Jestem dorosła osobą, mam swoje lata i doświadczenie. Wiele życiowych sukcesów i kilka porażek. Nie potrafię zrobić wszystkiego, co bym chciała, nie spełniłam wszystkich swoich marzeń. Niemniej, na świecie czuję się dobrze. Zdarzają się oczywiście dni, gdy z wielką chęcią zakopałabym się w ciepłej pierzynie i przeleżała go w łóżku z dobrym filmem i tabliczką ulubionej czekolady. Jest ich jednak stosunkowo mniej od tych, gdy budzę się rano, nieco przed czasem i wstaję cicho, aby spędzić ze sobą te pierwsze chwile kolejnego dnia życia.Lubię w taki poranek, przypominać sobie wszystkie pozytywne sytuacje ubiegłego dnia i rozmyślać nad tym, co dobrego może mnie dzisiaj spotkać.Mam też pewną bolączkę, która mnie nęka niestety i pomimo ciągłej pracy nad sobą wierci mi dziurę w brzuchu. Moje ego potrzebuje pochwał.

Potrzeba pochwał.

Lubię, gdy ktoś mnie chwali. Bardzo lubię, gdy ktoś mnie chwali! Obrzydliwie bardzo lubię, gdy ktoś mnie chwali! Trudno mi żyć bez pochwał! Jestem uzależniona od pochwał! Kiedy zrobię coś, w moim mniemaniu, świetnie, a ktoś  powie „może być”, albo nie powie nic pojawia się we mnie smutek. Niby niewielki, niby tylko na chwilę ( bo po chwili idę po rozum do głowy i tłumaczę sama sobie, że przecież nie wszystko, wszystkim musi się podobać), ale jest. Ten „chwilowy smutek” – wynik braku zaspokojenia mojego uzależnienia – rzuca niestety cień na resztę dnia. Niby nic się nie stało, niby sobie wszystko zracjonalizowałam, a jednak w sercu pozostaje niesmak, który nasila się w trudniejszych chwilach dnia.

Potrzeba bycia najlepszym.

Gdy byłam dzieckiem, rodzice (szczególnie tato) i dziadkowie stawiali mnie często na piedestale swoich ambicji i obsypywali pochwałami. Dobrze się uczyłam, brałam udział w konkursach, byłam przewodniczącą, liderem. Cud, miód, malina. Wszyscy w rodzinie bliższej i dalszej znali moje „osiągnięcia”. Niestety, wcale mnie na długo te pochwały nie zaspakajały, chciałam więcej i więcej. A, że zdolna byłam, więc szczególnej pracy w osiąganie sukcesów wkładać nie musiałam. Nie nauczyłam się niestety systematyczności, uważności. Rzadko uczyłam się na bieżąco. Wolałam przysiąść noc raz w miesiącu i wszystko pozaliczać. Poza tym, pamiętam moją rekordową nieobecność w szkole – 264 pojedyncze godziny. To o czymś świadczy.

Nie psuj dziecka pochwałami!

Kiedy przychodziły na świat moje dzieci, obiecywałam sobie, że dam im swoja uwagę, a nie zalew pochwał. Słyszałam dookoła zachwyconych rodziców, którzy powtarzali z uporem maniaka: „Jak wspaniale zjadłaś śniadanie”, ” Ten rysunek jest najpiękniejszy na świecie”, „Świetnie!”, „Ekstra!, „Super!”. Zastanawiało mnie, czy zjedzenie śniadania przez dziecko to naprawdę taki wyczyn, za który należy się każdorazowa pochwała? Przecież to naturalna potrzeba. Czy mówienie dziecku, że jego rysunek jest najpiękniejszy na świecie, to oby prawda? A co będzie gdy w przedszkolu czy szkole, jakieś dziecko mu powie: „Ale brzydko narysowałeś”. Czy te wszystkie „Super!”, „Ekstra!” „Wspaniale!” to przypadkiem nie krótkie sygnały dawane dziecku, trochę na odczepne?

Siedzą mamy na placu zabaw rozmawiając ze sobą i dzieci co jakiś czas pokrzykują: „Mamo zobacz, gdzie wszedłem!” – „Super, tylko nie spadnij”, mama nawet nie podniosła wzroku żeby spojrzeć.

Dziecko potrzebuje uwagi!

„Uwaga – ogólne określenie wielu procesów poznawczych odpowiedzialnych za: • utrzymanie organizmu w stanie gotowości do działania, percepcji lub innych zachowań.Podtrzymywanie stanu oczekiwania na pojawienie się pewnych bodźców;

• wyodrębnianie istotnych elementów z pola percepcyjnego (np. wzrokowego, słuchowego) i tłumienie elementów nieistotnych (koncentracja uwagi);

• odpowiednio zorganizowany przebieg danej czynności psychicznej, dbanie o to aby uboczne procesy go nie zakłócały;

• zdolność zaangażowania się w analizę danego bodźca i umiejętność oderwania się od jednego bodźca i skupienie się na innym” – za Wikipedią.

1. Potrzebuje twojej gotowości do wspólnego działania, poznawania, zabawy. Jeżeli jesteś obok dziecka tylko fizycznie, a Twoje myśli błądzą zupełnie gdzie indziej… Jeżeli czekasz tylko na moment żeby „wyrwać się” z bycia obok… To sorry, ale nie dajesz dziecku swojej uwagi, co więcej, takie zachowanie prowadzi do rozdrażnienia dziecka, bo niby jesteś z nim, a tak naprawdę Cię nie ma. Przypomnij sobie sytuację z własnego życia, w której potrzebowałaś czyjejś rady, pomocy, uwagi, a ktoś się spieszył i tylko rzucał krótkie: „no”, „tak” „ojej”, „aha” i zerkał ukradkiem na zegarek lub w telefon. Nie wkurzało Cię takie zachowanie? Mnie bardzo. Wolałabym żeby ktoś powiedział mi wprost: „Słuchaj, teraz nie mogę Ci poświęcić czasu, ale możemy umówić się np. na jutro” Takie postawienie sprawy prowadzi do przekonania, że ktoś traktuje Cię poważnie. Jeżeli nie możesz w tej chwili poświęcić dziecku uwagi, nie udawaj. Powiedz mu o tym i umówcie się, że np. poświęcisz mu ją za 15 minut. Nastaw stoper, jeżeli dziecko nie zna się na zegarku. Dotrzymaj słowa.

2. Jeżeli twoje dziecko układa właśnie wieżę z klocków, patrz na nie uważnie. Postaraj się aby nic drugorzędnego nie odciągnęło twojej uwagi. Gdy po kolejnym postawionym klocku dziecko spojrzy na Ciebie, oczekując aprobaty, nie wołaj od razu „super”, „świetnie”, kiwnij w ciszy głową. Uśmiechnij się. Daj znak, że widzisz. Dziecko poczuje się zauważone ale nie będzie się niepotrzebnie rozpraszać. Po wykonaniu zadania, doceń wysiłek, jeśli dziecko tego potrzebuje. Powiedz np. : to było dość trudne zadanie, ale sobie z nim poradziłaś. Zapytaj dziecko, czy jest zadowolone z efektów swojej pracy. Daj mu szanse na refleksję, na rozwijanie zdolności, na wkładanie wysiłku. Krótki słowem: „Super!”, dajesz dziecku sygnał, że jego praca jest zakończona, że osiągnął szczyt. Pytając dziecko, otwierasz mu szerszy horyzont i dajesz sygnał, że nie jest ważne co inni o nim myślą, ważne jest jak ono czuje się z tym co robi. Czy to ono jest zadowolone z efektu. Dajesz mu sygnał, że ważne jest co ono myśli o wykonanej przez siebie pracy, nie inni.

3. Przekonaj siebie, że czas i uwaga, jaki teraz poświecisz dziecku są mu bardzo potrzebne. Od tego zależy jego prawidłowy rozwój oraz jego postrzeganie świata. To nie jest widzimisię dziecka, że potrzebuje Twojej uwagi, to ważny czynnik w jego rozwoju emocjonalnym. Bądź uważny!

Co robić, jeżeli do tej pory dziecko było chwalone i tego od nas oczekuje?

Jeżeli dziecko przyjdzie do Ciebie po pochwałę, nie chwal go. Zauważ, co zrobiło. Powiedz mu głośno i z uwagą: Widzę że narysowałeś obrazek. Podoba Ci się? Opowiedz mi o nim? Jeżeli będzie nadal pytać: „Ale jest ładny?” zapytaj: „A tobie się podoba?” Potem powiedz: „Możesz bić sobie brawo”. „Możesz sobie pogratulować”.

Nasz najmłodszy syn ma 2,5 roku. Kiedy Zuzia przychodzi z jakąś swoja pracą pytając:

– Ładnie?  ( Kiedy ona była w wieku Kuby, nie byliśmy jeszcze tacy mądrzy:) )

On przynosi swoja, pokazuje i czeka. Wtedy rozmawiamy:

– Sam to narysowałeś ?

– Taaa!

– A co narysowałeś?

– Ato!

– To jest auto – mówię do Kuby z uwagą.

Wtedy on tylko przytakuje zadowolony, zabiera rysunek i biegnie rysować dalej. Wystarcza mu, że został zauważony!

Praca nad przestawieniem się z pochwał na uwagę, jest dość prosta. Dla dziecka właściwie prawie niezauważalna. Ono szybko dostosuje się do nowej formy przekazu. Dlaczego? Ponieważ dziecko nie potrzebuje pochwał, potrzebuje uwagi! Dla Ciebie może to być dość trudne, zwłaszcza na początku. Niestety kilkadziesiąt lat życia w przekonaniu, że trzeba chwalić i walczyć o pochwałę to spory bagaż. Jednak z czasem zobaczysz, że nawet tobie nie smakują już pochwały. Będą Cię kłuły w uszy.

„Dżokej daje kawał cukru koniowi, którego chce dosiąść, a woźnica bije batem konia, aby ciągnął wóz w kierunkux nadanym przez lejce. Ani jeden, ani drugi z tych koni nie ma tak okazałego biegu, jak wolny ogier stepowy. Cukier i bat są potrzebne do stłumienia buntu w szlachetnym zwierzęciu; nigdy wszakże nie będą stanowiły bodźców, które mogłyby poruszyć zwierzę.” – Maria Montessori

Staram się nie chwalić swoich dzieci. Staram się poświęcać im wystarczająco dużo czasu i uwagi. Ciepłej uwagi, pełnej życzliwej obecności. Różnie to wychodzi. Kiedy mam nieodpartą potrzebę chwalenia ich, robię to gdy śpią 🙂 Siadam wtedy z Jackiem w ich pokoiku, zapalamy sobie lampkę i patrząc na ich dziecięce buzie, szepczemy sobie jakie są wspaniałe:) Wymieniamy ich zalety, osiągnięcia, sukcesy…

 

A Ty chwalisz swoje dziecko?

Uważasz, że pochwały bardziej pomagają czy szkodzą?

Czy chwalenie naprawdę wzmacnia poczucie własnej wartości u dziecka?

Może jednak jest wręcz przeciwnie? Może prowadzi je drogą potwierdzania własnej wartości w oczach i słowach innych ludzi?

Uzależnia od ich opinii?

Nie pozwala wierzyć we własne siły i zdolności?

Może metoda kija i marchewki to jednak nie jest najlepsza metoda wychowawcza?

Cokolwiek nie odpowiesz, jesteś najlepszym rodzicem dla swojego dziecka i to Ty znasz je najlepiej. Idź za sercem. Myśl.

 

Podobne Posty

  • Karolina

    Kolejny super artykul!
    Cieszę się, że trafilam na tego bloga, bo wszystko co pani pisze faktycznie ma sens! Co prawda jestem dopiero na początku „drogi” zwanej macierzynstwem (Synek ma 3 miesiące) ale postaram się stosować do wszystkich pani rad 🙂

    • Idź za sercem kochana, czytaj, obserwuj i idź za serce. Życzę Ci cudownej drogi macierzyństwa i dziękuję za pochwałę 🙂

  • Chciałem pochwalić artykuł, ale przecież nie mogę! Nie chciałbym Cię popsuć pochwałami. Więc chwalić nie będę. Nie mogę się z Tobą zgodzić. Pochwała jest potrzebna, ale jak sama piszesz, nie powinna wieńczyć dzieła. Uwaga jest potrzebna, ale dobre słowo i pochwała również. Chcesz, żeby dziecko pomyślało kiedyś, że nigdy dla Ciebie nie będzie zbyt dobre i nigdy nie będzie w stanie spełnić twoich oczekiwań? Jeżeli pochwalisz dziecko, ale „popchniesz” do dalszego działania, to krzywdy nie zrobisz. Jeżeli nie pochwalisz, to dziecko może pomyśleć, że nie zrobiło czegoś dobrze. Zgadzam się, że dzieciaki przylatują, żeby rodzic je zauważył i krótkie super, nie jest dobrym rozwiązaniem, ale nie rozumiem jak można nie chwalić w ogóle. Jednego czego nie polecam, to skrajności w wychowywaniu dzieci. Nie polecam więc nie chwalić w ogóle i ie polecam również zasypywać pochwałami. Bardziej obrazowo, ani kij, ani marchewka. Kurcze, rozsądku trochę.

    • Kurcze, tyle że pochwała to marchewka.

      • Lubię marchewki… to jeszcze nie koniec tej dyskusji, ale Hobbit na TVN wygrał, więc dziś już nic więcej nie napiszę 😉

      • Jak to napisać? Jestem ZA, a nawet PRZECIW.

        Jestem ZA:

        – dawaniem uwagi zamiast pochwały,

        – krótkie „SUPER” – nie załatwia sprawy,

        – dotrzymywanie słowa – ZAWSZE

        Lecz, nie zgadzam się z paroma innymi tezami w tekście. Jak już pisałem wcześniej, to nigdy nie lubię skrajności. Ty piszesz „nie wolno chwalić”, a są tacy, co mówią „dziecko trzeba chwalić” i to w każdej sytuacji. Według mnie, to żadna z tych metod nie jest dobra, po drugie, to każde dziecko jest inne i każde potrzebuje czegoś innego. Rodzice, zwłaszcza Ci, którym trochę zależy, poszukają swojej drogi. Dlaczego dzieci trzeba chwalić? Bo chcą naszej akceptacji, bo chcą naszego zainteresowania, bo chcą być przez nas docenione, chcą czuć się ważne. Powodów jest wiele. Jak sama piszesz, krótkie „super” nie załatwia sprawy, a wręcz przeciwnie. Ale skoro to słowo, t tym konkretnym przypadku, jest równoznaczne z „daj mi spokój”, to nie ma co się oszukiwać, ale dobre to nie jest. Z drugiej strony, dziecko potrzebuje naszej uwagi, więc „tato zobacz” jest zachętą do zabawy czy działania. W tym momencie pochwała nie zrobi niczego złego, pod warunkiem, że przyłączymy się do tego działania i zabawy. Dla mnie trochę dziwne jest to co piszesz, bo mam wrażenie, że dajesz dziecku sygnał nie tylko zachęcający, ale też dający mu do zrozumienia, że to co robi nigdy nie jest skończone lub dobre, bo przecież mamie się nie podoba. Zawszę dzieci traktuję poważnie, i jak syn przychodzi z rysunkiem i mówi, że to samochód, to pytam, gdzie koła, gdzie szyba, gdzie drzwi, itd. Nie mówię jak ma wyglądać samochód, tylko pytam jak jeździ, jak się wsiada itd. Może to być samochód przyszłości, a mój syn to geniusz. Pochwała w tym wypadku jest też dlatego, że sam narysował, bez pomocy. Jeżeli zaś przyjdzie i powie, że to na rysunku jest „piesek”, to trochę bardziej skomplikowane, bo piesek powinien mieć nogi, ogon itd. jeżeli nie ma, to też chwalę mówiąc ładnie narysowałeś, ale zobacz że czegoś brakuje, może trzeba dorysować, może pomóc. A co z krytyką?

        Nie wiem o co dokładnie chodzi w Twojej metodzie, ale co zrobisz, jak dziecko z wielkim wysiłkiem bądź trudnością pierwszy raz zrobi coś trudnego? No i po co każdemu sportowcowi fani na trybunach zagrzewający do walki? Czyż nie dopingują do dalszej walki? Co z budowaniem pewności siebie, skoro kolejny raz dziecko ma Twoją uwagę, ale po raz kolejny, idzie rysować dalej. Mamie się nie podoba? A jeżeli dziecku się podoba, mówi że koniec, to co teraz? Nic nie powiesz? No ale cytując nawet Ciebie:
        Krótki słowem: „Super!”, dajesz dziecku sygnał, że jego praca jest zakończona, że osiągnął szczyt. Pytając dziecko, otwierasz mu szerszy horyzont i dajesz sygnał, że nie jest ważne co inni o nim myślą, ważne jest jak ono czuje się z tym co robi. Czy to ono jest zadowolone z efektu. Dajesz mu sygnał, że ważne jest co ono myśli o wykonanej przez siebie pracy, nie inni. Dlaczego nie mogę powiedzieć, super i wtedy zadać mnóstwa pytań?

        Odpowiadając na pytania:

        1. Tak, chwalę dzieci.
        2. Zależy jak użyte. Chwalenie, jak i ganienie są potrzebne, ale muszą być odpowiednio użyte. Tak jak każdy komplement, musi być odpowiednio użyty.

        3. Chwalenie wzmacnia poczucie wartości u dziecka, ale nadużywane może wyrządzić krzywdę. Dzieci często chcą się przypodobać rodzicom, więc pochwała czasem równa się zauważenie – wszystko zależy od kontekstu.

        4. Może, jak wszystko inne. Zwłaszcza jak próbuje się dziecko trzymać pod kloszem. A jak dziecko poradzi sobie z krytyką? Podobno dzieci nie wolno chwalić, a krytykować wolno? Przecież to może wywołać takie same skutki? Piszesz nie chwalić, to czemu nie piszesz nie krytykować?

        5. Jeżeli nasza samoocena będzie oparta tylko na zdaniu innych – ale do tego chwalenia nie trzeba. Własną wartość w dziecku buduje się całymi latami dając dobry przykład i wsparcie, ale także pozwalając samodzielnie zmierzyć się z trudnościami.

        6. Kij i marchewka nie jest dobrą metodą nigdy. Jeżeli pochwałę stawiasz jako marchewkę, to stawiasz zamiast kija?

        Słowa Pani Maria Montessori rozumiem trochę inaczej niż ty, bo nie chodzi o chwalenie samo w sobie, ale o pochwałę jako cel naszej podróży. To samo z krytyką. Nie krytykujemy, bo jeszcze się obrazi, a przecież nie o to chodzi. Powiem więcej, ale to też będzie prośba. Żeby Twój post miał sens (według mnie oczywiście), to musisz napisać coś więcej. Bo metoda Marii Montessori, to coś dużo więcej, o czym nie piszesz tutaj. Chodzi też o pobudzenie w dziecku indywidualnego, nie szablonowego myślenia, samodzielności, podejmowania wyzwań, wyznaczania swoich własnych celów. To co ty napisałaś, to tylko mały fragment wyrwany z kontekstu i tego mi zabrakło. Ja nie mam przedszkola Montessori w pobliżu, więc chętnie u Ciebie poczytam na ten temat.

        • Bartku, dziękuję Ci za tak obszerny komentarz. Pozwolisz, że odniosę się do Twojej wypowiedzi jutro. Dziś przygotowuję męską wyprawę i mam do usmażenia chyba ze sto kotletów 😉

        • Zaczęłam odpowiadać na Twoje spostrzeżenia i pytania. Ale nie napisze tego tutaj, bo wydaje mi się, że to są wątpliwości i pytania wielu rodziców. Bartek jeśli pozwolisz w przyszłym tygodniu możesz spodziewać się artykułu dedykowanego właśnie Tobie. Zainspirowanego Twoimi zgodami, niezgodami i wątpliwościami. Napisze tu tylko, że ten post owszem jest trochę wyrwany z kontekstu, owszem jest niepełny i dla osób, które nie spotkały się z pedagogiką Montessori, może być kontrowersyjny lub niezrozumiały. Myślę jednak, że ziarno wątpliwości, co do pewnych metod wychowawczych zostało rzucone i o to mi trochę chodziło. Cieszę się, bo sporo ludzi się odezwało, pytając jak to rozumieć i co dalej. Myślę, że spólne odkrywanie pedagogiki Montessori będzie fajną przygodą. Pozdrawiam

    • Paulina Erazmus-Kliszczyńska

      Brawo! Rozsądne podsumowanie. Również nie mogę zgodzić się z artykułem. Rozumiem przesłanie, ale tak, popadanie ze skrajności w skrajność to nie jest najlepsze rozwiązanie. Byłam dzieckiem niechwalonym, wyrosłam w przekonaniu że nie jestem wystarczająco dobra we wszystkim co robię lub co mogłabym robić, że nie spełniam oczekiwan rodziców…rodzice są podobno mega dumni z moich osiągnięć jednak nigdy nie usłyszałam tego od nich personalnie…

  • Blekaczka

    Mój mąż, stary byk, do dziś ma w zwyczaju, że po każdym posiłku mówi: – No, zjadłem! – I jest w tym triumf, jest jakby oczekiwanie na pochwałę mamusi, że ładnie synusiu, ślicznie! Nauczyłam go, że po tym wreszcie mówi dziękuję, bo to nie jego sukcesem był obiad.Był rozpieszczanym synkiem i wnusiem i tak mu zostało. Natomiast ja? Uwaga! Przegięcie w drugą stronę też nie jest korzystne. Ja z całego dzieciństwa pamiętam raptem ze 3 pochwały? Siostra była mniej zdolna, więc to ją motywowano, chwaląc za cokolwiek. Ja, cicho a z sukcesem dłubiąc, co do mnie należało, stawałam się trochę tłem, tak oczywistym, że nie trzeba nic mówić. O różnicy w traktowaniu też już nie chce mi się… myśleć. Pozdrawiam serdecznie

  • A ja chwalę swoje dziecko, co nie znaczy, że nie poświęcam mu również uwagi. Chwalę, bo uważam, że mam prawo powiedzieć, że bardzo mi się podoba np. jego/jej rysunek, mam prawo powiedzieć jak bardzo się cieszę że praca jaką dziecko włożyło przyniosła oczekiwane przez nie rezultaty. Nie pochwalam chwalenia sensu strico – za oceny, za osiągnięcia, ale też takie obiektywne rozmowy chociażby o wspomnianym przez Ciebie rysunku uważam za sztuczne.

    Moja córka szykuje się do zawodów. Z różnych powodów, ma sporo do nadrobienia w stosunku do koleżanek. Bardzo jej zależy i chciałaby na zawody wszystko pokazać co trzeba. Jeżeli jej się to uda nie będę miała żadnych oporów powiedzieć jej „Jestem z Ciebie dumna”.

  • Zuza

    Co prawda już ledwo widzę na oczy ale z wielką ciekawością przeczytałam Twój artykuł. I zgadazm się pod wieloma względami!!! Przyszła mi tylko do głowy pewna refleksja. Czy w pewnym momencie nasze wspaniałe, inteligentne dzieciaczki nie dojdą do konkluzji, że wszyscy je chwalą oprócz rodziców???!!!! Tego na pewno bym nie chciała!!! I niby można tłumaczyc im, że: „pani w przedszkolu/szkole ma 20 dzieci i czasem nie ma czasu tak jak ja w domu obszernie omówic Twojego rysunku.”, „ciocia powiedziała, że super zaśpiewałaś bo ma mały zasób słownictwa.” Czujecie to? Ja chodziłam na różne „szkolenia” dla młodych rodziców i znam temat. Staram się kontrolowac, ale często biję brawo, lub chwalę w ten skrócony sposób. Jeszcze dużo pracy mam… tylko czy obcy mi tego nie popsują???? 🙂 Pozdrawiam!

  • h.m.

    Jestem psychologiem, wiem jak wazne jest uwazne podejscie, przemyslane wychowanie jednakze… drodzy rodzice pewne sprawy bardzo latwo przekombinowac. Oczywiscie nie wolno chwalic za wszystko, pochwala powinna byc szczera i zasluzona. Jednakze nie wolno o niej zapominac! Kiedy czytam „nie chwal dziecka” slabo mi sie robi.Nawet dorosly potrzebuje informacj zwrotnej.Poswiecajmy uwage, chwalmy i patrzmy z pewna doza ostroznosci na rady blogowych rodzicow.

    • Dzięki za psychologiczną czujność. Co sądzisz o pedagogice Montessori, jeśli można spytać?

  • Synafia

    Bardzo mnie zawsze przekonywała ta idea „uwagi zamiast pochwały”, dopóki nie zderzyłam się z z rzeczywistością, tzn. gdy moja trzyletnia wówczas starsza córka na moje „widzę, że narysowałaś to i to” , „pewnie jesteś z siebie zadowolona” etc. zaczęła się dopytywać wprost „a czy tobie się podoba, mamo?”. I dotarło do mnie, że przynajmniej w przypadku mojej córki – pochwała jest też ważna, choć zgadzam się, że nie powinna być jedyną formą przekazu i nie powinna też dominować. Ale pojawiać się czasem – a i owszem. Bo, myślę sobie, dla każdego z nas ważne jest, żeby dobrze się czuć z samym sobą i nie uzależniać od opinii innych, ale też każdy z nas – tak sądzę – ma w sobie potrzebę bycia docenianym. Bo np. wychodzimy z mężem i ja się „odstawiam” w najlepszą sukienkę. I nie, nie wystarczy mi, że ja się w niej dobrze czuję 😉 Chcę, żeby mój mąż powiedział mi „świetnie wyglądasz”, a nie „widzę, że masz nową sukienkę” albo „na pewno dobrze się w niej czujesz”. Tak samo w pracy, wiem, że odwalam kawał dobrej roboty, ale jest dla mnie ważne, żeby mój szef albo klient umiał to docenić, żeby powiedział ” świetna robota, podoba mi się, o to chodziło” a nie „widzę, że wykonała pani zadanie” 😉 Jeśli tej pochwały brak, mam poczucie, że działam „w próżni”. Wiem, że ładnie wyglądam w sukience, wiem, że dobrze wykonałam zadanie, ale jeśli wiem o tym tylko ja – odczuwam jakąś przykrą samotność. Jakbym była ukryta za lustrem weneckim. Ja widzę, ale mnie nie widzą.

    Może po prostu ja też jestem uzależniona od pochwał? 😉 Może są ludzie, dla których opinia innych nigdy nie ma znaczenia? A może to jest tak, że naturalne dla człowieka jest jednak, że potrzebuje też potwierdzenia swojej wartości od innych? I najważniejsze, żeby umieć złapać balans – żeby to potwierdzenie nie musiało przychodzić codziennie i dla każdej najmniejszej czynności, żeby nie musiało przychodzić od każdego napotkanego człowieka – wystarczy, że raz na jakiś czas mąż powie „pięknie wyglądasz”, szef „świetna robota”, a mama „bardzo dobre ciasto” 😉

    Pozdrawiam serdecznie 🙂

    • Ania

      Nigdy w życiu nie byłam chwalona przez rodziców. Nigdy nie usłyszałam od nich: Super! Gratuluję! Świetnie Ci poszło ! Jestem dumna z Ciebie ! Potrzebowała bardzo dużo czasu w moim dorosłym życiu, aby nabrać pewności siebie i w to co robię, aby przekonać siebie, że to co robię, robię dobrze i ze jestem w czymś dobra. Nie umiałam podejmować decyzji, a jeśli ją podjęłam to i tak do końca nie byłam pewna, czy jest ona dobra. Zabierałam się do czegoś i nie kończyłam tego, bo nie byłam pewna, czy robię to dobrze. Dziś mam 41 lat i jestem mamą 10-latka, chwalę Go, za każdą rzecz, którą zrobił, nad którą ciężko pracował. Jeśli coś jest nie tak, proszę aby zastanowił się i poprawił. Od małego smyka pozwalałam mu dokonywać wyborów, rozpoczęło się od małych rzeczy, od wyboru „Mogę coś słodkiego, mamo?” podczas zakupów. Uważam, że należy chwalić dzieci.

  • Pingback: Uważaj zanim podasz to swojemu dziecku • Rodzina w praktyce()

  • Zgadzam się z tym, że dziecko potrzebuje najbardziej uwagi i tego, by było przez nas uważnie słuchane. Pozdrawiam

  • Pingback: Maria Smith()

  • Pingback: Credit Matters Inc()

  • Pingback: Diane Dunsing()

Polub nas, bedzie fajnie :)
Polubila(e)s? Kliknij tutaj aby sie wiecej nie wyswietlalo.
Przeczytaj inne:
jak pomóc dziecku odnosić sukcesy
Jak pomóc dziecku odnosić sukcesy

Kiedy spotykam rodziców dzieci z którymi przyjaźni się nasza córka, często rozmowy schodzą na tor sukcesów odnoszonych przez pociechy. Każdy...

Zamknij