szukam miejsc strzeżonych, albo nie wchodzę do wody. 🙂

  • jestem panikara we wodzie! mamy swoje 2 stawy rybne i w nich się kapiemy czasem. Ale na brzegu gdzie wody do kolan tylko. jak jest z nami mąż to pontonem albo na dętce dużej i tak wrzeszczę co chwile a oni maja ubaw. ale strach jest. a nad jeziorem to też przy ratowniku i to bojek dla dzieci

    • Ja wodę uwielbiam, ale kiedy jestem z dziećmi to też mi się włącza lekka panika i oczy mam dookoła głowy:)

  • Mama Ka

    Mnie jeszcze wkurza myślenie rodziców: „A, wpuszczę dziecko samo do wody, przecież są inni plażowicze i ratownicy”. Co roku spędzam wakacje nad jeziorem i widzę jak kilkulatki same bawią się w wodzie, a rodzice leżą na plaży kilkanaście metrów dalej. Ja ZAWSZE wchodzę do wody razem z eM, bo to ja jestem jego matką i to ja jestem za niego odpowiedzialna. I nie raz zdarzyło się tak, że młody potknął się chociażby o własne nogi właśnie przy samym brzegu i poszedł pod wodę. Stojąc tuż obok mogłam zareagować w ciągu kilku sekund…

    • Jest tak jak piszesz. To bardzo częsty widok na kąpieliskach. Płytka woda, dużo ludzi to w razie czego ktoś zareaguje – igranie z nieszczęściem. Pozdrawiam

  • Ciążowe Zachcianki

    My kąpiemy się tylko na basenie. A i przy tym bardzo uważamy. Chwila nieuwagi i nieszczęście gotowe.
    Bardzo potrzebny wpis!

    • Dzięki. Dziecko jest tylko dzieckiem, często nie zdaje sobie sprawy z zagrożenia, dlatego my musimy być czujni.

  • Ja mam jakiś lęk przed zbiornikami wodnymi i jeśli już to wybieram basen. W morzu tylko stoję 🙂 tak do kolan i dzieci też dalej nie wpuszczam. Do jeziora nie wejdę… Macie rację – rozsądek to jest najważniejsze

    • Nasz dwulatek stroni od większych rozlewiskch, woli basenik czy dużą „kałużę” na plaży. Nie ukrywam, ze jakoś mnie to szczególnie ie martwi. Pozdrawiam

Polub nas, bedzie fajnie :)
Polubila(e)s? Kliknij tutaj aby sie wiecej nie wyswietlalo.
Przeczytaj inne:
Zdjęcie do artykułu opisującego kampanię reklamową Always - jakdziewczyna
#jak dziewczyna czyli jak?

asz w sobie kobiece serce, kobiecy umysł i zdolności, to znaczy, że jesteś gorszą częścią społeczeństwa! To znaczy, że większość...

Zamknij