Rodzicielskiego rachunku sumienia ciąg dalszy.

Pierwszą część na temat krzyku, kłamstwa obrażania i manipulacji, znajdziecie tutaj.

Dzisiaj o kilku, mniej spektakularnych, rzeczach, których często nawet nie zauważamy,  a które mają ogromny wpływ na rozwój naszych dzieci.

 Szarpanie

Ze słownika j. polskiego :

  1. «pociągnąć coś lub kogoś gwałtownym ruchem»

  2. «oderwać kawałek od czegoś lub rozerwać coś»

Szarpać to pociągać dziecko gwałtownym ruchem

I znowu najlepiej odwołać się do doświadczenia naszego – dorosłych. Niby takie szarpnięcie dziecka to nic takiego. Sięgnij jednak  pamięcią choćby do twoich szkolnych lat. Nie wierzę, że nie przeżyłeś przynajmniej jednej sytuacji,  w której pomiędzy młodymi ludźmi doszło do bójki. Od czego zaczyna się taka bójka? Często właśnie od szarpnięcia. Jeszcze nikt nikomu fizycznie bólu nie sprawił, ale szarpnięcie za plecak, ubranie… przyczyniło się do naruszenia granicy drugiego człowieka. Do przekroczenia „płotu” , który ma go chronić, przed nieproszonymi gośćmi. Ja pamiętam, że wtedy najczęściej osoba szarpnięta odwracała się i wymierzała cios albo wyszarpywała się  i uciekała. Bez względu na jej reakcję, szarpnięcie zostało odebrane jako dotkliwy atak.

Czy dziecko odczuwa szarpanie inaczej?

Jasne że tak, dziecko odczuwa szarpanie mocniej, głębiej, bardziej boleśnie.
Dlaczego? Bo po pierwsze, doświadcza szarpania od kogoś bardzo bliskiego. A ból sprawiany przez najbliższych jest znacznie silniej odczuwany niż ból zadawany przez obcych.
Po drugie, bo jest dzieckiem i nie potrafi się skutecznie obronić.

I posunę się dalej, szarpanie dziecka w złości czy ściskanie mu rączki, niczym nie różni się od klapsa. Niczym! Jest tak samo stosowaniem przemocy. Jedyna różnica jest w formie. Klaps jest coraz bardziej społecznie nieakceptowalny. Wstydzimy się go często. Obawiamy, że ktoś podejdzie i zwróci nam uwagę.  Kiedy szarpniesz, ściśniesz, a nawet uszczypniesz, większość nawet tego nie zauważy, a Tobie ulży.

Miałam wtedy 6 lat. Jeden z moich nauczycieli tak mnie złapał za rękę i uszczypnął, że łzy stanęły mi w oczach. Najgorsze było to, że nikt tego nie zauważył, zostałam sama ze swoim bólem i poczuciem krzywdy. Do dziś pamiętam tę osobę, miejsce i to co wtedy czułam…

 

Bagatelizowanie i brak uwagi

Dziecko to synonim odkrywcy i wynalazcy. Zgadzacie się? Codziennie poznaje coś nowego i niezwykłego. Jest ciekawe świata. Wszędzie pragnie zajrzeć, wszystko zbadać.

Dziecko to filozof

Wczoraj wyszliśmy na jesienny spacer:

  • Mamo, a dlaczego kasztan ma takie kolce? Do czego one są mu potrzebne?

  • A jak stanę na kratkę, do której zlatuje woda z ulicy, to ona na pewno się nie zapadnie? A jakbym podskoczyła to też nie? A jakby się zapadła, to mogłabyś mnie uratować?

  • Dlaczego ten samolot zostawia jeden ślad, a tamten dwa?

  • Czy Kuba będzie kiedyś taki duży jak tata?

Zanim wyjdziemy z domu zawsze oliwię sobie zawiasy szczękowe. Wypijam kawę na rozbudzenie umysłu i ubieram wygodne buty. Dlaczego? Bo moje dzieci nie cierpią nudy. „Nieustanny ruch fizyczny i psychiczny” – to ich życiowe motto. Nie znoszą jeszcze jednej rzeczy. Bagatelizowania ich problemów, pytań i pragnień.

Każdy potrzebuje uwagi

Kiedy coś mnie zachwyci, wpadnie mi do głowy genialny pomysł czy ma się wydarzyć coś ważnego, opowiadam o tym Jackowi. I wiecie czego wtedy najbardziej nie lubię?

  1. Kiedy udaje, że mnie słucha, ale tak naprawdę myśli o czymś innym.
  2. Kiedy podsumowuje moją półgodzinną wypowiedź, zdawkowym: „no fajne”.
  3. Kiedy nawet nie usłyszał, co mówiłam.

Czuję się wtedy zlekceważona. Czuję że mój najlepszy przyjaciel bagatelizuje mój problem czy pomysł. Czuję, że opadają mi skrzydła… Niestety, tak już jesteśmy skonstruowani, że potrzebujemy być dla kogoś ważni. Potrzebujemy, aby nasze pomysły, pytania, porażki były dla kogoś ważne!

Podobnie jest u naszych dzieci. Nie chodzi oto żeby chodzić za dzieckiem i wychwalać je pod niebiosa, bo to również do niczego dobrego nie prowadzi. Ważne, abyśmy nie bagatelizowali sytuacji, które dla dziecka urastają do rangi problemu. Abyśmy odpowiadali na pytania dziecka lub wspólnie szukali odpowiedzi.

Dziecko o wiele bardziej niż nowej zabawki, modnego ubrania czy dodatkowych zajęć, potrzebuje naszej uwagi. Naszego bycia tu i teraz. Bycia przy nim nie tylko fizycznie.

Taka obecność, pomaga mu uwierzyć we własne siły i chodzić na własnych nogach.

 

Straszenie

Będąc u znajomych, usłyszałam słowa skierowane do trzylatka, którego mocno intrygowały drzwi prowadzące do piwnicy.  Kiedy po raz kolejny poprosił, aby mógł tam wejść, tata stanowczo i poważnie powiedział:

Tam mieszka bobo, który porywa niegrzeczne dzieci. Jak tam zejdziesz to ciebie też porwie!

Ręce mi opadły i zapytałam po co to straszenie. Niestety, dla rodziców to tylko takie powiedzonko, dla świętego spokoju. Dla dziecka jednak, to coś o wiele więcej i o wiele poważniej.

Lęk

Każdy z nas przychodząc na świat, wyrwany z łona matki, doświadcza ogromnego lęku. Nasilenie doznań zmysłowych – rażącego światła, głośnych dźwięków, zimna, bólu, potęguje ten lęk. Dlatego tak ważne jest, aby przez pierwsze miesiące życia mama była zawsze blisko. Kołysała, głaskała, przytulała, tworzyła spokojną atmosferę. Dzięki temu dziecko powoli zdobywa poczucie bezpieczeństwa. (Chorobę sierocą, objawia pochylanie się dziecka do tyłu i do przodu, które do złudzenia przypomina kołysanie mamy).

Poczucie bezpieczeństwa

Jaką głupotą wykazujemy się my dorośli, budując najpierw w dziecku poczucie bezpieczeństwa, aby później poprzez straszenie mu je odbierać. Dla dziecka do 3-4 lat świat realny i nierealny jest jednym światem. Dziecko doświadcza świata w sposób magiczny. Jeżeli tata postraszy syna tym, że jak zejdzie do piwnicy to zabierze go bobo, trzylatek, w swojej wyobraźni, widzi siedzące tam straszne bobo, które czeka aby go porwać. Dziecko za każdym razem patrząc na drzwi lub przechodząc obok nich, będzie odczuwało lęk przed bobo, które zabierze go od mamy i taty. Dotkliwy lęk, który może zamienić się w agresję. Dla malucha strata rodziców odbierana jest jak zniknięcie jego samego.

Dlatego zanim zdecydujesz się na straszenie dziecka, po to, by było grzeczne, zastanów się trzy razy, czy warto. Spróbuj zrozumieć, co odczuwa taki maluch słysząc słowa:

– Jak nie będziesz grzeczny, to pan cię zabierze.

– Jak będziesz dalej pokazywał język, to mama sobie pójdzie i zostaniesz sam w domu.

– Niegrzeczne dzieci zabiera kominiarz.

Straszenie i konsekwencje

Konsekwencją doświadczania lęku u dzieci jest wzmożona agresja, wybudzanie się w nocy z płaczem, moczenia nocne, narastająca nieśmiałość, wycofywanie się.

Pamiętam, jak mając pięć może sześć lat, musiałam zostać przez godzinę sama w domu. Dopóki godzina nie minęła, bawiłam się i wszystko było w porządku. Po godzinie przykleiłam nos do szyby i patrzyłam, czy mama już wraca. Każda minuta mijała bardzo wolno, a przez moją głowę przetaczały się setki myśli w stylu: a jak wpadła pod samochód, a jak się zgubiła, a jak ktoś ją porwała? Z każda minutą, lęk był coraz większy… I ta nieopisana ulga, gdy mama pojawiła się na horyzoncie. Czego się tak bałam? Że zostanę sama, bez mamy ! Że zginę!

Na koniec jeszcze doświadczenie, jakie przeprowadził Korczak, podczas jednych ze swoich zajęć w Instytucie Pedagogiki Specjalnej.

Na wykłady ze studentami przyprowadził dziecko z domu sierot i podprowadził je do aparatu rentgenowskiego, dziecko było przestraszone. Nie wiedziało co się stanie. Na ekranie widoczne było serce chłopca, dygocące ze strachu. Wtedy Korczak powiedział do obecnych:

„Zapamiętajcie na zawsze ten widok. Tak wygląda serce dziecka, kiedy się boi”.

Warto wziąć sobie lęk dziecięcego serca do serca!

 

Wpis powstał w ramach akcji JEDEN DZIEŃ BEZ PRZEMOCY, do udziału w której zapraszamy także Ciebie.

 

Patronem medialnym akcji jest portal:

madrzy-rodzice-logo

Podobne Posty

  • Ten Twój patent z przenoszeniem sytuacji rodzic-dziecko na relację dorosły-dorosły jest bezbłędny – już drugi raz czytam Twój wpis (poprzednio to było o mówieniu ‚nie’) i myślę sobie jak robię Oleńce rzeczy, których sama nie znoszę…

    • Asiu, myślę że wtedy lepiej sobie uświadamiamy o czym mówimy. Nagle słowa mogą zakotwiczyć się w naszym doświadczeniu. Możemy je „poczuć”, to bardzo ważne w procesie zmiany swoich zachowań. pozdrawiam Cię serdecznie. A skąd Ty właściwie jesteś, jeżeli można spytać?

      • Zdecydowanie masz rację, że to pomaga wczuć się w to co przeżywają nasze dzieci. A co do Twojego pytania to urodziłam się i wychowałem we Wrocławiu ale od ponad 10 lat mieszkam w Warszawie – jakbyś kiedyś była w okolicy stolicy to bardzo chętnie bym się z Tobą spotkała na kawie czy ciachu

        • A widzisz to jesteśmy prawie krajanki. Ja się wychowałam w Oleśnicy 🙂 A co do spotkania, bardzo chętnie. Jeżeli będziesz w Trójmieście to również zapraszam.

          • To rzeczywiście prawie krajanki jesteśmy 😉 i mam nadzieję, że uda nam się na tą kawę spotkać czy tu czy tam

  • Oj, u nas jest problem z szarpnięciem. Oczywiście jako odruchem, ale walczymy. Nigdy jednak nie straszyłam Zofii i jak widzę, że na podwórku obok „przyjdzie baba jaga”, to szlag mnie trafia 😛

    Co do braku uwagi, nieco irytuje mnie, że Zofia zawsze uwagi najbardziej domaga się kiedy ja jestem naprawdę czymś zajęta, ale zauważyłam, że wystarczy wtedy naprawdę chwilka tylko dla niej i Mała rusza dalej w wir zabawy 😀

    • Wera, myślę, że własnie chodzi o to aby udało nam się zapanować nad odruchami, które zadomowiły się w nas w dzieciństwie. Tylko świadome podchodzenie do nich, moze być początkiem zmian.
      Ja odnośnie dawania dzieciom uwagi mam bardzo podobne spostrzeżenia. Niekiedy wystarczy, że np. pójdę i wyciągnę z nimi puzzle, rozłożymy je na podłodze, a ja właściwie mogę już sobie iść. One wiedzą już, że są dla mnie najważniejsze i to im często wystarcza 🙂

      • wiem dobrze, że o to chodzi, ale naprawdę nie masz pojęcia z jakimi odruchami muszę walczyć. Na szczęście myślę, że bardziej skutecznie niż mniej skutecznie.

        A propos tej uwagi, zauważyłam to już poprzedniej jesieni/zimy, kiedy Zosia miała 4-5 miesięcy. Do końca zimy na spacery chodziłyśmy w chuście. Jak się Zośka taką godzinkę wytuliła na spacerze, to potem była tak „zajmującym się sobą” dzieckiem, że warto było nosić 🙂

  • Zofia Rzemek

    Słów Korczaka już nigdy nie zapomnę !Wiem co czuje takie dziecko bo mam bardzo przykre wspomnienia z dzieciństwa i staram sie o nich zapomnieć a mojej córce okazuje miłość ,szacunek i rozmawiam duzo rozmawiam! 😉

    • Myślę, że sporo z nas nosi takie rany w sercu. Ważne, że pragniemy dać naszym dzieciom lepsze dzieciństwo. Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę dużo radości z macierzyństwa.

      • Zofia Rzemek

        Bardzo dziękuję ;)Pozdrawiam 😉

      • Zofia Rzemek

        Oj nosze te rany choc juz czasu tyle mineło to i tak to mnie boli !@

  • masz rację – nie chciałabym wzbudzić strachu w małym serduchu za cenę wpojenia jakiejś zasady czy wyegzekwowania posłuszeństwa

    • Tak się ostatnio zastanawiałam nad tym co czuje dziecko, które doświadczyło już krzyku, klapsa czy innego rodzaju przemocy, w chwili gdy coś „zbroi” i wie jakie będą tego konsekwencje…

  • Alicja

    Popłakałam się… Z żalu do siebie, rozpaczy nad sobą i swoim postępowaniem. Nigdy nie zadałam sobie trudu, by wniknąć w psychikę mojego dziecka, w stan jego emocji w momencie, kiedy go straszę, że jak będzie krzyczał to baba jaga przyjdzie i go zabierze… Tak bardzo, tak bardzo mi teraz wstyd!!! Nie zrobię tego nigdy więcej! Po przeczytaniu tych słów- jestem tego pewna. Dziękuję za ten tekst. Po stokroć dziękuję… Uświadomił mi moje olbrzymie błędy wychowawcze, moje niemądre zachowania i totalną głupotę, jaką jest powtarzanie wszystkich tych schematów z własnego dzieciństwa…bo przecież rodzice tak robią, robili zawsze… Dziękuję za to, że tak Mądre Osoby potrafią dzielić się z nami- czytelnikami swoją wiedzą, mądrością, doświadczeniem i radą. Dziś to nas trzeba nauczyć mądrego wychowywania naszych dzieci, prowadzić za rękę na tej drodze, wskazać właściwy kierunek…Uważam, że dzisiaj w świecie pędzącej rzeczywistości wielu rodziców ma ogromny problem z wychowywaniem swoich dzieci, z poświęcaniem im odpowiednio dużo czasu, uwagi i troski, z okazywaniem- WŁAŚCIWYM OKAZYWANIEM- miłości i szacunku… Dziekuję z całego serca, że dzięki Wam mogę stawać się dojrzalszym, coraz bardziej świadomym rodzicem. Świadomym siebie, swoich błędów, niewłaściwych często postaw, świadomym tego, że moje dzieci mają prawo być takim, jakimi są… Moje pokolenie- wielu z nas- właśnie doświadczało takiego wychowania, niestety… Dzisiaj bezmyślnie powielamy wszystkie te błędy naszych rodziców uważając, że „dzieci trzeba trzymać krótko (jak mawiali moi rodzice) bo inaczej na głowę wejdą gówniarze”… Tyle, że „krótko” to nie znaczy upokarzać, krzyczeć, ośmieszać, szarpać, bić, wyzywać, straszyć… Krótko to znaczy kochać miłością mądrą, dojrzałą, wyznaczać granice, wspierać w rozwoju, poświęcać swój czas, budować zdrowe poczucie własnej wartości w swoich dzieciach od najmłodszych lat- wspierać je w tym i pomagać. Z całego serca dziękuję za ten tekst. Łzy same spływają po policzkach… Dziękuję.

    • Alicjo, wybacz ze długo nie odpowiadałam na ten komentarz, ale wzbudził on we mnie tyle emocji, że potrzebowałam czasu… Cokolwiek teraz powiem będzie zbędne… Również płakałam czytając Twoje wyznanie. Dzisiaj wiem, że nawet jeżeli te treści trafią choćby do jednego serca, to warto pisać. Dziękuję, jesteś wspaniałą Mamą 🙂

      • Alicja

        Dziękuję. Za wszystko… dziękuję.

    • maria

      Mnie się wydaje, że wychowywanie dzieci to nie jest problem dzisiejszego świata, to problem odwieczny skoro sami mamy straszne wspomnienia z dzieciństwa. Dziś żyjemy w o tyle lepszym świecie, że mamy dostęp do wielu osób nam podobnych i do wielu specjalistów, którzy nam uświadamiają, że popełniamy błędy. Ale świadomość jest połową sukcesu, więc wierzę głęboko, że jesteśmy w samym środku rewolucji w patrzeniu na własne dzieci. Ja moich nie straszę i nigdy nie straszyłam – ku niezadowoleniu mojej mamy, która jak tylko wyczuła, że wnusia się panicznie boi na hasło „Pan idzie” zaczęła to stosować jako zamiennik „chodź tu natychmiast”- kategorycznie zabroniłam gdyż widzę jak się moje maleństwo ze strachu trzęsie a mnie wtedy ogarnia przerażenie nie mniejsze – strach o własne dziecko! Straszenie dziecka jest nieludzkie ! Staram się zawsze mówić do dzieci to co sama chciałabym usłyszeć i absolutnie nie pozwalam sobie na wypuszczanie z ust słów nie przemyślanych. Warto czasem nic nie mówić i chwilę pomyśleć nad sobą – jak ja bym się czuł w skórze tegoż oto „niegrzecznego” brzdąca i co by mi pomogło w tej sytuacji.

  • Pingback: Rzeczy których nie znoszę, a jednak serwuję je swoim dzieciom. Cz.1 - krzyk, kłamstwo, obrażanie, manipulacja ⋆()

  • Pingback: Jeden dzień bez przemocy - zaczynam od siebie ⋆()

  • Aneta

    Dziękuję za ten tekst, uświadomił mi, że jeszcze bardzo dużo rzeczy muszę się nauczyć i walczyć ze sobą aby pomóc mojemu dziecku stać się mądrym dorosłym.

    • Jak chyba każdy 🙂 Najważniejsze, że to zauważamy. Pozdrawiam.

  • Alekskandra

    Fajny artykuł… tylko ludzie… na aparacie rentgenowskim nie można zobaczyć dygocacego ze strachu serca.W ogole serca nie widac. A juz nie wspomne , ze takie rzeczy na wykladzie? Promieniowanie rentgenowskie jest szkodliwe, nie tylko dla samej osoby badanej ale tez dla wszystkich ludzo wokół… nie fajne jest wkładanie do głowy bajek ,rowniez doroslym…

    • Dzięki za informację, widzisz powołałam się na fragment książki. Postaram się dotrzeć do źródła i nanieść poprawki. Pozdrawiam.

    • Wiesz kiedy żył Janusz Korczak? Wiesz, że jeszcze w latach 60 sprzedawano przenośne urządzenia rentgenowskie? Wiesz na pewno kim był Janusz Korczak, prawda?

  • Myślę, że każdemu zdarza się zaserwować dziecku takie atrakcje. Jesteśmy rodzicami, więc wymaga się od nas większej cierpliwości i wrażliwości. Ale czasem… Czasem się zdarzy, jednak zdarza mi się również klęknąć, przytulić i przeprosić, prosić o wybaczenie moich synów. Mają dopiero 3,5 roku, ale wiedzą, że jak tata zrobi coś źle, to też przeprasza. Więc jeśli Ci się zdarzy szarpanie, straszenie lub brak uwagi – przeproś, w końcu to mały człowiek.

Polub nas, bedzie fajnie :)
Polubila(e)s? Kliknij tutaj aby sie wiecej nie wyswietlalo.
Przeczytaj inne:
Mama złości się na dziecko
Złoszczę się na dziecko

Już nawet nie wiem od czego się zaczęło. Wichury sprawiły, że parę godzin nie było prądu, poszły spawy na płaszczu...

Zamknij