Dzisiaj wpis o uporze, wytrwałości i przeciąganiu liny.

Wszystko odbywało się na progu domowego przybytku zwanego łazienką. Nie wiem jak u Was, ale dla nas to miejsce niebanalne. Ja właśnie tam mam najwięcej pomysłów i gnam w te pędy, aby je zapisać, a dla Zuzi i Kuby to miejsce najfajniejszych, wieczornych mokrych szaleństw. Ostatnio na progu doszło do konkretnego sporu-uporu. Kubuś niósł swoją ulubioną książeczkę o zwierzakach, żeby pokazać ją tacie, który coś tam grzebał w łazience i zostawił uchylone drzwi. Kiedy na horyzoncie pojawiła się mama, nagle przypomniał sobie, że właśnie czas na mleczko i energicznie pozbył się ulubionego przedmiotu  rzutem na podłogę, na rzecz ulubionego pokarmu. Widać, wydawało mu się zbyt niewygodnym, dobieranie się do maminego cyca i trzymanie w garści zbędnej materii. Ale matka nie dała się obłaskawić i omamić maślanym oczkom synusia, o nie, nie tym razem. Przemknęła jej przez świadomość, lotem błyskawicy, myśl: “czym skorupka za młodu…” A że chce mieć porządnie wychowane potomstwo, ze spokojem, jednak stanowczo, chwyciła “rzuconą linę” i zaczęło się przeciąganie. Wierzcie mi, to była istna próba sił, jak z książki wyjąć.

Najpierw poprosiłam, żeby podniósł książeczkę i dał mi do ręki. Jednak Kuba jakby w tej sekundzie stracił słuch. Uwiesił się na maminym dekolcie i nie zastanawiając się długo rozpoczął podróż ku rzece mlekiem płynącej. Ale ja nie popuściłam, ciągnęłam linę w swoją stronę. Delikatnie oderwałam go od siebie,prosząc by podał mi książeczkę: – daj mamusi książeczkę. Nic z tego, stanął w progu z miną twardziela, spuścił głowę i nagle jego wzrok zawiesił się na karteczce leżącej obok. Podniósł ją i zaczął pokazywać, wyjaśniając z powagą: – tom, ata, da, i odciągając mnie od miejsca porzuconej książki z nadzieją, że matka zachwycona opowieścią o karteczce ustąpi. Kiedy nie ustąpiłam zaczął się wyginać jak węgorz. Śmiać mi się chciało, bo to pierwsza taka akcja Kuby, ewidentnie postanowił sobie, że nie podniesie tej książeczki. Staliśmy tak w tych drzwiach, ja wyjaśniając, że książeczkę kładziemy na stolik, że jak ją tu zostawimy to się zniszczy i takie tam…, Kubuś gestykulując, miaucząc, wyginając się. W końcu po 10 minutach podniósł ją i mi podał. Podziękowałam, pochwaliłam i oboje byliśmy zadowoleni z takiego obrotu sprawy. no może ja bardziej:) I tak to mam już pierwszą próbę sił z moim półtora rocznym synem za sobą. pewnie jeszcze nie raz mi dokopie i polegnę przegrana, ale co tam, On też musi wiedzieć, że liczymy się z Jego zdaniem:) Kuba rośnie na przebojowego chłopca, który ma swoją wrażliwość ale też nie da sobie w kaszę dmuchać (nawet jak jest gorąca, odsuwa wszystkich i sam dmie z całych płuc). Nie zamierzamy go tłamsić, może w przyszłości będziemy w końcu mieć porządnego prezydenta:)

Nie zawsze jest łatwo, nie zawsze wystarcza cierpliwości, ale chyba warto mądrze kochać swoje uparte dziecko. Ono nie jest naszą własnością, dane nam na chwilę oczekuje, że pomożemy mu odkryć własną tożsamość, siłę, pasje. Upierając się, często pragnie nam przekazać bardzo ważną informację:

♥ nie zabraniajcie mi wszystkiego co dla was niewygodne

♥ nie zmuszajcie mnie do tego co jest wam w tej chwili na rękę

♥ nie złośćcie się na mnie, gdy nie rozumiejąc dlaczego miałbym to robić, nie chcę czegoś wykonać

♥ tłumaczcie mi, rozmawiajcie, wyjaśniajcie

♥ znajdźcie czas by mnie słuchać

♥ i nie wierzcie w to, że z premedytacją częstuję was złośliwością. To niekiedy jedyny sposób byście się mną zajęli!

 

A jakie formy  przybiera upór  waszych pociech i jak sobie z nim radzicie?

 

Email dodany do komentarza, nigdzie nie będzie wyświetlony, ani wykorzystany. Służy tylko do potwierdzenia, że nie jesteś robotem. Możesz dodawać komentarze jako osoba anonimowa, lub podać pseudonim.

Podobne Posty

  • Ciążowe Zachcianki

    Moje dziecko też należy do upartych:) Ma swoje zdanie i lubi stawiać na swoim. Dla mnie metodą jest spokojne tłumaczenie. Chyba nie ma innego wyjścia. Najważniejsze to się nie poddawać. Jak Maluch zobaczy, że ulegamy już po nas:)

Polub nas, bedzie fajnie :)
Polubila(e)s? Kliknij tutaj aby sie wiecej nie wyswietlalo.
Przeczytaj inne:
zespół napięcia przedmiesiączkowego
Gryzę! Zespół Napięcia Przedmiesiączkowego.

  Uff... właśnie zeszło ciśnienie, więc mogę z większym dystansem spojrzeć na siebie i uczucia, które w ostatnim czasie dały...

Zamknij