– Kochanie, wiesz co, postanowiłam podzielić się Tobą z przyjaciółką.

– Mamo, oddam Cię na jakiś czas sąsiadce spod siódemki, ona od dziecka żyje bez rodziców.

– Aga, gdzie są moje ubrania?

– Dałam je Waldkowi, bo on ma ostatnio problemy finansowe i nie stać go choćby na nowe portki.

Jesteś w stanie wyobrazić sobie takie sytuacje?

Gdyby ktoś tak się zachowywał, pewnie trzeba by wyruszyć na poszukiwania dobrego felczera 🙂

Choć nasi najbliżsi nie są naszą własnością, jednak traktujemy ich bardzo osobiście. W świecie dorosłych dzielimy się wieloma rzeczami, ale są obszary, relacje, przedmioty, którym dolepiamy magiczne słowo „moje”. Jest ono swoistym strażnikiem. Pilnuje nieprzekraczalnej przez „obcych” granicy. Moja żona, mój chłopak, moja mama, mój dom, moje dziecko, moje ubranie, moje łóżko.
Kiedy używam tych zwrotów, nikt nie mierzy mnie spojrzeniem Bazyliszka, nie przywołuje do porządku, nie strofuje. Mogę do woli cieszyć się moją własnością.

Moje dziecko nie chce się dzielić

Niestety łatwo mi przyklejać łatki mojemu dziecku. Łatkę chytrusa, samoluba, małego egoisty. Czyż nie?

Oczywistą rzeczą jest, że nie dzielimy się z innymi rowerem sąsiadki, czy pieniędzmi kolegi z pracy. Nie są naszą własnością, więc nie mamy do nich żadnych praw. Żeby się czymś podzielić, musimy to posiadać. Coś musi być nasze. I to nie tylko z nazwy. Potrzebujemy więzi z daną rzeczą, pewnego rodzaju sentymentu, poczucia posiadania, tego słodkiego „moje” i „tylko moje”. Zgadza się?

A teraz zastosujmy to do naszego dziecka. Odważnie i uczciwie!

Jestem całym światem, świat jest mną.

Kiedy rodzi się dziecko nie ma jeszcze poczucia odrębności. W pierwszych miesiącach swojego życia „bąbel” czuje się jedno ze światem, który reaguje i spełnia jego życzenia. Jest „PĘPKIEM ŚWIATA”. Jest mu zimno więc płacze i „cały świat” przybiega w te pędy i okrywa go kocykiem, rozciera stópki, chucha na rączki. Jest głodny „cały świat” przybiega i karmi go sobą. Zrobi kupę, „cały świat” biegnie i paprze sobie w niej ręce, żeby tylko „PĘPEK ŚWIATA” był zadowolony. W tej pierwszej fazie dziecko nie widzi siebie, jest symbiotycznie połączone z matką, która jest jego całym światem. Zanim dziecko doświadczy siebie, rozpozna, to pierwszym przedmiotem poznania jest matka. Dopiero pod wpływem postrzegania matki, postrzega siebie.

I tutaj pojawia się pewien rozwojowy paradoks. Z jednej strony, dziecko jest całkowicie zależne od matki, z drugiej zaś, czuje się wszechmocne (matka reaguje na jego potrzeby).

Ja chcę – pojawia się język, a z nim… schody. Rodzice ze słabą kondycją drżyjcie!

Z czasem, maluch (ponieważ głupiutki się nie urodził, o nie 🙂  widzi, że ta zależność jest dla niego bardzo korzystna. Wraz z pierwszymi słowami pojawia się większa świadomość siebie, najpierw w postaci „Kasia chce”, a później „Ja chcę”. I tutaj zaczynają się schody, po których my wszyscy, zatroskani i zdyszani rodzice, pędzimy za galopującym i wołającym szkrabem. Jego donośne i nie cierpiące odmowy:

– ja…, ja chcę!

niesie się głośnym echem. A my często nie wiemy co lepsze:

– dać, czy nie dać?

Dziecko jest tak zafascynowane możliwością posiadania, że z całych sił i na wszelkie sposoby, ją testuje. A wraz z nią, zupełnie nieświadomie, przez przypadek, jakby mimochodem, testuje i nas. Bo dzieci nie są złośliwe, o nie!

Mam! To jest moje! Nie dam Ci!

Załóżmy, że jako rodzice nieidealni, sporo dziecku dajemy, także rzeczy materialnych, zabawek. Taki maluch mocno przywiązuje się do tego.
Pozwólmy mu na to!
Pozwólmy mu poczuć, co znaczy mieć coś dla siebie, być szczęśliwym posiadaczem wymarzonej rzeczy.
Czy widzieliście jak dziecko przytula swojego ukochanego misia?
Nasz syn zasypia ze swoim pociągiem, córka z „rozbebłaną” owieczką. Nie ma opcji, żeby było inaczej, przynajmniej na razie. To są ich przyjaciele, rzeczy, które nadają słodki smak ich dzieciństwu. Nie ma potrzeby, aby odbierać sercom dzieci tę słodycz.

Tylko ktoś, kto ma coś na własność, może się tym podzielić z innymi!

Posiadać na własność, to nic innego jak móc decydować o tym co posiadamy. Namawiając dziecko do tego, aby się podzieliło zabawką, mówiąc: „ty chytrusie”, „mały egoisto”, wzbudzamy w nim poczucie winy i robimy spore zamieszanie w jego sercu. Bo jeżeli to jest moje, to ja decyduję czy podzielić się tym, czy nie. Proste. Cokolwiek wybiorę, to jest mój wybór, którym nie czynię nikomu krzywdy. Używając pejoratywnych określeń: „chytrus”, „mały egoista”, „samolub” zmuszamy dziecko do dzielenia się.  Często podzieli się swoją rzeczą bo ono nie chce być chytrusem, egoistą, samolubem. Czuje, że te słowa oznaczają coś złego, a ono pragnie być dobre. Jednak łatwo wyczujemy w takim dzieleniu opór. Dziecko da zabawkę ze złością, ze smutkiem, rzuci nią, odejdzie na bok, rozpłacze się. Takie zachowanie to dowód na to, że pogwałciliśmy w dziecku, jego prawo do decydowani o własnej rzeczy. Dziecko boi się naszego odrzucenia, nie chce abyśmy „źle” na nie patrzyli, więc odda, ale w jego sercu będzie rosło przekonanie, że i tak na nic nie ma wpływu, że nic nie jest tak naprawdę jego, że jest całkowicie zależne. Im więcej takich sytuacji, tym przekonanie będzie większe. A stąd już całkiem niedaleko do życiowej zależności od innych i podważania swojej własnej wartości, w dorosłym życiu.

Dajesz coś dziecku: siebie, swój czas, własny pokój, własne łóżko, zabawki? Pozwól mu cieszyć się jego własnością! Pokaż mu jak o nią dbać i pozwól mu o niej decydować. Kiedy w jego sercu zagości pewność, że nic mu nikt na siłę nie odbierze, kiedy będzie już gotowe i będzie miało na to chęć, podzieli się z innymi. Wtedy zauważy, że dzielenie może być równie fajne jak posiadanie.

I pamiętaj: „Kto daje i odbiera ten się w piekle poniewiera !”

Zanim zatem dasz coś dziecku na własność, zastanów się trzy razy, czy na pewno zgadzasz się na to, aby ono samo tym dysponowało. Jeżeli nie, lepiej powiedzieć dziecku, że dana rzecz jest np. dla nas wszystkich i wspólnie o niej decydujemy. U nas w domu dzieci np. nie posiadają własnych tabletów, laptopów, telewizorów, komórek. To jeszcze nie ten wiek, aby same mogły tymi rzeczami dysponować. Dać dziecku coś na własność, tylko po to, aby później doświadczało frustracji, że właściwie nic samodzielnie nie może z tym zrobić, mija się z celem.

A jakie jest Wasze zdanie na temat dzielenia? Czy dostrzegacie, że jest to ważny proces, który w swoim tempie i czasie dokonuje się w życiu Waszego dziecka?

  • lenka20

    A ja na prawdę myślałam, że wychowałam chytre dziecko. A to wszystko przez otoczenie. To przez nie tak myślałam. To ludzie dookoła, dają do zrozumienia, że moje dziecko jest niegrzeczne, bo nie chce podzielić się zabawką. Następnym razem powiem im, żeby dali mi się pobawić swoimi pieniędzmi, bo przecież to jest to samo. Niestety rodzice też mnie tak wychowywali.Dziękuję za ten wpis. Człowiek całe życie się uczy, szkoda, że tak późno bo córka ma 5 lat, ale ważne, że w ogóle się o tym dowiedziałam.

  • A ja widzę, że Zosia nie ma z tym problemu i my też 🙂 Tzn, są zabawki jej i są Szymka. Jak Ona coś Szymkowi chce podebrać, to prosimy, żeby dała coś swojego Szymkowi 😛

    No a rodzicami? Trochę się musi podzielić i widać, czasem jej to przeszkadza, ale dojdziemy i w tym do jakiejś normalności 🙂

    • Myślę, że najważniejsze jest to, aby nie zmuszać dziecka do dzielenia się. Kiedy my potrafimy się ze sobą dzielić i cieszyć z tego, dziecko to zauważy i zapragnie w tym uczestniczyć.

  • Anna

    Należy pamiętać o psychologicznym fakcie, że dziecko identyfikuje się z posiadanymi rzeczami i na tym, co ma, buduje poczucie własnej wartości. Na etapie dzieciństwa dość długo „mieć oznacza być” dlatego przymus oddawania własnych rzeczy jest destrukcyjny i stanowi pewnego rodzaju „odarcie” z własnej osobowości/z własnego „ja”. Nie należy sztucznie przyspieszać (to zresztą niemożliwe) procesu nabywania jakichkolwiek kompetencji altruistycznych, gdyż osiągniemy efekt odwrotny do zamierzonego (poczucie krzywdy, zawód, zazdrość) i wyrządzimy dziecku krzywdę (np. zwątpienie w miłość rodziców).

  • asia

    Tak się zastanawiam jak moj synek oddaje czesto zabawki ze swojego pokoju .np koledze który wychodzi od niego z pistoletem na wodę Nerf ktory kupilam mu niedawno to jak zareagować?

    • Hmm, może warto wytłumaczyć dziecku, że pistolet będzie czekał na kolegę w jego pokoiku i jak tylko przyjdzie będą mogli znowu się nim bawić. Z drugiej strony jeżeli dziecko chce dać swoją zabawkę innemu dziecku to ja osobiście na to pozwalam. Ostatnio miałam taką sytuację, że Zuzia dostałą od taty zestaw drewnianych koralików. Zrobiła z nich zestawy biżuterii dla koleżanek i wszystkie rozdała. Bardzo ją to cieszyło i cieszy do dziś, że dziewczynki noszą korale od niej.

  • Grace

    a ja sie zastanawiam jak to jest z dzieleniem sie pozywieniem?np.daje dziecku jagody,ktore uwielbia i mowie do niego:’dasz mi jedna?’ ucze go dawania bo przeciez radosc tez jest z dawania…ba!nawet Jezus mowi,ze wiecej szczecia jest z dawania niz z otrzymywania!co Wy na to?

    • Też się staram nawet takimi małymi rzeczami pokazywać, że warto się podzielić, bo to przyjemne sprawdzić komuś przyjemność 🙂

      • Fajnie jest sprawiać komuś przyjemność, ale dziecko ma prawo najpierw samo doświadczyć przyjemności posiadania. Bo fajnie jest również coś mieć dla siebie 🙂

    • Dziecko dorasta do zdolności „dzielenia się” i należy mu pozwolić, robić to we własnym tempie. Ja również czasem pytam dzieci: mogę jedną truskawkę, gumę czy chrupkę, czasami pozwalają, innym razem nie. Ważne aby w chwili gdy nie chcą się podzielić, nie wzbudzać w nim poczucia winy, tylko uszanować, że w tej chwili nie mają na to ochoty.

      • Grace

        tak ja tez pytam czy da jedna mi podczas gdy Ona je bo myslalam,ze trzeba dziecko nauczyc dzielenia sie(nie bycia samolubem zwlaszcza,ze jest jedynaczka i bedzie a z tego sa jedynaki znane 🙂 ze sa egoistami )nie wiedzialam,ze chec dzielenia sie przychodzi sama….
        oczywiscie,ze nie wymuszam i nie wprowadzam w poczucie winy tylko chwale(albo zachwycam sie jakie dobre-niech sie i Ona cieszy,ze komus tez smakuja) i dziekuje,ze mi dala jedna jagode bo je uwielbia
        dziekuje za odpowiedz

      • Glorii

        O i ja właśnie jeszcze chciałam dodać, że kiedy moja córeczka nie da mi czegoś, o co ją poprosiłam intuicyjnie nie okazuję, ani smutku ani zawodu (żadnych negatywnych…ale tez i pozytywnych emocji.) Traktuję to jak normalną sytuację i jeśli wcześniej bawiłyśmy się, to po odmowie nadal się bawimy. A wszystko właśnie dlatego, by dziecko wiedziało, że ma prawo i „nie jest chytrusem”.

        Jeśli bawimy się z innymi dziećmi, zawsze pytam je o to czy mogę, albo czy moja córeczka może i dopiero jak dziecko pozwoli – pożyczam. Gdy nie pozwoli, reaguję, jak powyżej.

        W określaniu własności jestem bardzo szczera. Gdy coś jest nasze, a córeczka pyta lub oznajmia, że jednak „moje”, to krótko odpowiadam: „nie to jest wspólne/wszystkich dzieci w przedszkolu/tylko mamy/tylko taty” itp. Reakcja jest niesamowita, bo córeczka rzecz po prostu oddaje. Pewnie na początku nie było tak łatwo, ale trwało to tak krótko że nie pamiętam. warto dodać, że nie nadużywam tego i jeśli coś jest wspólne, to nadal pozwalam się tym bawić, informując tylko (że to wspólne).
        I jeszcze tylko napiszę, że coraz częściej córeczka przejmuje inicjatywę i dzieli się sama 😀 aaaaaa i jest też czasami taka sytuacja, że akurata nie mam na coś ochoty, np. na kolejny kęs banana, albo nie lubię wędlinki i wtedy mówię „nie chce/nie lubię”, a jak chcę i lubię, to z uśmiechem dziękuję. W ten sposób pokazuję, że każdy ma swoje zdanie i może je mieć. I reakcje dziecka też są fajoskie, ale tu już zboczyłam z tematu troszkę 😉

  • Natusia

    A ja za wychowywanie dziecka z poszanowaniem jego własności zostałam nazwana zarozumiałą kobietą, a moje metody wychowawcze kontrowersyjne. Sytuacja miała miejsce w te Święta Wielkanocne, osoba nienależąca do rodziny w momencie, gdy moje dziecko (2,7 miesięcy) nie chciało swojej prababci pokazać ulubionej zabawki zaczęła nalegać i wręcz zabrała mu tą zabawke i chciała ją dać babci. Moja reakcja była taka, że poprosiłam o to żeby tego nie robić i uszanować, że to jego własność. Jednak to nie powstrzymało owej osoby od dalszego ww. zachowania. Wtedy do mojego dziecka powiedziałam, że w takim razie to damy cioci torebkę babci i niech babcia sobie tam poogląda co tam jest. Owa osoba, aż podniosła się z fotela i zaczęła na mnie krzyczeć, że mam bardzo kontrowersyjne metody wychowawcze i że w przedszkolu będą go uczyli inaczej ( bo ona jest pomocą przedszkolanki i wie) i że jestem strasznie zarozumiała, gdy powiedziałam, że czy chce czy nie to i tak musi w stosunku do mojego dziecka zachowywać moje metody, Ot i tak postrzegane jest poszanowanie dziecka i jego własności przez niektórych. Załamałam ręce.

Polub nas, bedzie fajnie :)
Polubila(e)s? Kliknij tutaj aby sie wiecej nie wyswietlalo.
Przeczytaj inne:
dziadek, piękny starzec
Dziadek – Piękny Starzec

Są tacy ludzie, doskonale obojętni. Mijamy ich na ulicach, w autobusach, stoimy we wspólnych kolejkach, nasze dzieci chodzą do tego...

Zamknij