Kochanie jak ty szybko biegasz. Zobacz, ona jest najwyższa w klasie. Nikt w grupie trzylatków nie mówi tak ładnie jak on. No wysil się bardziej!  Ta dziewczynka jest rok od ciebie młodsza, a już sama się huśta. Czy ty nie możesz mieć takich stopni jak Wojtek?

Znacie to? Słyszycie? To wasze słowa? Moje czasem też, niestety.

Moje dziecko musi być najlepsze

Ktoś nam wdrukował w rodzicielskie “mózgownice” pokrętne schematy rozwojowe. Wykorzystujemy je do mierzenia naszego dziecka. Mój dwulatek jest ponad rozwojem swoich rówieśników, czy poniżej? Jeżeli ponad, dumnie nosimy głowę, chwalimy nasze dziecko przed rodziną, znajomymi, na “fejsuniu”. Jeżeli poniżej, obwiniamy je za lenistwo, naciągamy, rozciągamy, lepiej karmimy, kupujemy suplementy, markowe ciuchy, drewniane zabawki, oby tylko dorównało, nie było na szarym końcu, nie było gorsze od Felka czy Bogusi, nie przyniosło nam wstydu. Oby nikt nie powiedział, że jesteśmy złymi rodzicami

Wyścig po złotą podkowę z Pacanowa

Pamiętacie Koziołka Matołka? Na marginesie, genialna bajka. Koziołek rusza do Pacanowa, bo dowiaduje się, że tam podkuwają kozy. Marzy o podkowach, spać nie może, musi je mieć. Nie ważne, że kozie nie potrzeba podkuwać kopyt. On musi…
Czasem wydaje mi się, że my rodzice jak Koziołek Matołek marzymy…, tylko już nie o podkuciu własnych kopyt. Pragniemy, aby nasze dziecko miało złote kopytka. Bagatelizujemy fakt, że każdy mały człowiek ma swoje tempo rozwojowe, że jedno dziecko jest dobre w matmie, a drugie w chińskim. Liczą się złote podkowy, którymi zabłyśnie przed innymi, które pozwolą nam spokojnie spać i śnić idylliczny sen o przyszłości naszej pociechy… w Pacanowie.

Nie zgadzam się na takiego ciebie

A ono urodziło się malarzem, a nie chemikiem, ma zadatki na księgowego, a nie sportowca. Woli dziurawe trampki sto razy bardziej, od złotych podkówek. Ma, za przeproszeniem, gdzieś nasze ambicje.
Niestety jest tylko dzieckiem więc może co najwyżej odburknąć, potupać nogą, rozryczeć się lub pójść na wagary.

Nie potrafi jeszcze wykrzyczeć nam w twarz:

Mamo, tato dajcie luz, to moje życie. To mój wzrost, moje oczy, moje zainteresowania, moja nauka, moi koledzy i mój brzuch do którego nic już nie wcisnę!

Jak my się wtedy oburzamy:

Nie krzycz na mamusię! Nie podnoś rączki na tatusia! Nie tup bo dam ci klapsa! Nie złość się bo masz taka brzydką podkówkę na buzi! Nie rzucaj w babcię klopsikami!

Wściekamy się, bo nasze dziecko, nigdy w takim tempie, nie dojdzie do Pacanowa!

Mniej lub bardziej świadomie wołamy:

Nie zgadzam się byś był taki, jaki jesteś!

Jesteś stróżem nie właścicielem!

Jesteśmy dani dziecku jako Aniołowie Stróżowie, tak myślę, a nie „przyspieszacze” rozwoju. Najlepsze co możemy zrobić, to poświęcić mu swoją uważną obecność, swój czas. Stworzyć rodzinę, w której będziemy fizycznie i psychicznie obecni, wystarczającą ilość godzin każdego dnia, a nie pomiędzy pracą, telefonem i komputerem. Widzę po swoich dzieciach, że one nie chcą i nie potrzebują takiej oszukanej obecności, czują się wtedy spychane na drugi plan, niepotrzebne.

Bardzo wiele problemów rozwojowych u dzieci ma swoje źródło w zbyt dużych oczekiwaniach rodziców i zbyt krótkim czasie, jaki się spędza wspólnie z dzieckiem, tak “na luzie”.
Ważne żeby to zauważyć, później już może być tylko lepiej…

Nasz wspólny dom, jest sto razy lepszy niż podkówki z Pacanowa, wystarczy tylko się w nim zadomowić.

Podobne Posty

  • Miałam tak przez pierwsze pół roku po urodzeniu Młodego. Przeszło mi, z czego jestem dumna niesłychanie 🙂

    • Jest chyba w nas matkach, jakaś duma, która po urodzeniu dziecka przybiera na sile i niekontrolowana przeradza się w przymus podciągania dziecka do granic wyimaginowanej doskonałości. Fajnie jak przychodzi refleksja i zwrot tak jak w Twoim przypadku. Tak trzymaj, świetna z Ciebie mama:)

  • Kiedy urodziła się Ja co miesiąc sprawdzałam z poradnikami jej rozwój. Pamiętam, że był podzielony na dwie grupy: co twoje dziecko powinno już umieć i co twoje dziecko może już umieć. Teraz się z tego śmieję, ale wtedy… 😉
    Ale jest też druga strona medalu – można nie przejmować się żadnymi normami i przeoczyć coś niepokojącego.
    A do Pacanowa warto pojechać do muzeum bajek – suuuuper miejsce.

    • Pamiętam, że ja miałam podobnie:)
      Jasne, że trzeba być czujnym i kiedy pojawiają się jakieś niepokojące, nas rodziców, symptomy warto zasięgnąć rady specjalistów. Nie wiem czy podzielisz moje spostrzeżenia, ale wydaje mi się, że jednak z tym rzadziej mamy problem niż z „podciąganiem” dziecka w górę, trochę na siłę.

      • Pewnie, że się zgodzę, o wiele częściej niestety my rodzice mamy chęć popychać do przodu w tempie nieodpowiednim dla dziecka.

  • Zośka raczej idzie do przodu, choć nie ze wszystkim. Warto czasem sprawdzić, żeby wiedzieć, czy wszystko w porządku, ale nie przeć na dziecko 🙂

    • Dokładnie, przyglądać się z uwagą to zupełnie coś innego niż popychać do przodu.

  • Magda M

    Do tej pory pamiętam jak moja mama porównywała mnie z rówieśnikami (w sensie, że ktoś jest lepszy w tym czy w tamtym). Nienawidziłam tego! Dlatego jestem bardzo wyczulona na tym punkcie i gdy mąż próbował kiedyś skierować do chłopców podobne gadanie, został skarcony na wstępie ostrymi argumentami!
    Moim zdaniem każde dziecko idzie własną drogą (co nie wyklucza czujności ze strony rodzica oczywiście) ale im więcej obserwujemy,słuchamy i rozmawiamy tym więcej wiemy o dzieciach a to jest przecież najważniejsze.
    Pozdrawiam 🙂

    • Dzięki za ten komentarz. Myślę, że bardzo wielu z nas mogłoby powiedzieć to samo. Ja uważam, że częstą przyczyną porównywania z innymi, może być brak dostatecznej wiedzy rodziców na temat rozwoju dziecka. Wtedy jedynym odnośnikiem jest inne dziecko stojące obok, do którego „przymierzamy” swoje pociechy. A, że każdy rodzic che mieć mądre, dobre i „wychowane” dziecko to przymierza do tych „lepszych”.
      Na szczęście wiedza rodziców na temat wychowania dzieci wydaje się rosnąć, więc jest nadzieja, że i porównywania będzie mniej.

  • walczę z tym chyba codziennie – gdy zamiast spytać Zołziny w co chce się bawić analizuję co by tu było najbardziej rozwojowe. ona jeszcze nie czuje tej presji, ale ja już jestem na dobrej drodze by się w ten wyścig wpisać na przyszłość. nono matko (sobie mówię 😉

    • Ja czasami łapię się na tym, że mnie nudzą zabawy moich dzieci, no bo co to za frajda przemierzać kilometry na czworaka z resorakiem w ręku, czy granie 177 raz w grzybki. Wtedy też pojawia się pokusa, aby zastosować inteligentny trik i zamiast bawić się z dzieckiem, namówić je do zabawy z mamą;)

  • Ciążowe Zachcianki

    Najbardziej drażni mnie porównywanie: a moje dziecko robi to i to… Początkowo wpadałam w popłoch i sprawdzałam we wszystkich możliwych źródłach. Teraz nie robi to na mnie żadnego wrażenia. Każde dziecko rozwija się inaczej i ma do tego prawo.

    • Ech, niestety pokusa przechwalania się umiejętnościami dziecka jest chyba w każdym z nas

  • Mądry tekst. Ubrane w słowa myśli wielu rodziców. Pozdrawiam

  • Często chwale się jak to moje niespełna dwuletnie dziecko dużo mówi, jestem tak z niej dumna, ze ciężko mi się pohamować. Tylko ile to jest dużo? Ano więcej niż jej rówieśnicy, więc porównuje. Chyba nie da się tego uniknąć, widzę w jakich dziedzinach wyprzedza a w jakich nie dościga dzieci w swoim wieku. Ważne zeby pamiętać, że to nie wyścig, trzeba cieszyć się z tego co dziecku wychodzi i nie martwić się tym co idzie gorzej 🙂

  • www.kilkuetatowamama.com

    Pamietam te pytania: a kolezanka X co dostala ze sprawdzianu, a tamten jakie zrobil postepy w czymstam, bla bla bla. Swoim Dzieciom mowie, ze kimkolwiek beda chcieli byc ja bede z tym OK, bede Ich wspierac byle by byli szczesliwi w tym co robia.

  • monika

    Nie tylko my matki tak robimy ale i otaczający nas bliscy, znajomi i obce osoby również, co wywiera na nas presje.
    Mój synek choć w lipcu kończy 3 lata mówi dużo po swojemu, ale tylko proste słowa zrozumiale dla ludzi tj:nie chce, daj, gol, choć; ale już przed skończeniem 2 roku życia jak wcale nie mówił „po naszemu” to babcia i inni też się bardzo dziwili z takim naciskiem że już powinien, że coś jest nie tak, co powodowało że zaczynałam się martwić i czuć się tak jakby winna, jakby to była moja wina porażka.
    Jak miał ponad 2 latka byliśmy u lekarza i przy okazji zapytałam czy synek rozwija się prawidłowo bo jeszcze nie mówi (on w tym czasie aż szczebiotał coś sobie w swoim dziecięcym języku 🙂 ) odpowiedziała że nie że mówi dużo i jest w porządku i niedługo zacznie. Niepokojące by było jakby wcale się nie odzywał bo to może mieć związek z zaburzeniem słuchu bądź migdałkiem.
    Kolejną presją był fakt że siostra urodziła córkę zaledwie miesiąc wcześniej i ona mówi teraz nawet zdaniami, ale wiem że Fifi potrzebuje więcej czasu i cieszy mnie że jestem jego „łałą” ;)- tak na mnie mówi

  • Aga z www.makeonewish.pl

    jestem tu pierwszy raz i od razu tym tekstem mnie kupiliście 🙂 uważam tak samo. kocham wiec szanuję

  • M.

    Rodzic – Anioł Stróż…niezwykłe :). Jestem mamą 10 miesięcznego Tośka i chcę ufać jego dziecięcej mądrości, swojej intuicji, a przy tym bacznie mu się przyglądam i obserwuję. Generalnie staram się „nie przeszkadzać w rozwoju”. Uczę się każdego dnia swojego syna i siebie.Wiem, że Tosiek jak każdy, ma swoje naturalne/indywidualne tempo. Czasami jednak zdarza mi się słuchać tych zewnętrznych głosów (babci, mamy itp) co porównują do innych, przywołują na myśl normy rozwojowe itp. Sugerując się takimi stwierdzeniami, zaczynam zastanawiać się czy wszystko jest ok…Wiem, że porównywanie zabija wiarę w siebie, niszczy poczucie własnej wartości, dlatego każdego dnia powtarzam Tosinkowi: Jesteś ważny. Dobrze, że jesteś…taki właśnie jaki jesteś…z blond włosami, niebieskimi oczami, zadartym noskiem, uśmiechem na twarzy….

  • dezee

    Cholernie się cieszę, że trafiłam na ten artykuł. Moja młoda lat 5 pisała test w zerówce. Jej ocena to A tzn 85% . Okazało się że ma problemy z głoskowaniem i rozpozbawaniem liter . Reszta czyli pisanie , matematyka w zakresie 20 bezbłędnie . Mało zawału nie dostałam i po powrocie do domu od razu oznajmiłam młodej, że zero zabawy zaczynamy się uczyć. Dopiero później zdałam sobie sprawę co ja wyprawiam . To jest tylko 5 latka a ja wymagam za wiele . Postanowilam spędzać dziennie 10 minut na nauce literek .

  • Aneta Wiśnioch

    jakie ładne określenie że jesteśmy stróżami:) ja o sobie myślę tez jak o wspierającym towarzyszu i jestem ciekawa mojego dziecka, co lubi, co myśli a ono zawsze mnie potrafi zaskoczyć – taki bonusik!

Polub nas, bedzie fajnie :)
Polubila(e)s? Kliknij tutaj aby sie wiecej nie wyswietlalo.
Przeczytaj inne:
podróż na wariackich papierach
Na wariackich papierach

Kilka ostatnich dni spędziliśmy u dziadków. Ta atrakcja to coroczne, letnie marzenie naszych dzieci. - Mamo, babcia z dziadkiem mieszkają...

Zamknij