Wymarzona praca w szkole. Nigdy nie zapomnę moich początków jako nauczyciela w gimnazjum. W połowie pierwszego semestru, wchodzę do sali, mówię „dzień dobry” i cisza. Spojrzałam po klasie, ponad dwudziestu chłopa i kilka dziewczyn. Chcę się przedstawić ale do moich uszu dociera hałas spowodowany uderzaniem dłoni o ławki… początkowo wolno, później coraz szybciej i szybciej… Gdy próbuję coś powiedzieć częstotliwość i siła uderzeń wzrasta, a kiedy milknę, milknie hałas… i tak w kółko. Siadam przy biurku i patrzę na nich, a oni na mnie. Siedzimy tak przez dziesięć minut. Wstaję, zapisuję na tablicy zdanie, pierwsze jakie przychodzi mi do głowy:
„Mam na imię Agnieszka i nie jestem Waszym wrogiem… przyjacielem jeszcze też nie, ale wszystko może się zmienić”.
Siadam przy biurku. Siedzimy tak do końca lekcji. Bez jednego słowa, oni coś tam szepcą do siebie, śmieją się. Ja tylko patrzę na nich i myślę, że to moje przyszłe dzieci. Mam mieszane uczucia: zawód, lęk, nadzieję… Dzwoni dzwonek, mówię „do widzenia” i wychodzimy.

Na przerwie proszę Dryblasa, który wydawał się być liderem w klasie, aby pomógł mi ściągnąć tablicę na korytarzu, bo muszę coś zmienić, a wisi zbyt wysoko. Robi to niby z niechęcią, lecz gdy dziękuję odpowiada: „nie ma sprawy”, po czym pyta „skąd pani przyjechała?” Od słowa do słowa, podchodzi jeszcze kilku chłopaków i zaczynamy rozmawiać trochę o mnie, trochę o nich. Dowiaduję się gdzie jest nauczycielska toaleta, czy można gdzieś tu wyjść z klasą, kto mieszka w pustostanie obok, bo przechodząc rano słyszałam chrapanie … Czują się ważni, chętnie odpowiadają na moje pytania, są ekspertami bo są „u siebie”, a ja jestem nowa i niewiele wiem. Opowiadają mi o zwyczajach w szkole…
Gdy na kolejnej lekcji jeszcze kilku chłopaków zaczyna pukać w ławkę Dryblas wstaje i mówi: „cisza!”.
Mam Ambasadora, będzie dobrze – myślę sobie 🙂

Kiedy po kilku latach żegnam się z nimi ryczę jak dziecko, to moja najlepsza klasa. Wiem, że popalają za szkołą, piją piwo, bywają agresywni, wiem, że często sobie nie radzą, nie mają z kim pogadać. W głębi serca chcą jednak być dobrymi ludźmi. Pragną założyć rodziny, pójść na studia, być kimś. Agresja jest często ich jedynym wyuczonym sposobem radzenia sobie z emocjami, lękiem i niepewnością. Agresja pozwala im przetrwać. Żaden nie chce być postrzegany jako „ciota”, mówią to wprost.

Miałam jeszcze kilka takich „pogubionych klas”. Wynoszono mi biurko na korytarz, podpalano spódnicę, chowano okulary bez których nie jestem w stanie nic przeczytać, wrzucano ziemię przez okno do klasy. Nigdy nie dałam się sprowokować, owszem bałam się, czułam niepewnie, czasem trzymałam złość na ostatnim włosku cierpliwości, płakałam po powrocie do domu, ale zawsze się opłacało. Nigdy na nich nie „kablowałam do dyrektora”. Wiem, niekiedy było to ryzykowne, ale brałam to ryzyko na siebie. Nigdy też nie udało mi się przerobić całego materiału, bo niekiedy lekcje zamieniały się w dyskusje o życiu, agresji, antykoncepcji, seksie, aborcji… Mam nadzieję, że nie mają mi tego za złe. O Słowackim w razie czego doczytają w necie.

To prawda że uczeń potrafi „dać w kość”. Szczególnie w okresach skoków rozwojowych, dość boleśnie testując cierpliwość i kompetencje nauczyciela. Prawdą jest jednak również to, że nauczyciel to coś więcej niż zawód wyuczony, że bez pasji i powołania robi więcej szkody niż pożytku.
Nauczyciel to nie tylko ktoś, kto przekazuje wiedzę, kto uczy dodawania, stawiania przecinków i wzoru na alkohol.
Nauczyciel to o wiele bardziej Przewodnik. Ktoś kto wskazuje różne kierunki i pozwala dziecku iść jego własną drogą we własnym tempie.
Nauczyciel to o wiele bardziej Przyjaciel. Ktoś kto zdobył doświadczenie i służy nim w razie potrzeby.
Nauczyciel to o wiele bardziej Mistrz. Ktoś kto nie zna odpowiedzi na wszystkie pytania, lecz w relacji z uczniem odkrywa je na nowo.

Zaraz 1 września. Tyle złych opinii o dzieciach i młodzieży.
Tylu nauczycieli-męczenników niosących kaganek wiedzy niewdzięcznym uczniom.
Tylu zaniepokojonych rodziców.
A przecież szkoła jest dla dziecka, nauczyciel jest dla dziecka, rodzic jest dla dziecka. Jeżeli nasze dzieci źle się zachowują, to nauczyły się tego od nas dorosłych. Jednak „wszystko może się zmienić”!

 

Podobne Posty

  • kinia

    Świetne, prawdziwe, życiowe. Wygodnie tylko wyłożyć temat, ale trzeba mieć odwagę wyjść poza schemat, sporo wtedy ryzykujemy, ale czasami tak trzeba. Szkoda, że wiele moich koleżanek -nauczycielek nie pamięta o tym, że nie zawsze słowa prowokacji są skierowane przeciwko nim konkretnie, a tylko do sytuacji przymusu szkolnego albo są wyrazem buntu po prostu, bez powodu. Nie jest tajemnicą, że szkoła nie przygotowujedo życia, nie wystarczy tylko umieć pisać i czytać, trzeba dać młodzieży poczucie sensu i zarażać pasją. Pokazywać, że nie wszystko jest proste i wyjaśniać dlaczego. Być partnerem i po prostu być obok.

    • Zgadzam się z tym co napisałaś i wiem że jest to bardzo trudne. Wszyscy jesteśmy tylko ludźmi i kiedy ktoś nas atakuje pojawia się frustracja i chęć odwetu lub obrony. Młodzi bardzo lubią atakować, kiedy nie wiedzą jak się inaczej obronić lub wyrazić. Jeżeli choć trochę to zrozumiemy będzie nam łatwiej nabrać dystansu do tych ataków. Tak jak napisałaś, to często nie są ataki przeciwko nam konkretnie, to raczej wystawienie ostrza włóczni, można w nie uderzyć drugim ostrzem, albo nabić jabłko 🙂

  • moja mama też jest nauczycielką. I wiem z jej doświadczenia, że każdą klasę można ogarnąć. Stać się autorytetem… Trzeba po prostu wiedzieć po co się to robi 🙂 Planujesz kiedyś wrócić? Ja się zastanawiałam czy się nie przerzucić na technikum 🙂

    • Planuję wrócić, tylko jeszcze nie wiem w jakiej formie, zastanawiam się nad uzupełnieniem w kierunku pedagogiki Montessori, mocno utożsamiam się z ta metodą i póki co nie znalazłam lepszej formy edukacji.

  • Dzisiaj wiedza jest dostępna w zasadzie dla każdego. Nauczyciel przynosząc wiedzę nie daje nic, co nie byłoby w zasięgu ręki, tabletu, komputera.
    Podoba mi się bardzo koncept szukania mistrza i stawania się mistrzem, przewodnikiem i przyjacielem 🙂

    • Tomku, dokładnie. Albo dajemy młodym coś więcej niż li tylko wiedzę albo jesteśmy skazani na porażkę. Życie 🙂

  • Podoba mi się ten tekst, jest w nim wielka mądrość, oby więcej takich nauczycieli.

    • Dzięki. Myślę, że z zawodem nauczyciela jest podobnie jak z wieloma innymi. Jeżeli oddajemy czemuś serce, kochamy to co robimy, nasza praca nas pasjonuje i pociąga, wtedy wydaje dobre owoce. Jeżeli robimy coś z przymusu, to choćby skały pękały owoc będzie mizerny.

  • To brzmi dobrze… ale to, co się słyszy niestety nie zawsze. Przed nami pierwszy dzień w przedszkolu. Jestem po spotkaniu dla rodziców i szczerze mówiąc nie usłyszałam nic, ani jednego zdania, które mogłoby jakoś pozytywnie nastawić rodziców. A szkoda 🙁 Mam nadzieję, że trafimy na mądrą przedszkolankę… taką życiową jak TY!

    • Aga, życzę Wam tego z całego serca. My szczęśliwie trafiliśmy na takie przedszkolanki. dzieci chętnie chodzą do przedszkola, w domu opowiadają jak było fajnie. Gdybyśmy jednak trafili inaczej z pewnością szukałabym innego miejsca dla nich. Myślę, że po kilku tygodniach będziesz widziała jak dziecko czuje się w przedszkolu. Podziel się za jakiś czas jak Córcia się tam czuje. Pozdrawiam i życzę szczęścia, na Waszej „nowej drodze życia” 🙂

  • Brawo! Agnieszka, wielkie brawa! Takich nauczycieli na tronach powinno się sadzać. Takich, którzy potrafią rozmawiać zamiast suchego przerabiania. Takich, którym można zaufać. Takich, których człowiek pamięta potem do końca życia. WIerzę, że Twoi uczniowie Cię zapamiętają i będą wdzięczni, że dobrze trafili. Bo nie wszyscy mają tyle szczęścia.

    • Dzięki Aniu, ale tu nie ma co się egzaltować. Uważam, że każdy powinien szukać takiego sposobu na życie, który pozwoli mu się realizować i być szczęśliwym. Wtedy wszyscy mają z tego korzyść. Co do uczniów, wielu z nich to dziś moi znajomi. Choć często to tylko kontakt przez facebooka, jednak miło sobie powspominać stare, dobre czasy.

  • Dokładnie tak jest. Praca nauczyciela to jednak powołanie.Nie każdy się do tego zawodu nadaje:))) Trzeba być także elastycznym i mieć dobre podejście psychologiczne do każdego z osobna. Bo każdy uczeń to odrębny byt… I trzeba mieć tą pasje.
    Jestem nauczycielem już 15 lat. Nie wiem czy to dużo czy mało…??? Ale kocham swoją pracę. Tęsknię za swoimi uczniami. Chcę im dać wiele, nieraz chcę zastąpić im mamę, przyjaciela… Chce pokazać, że można inaczej żyć. że można czytać książki… Ze można iść do galerii, muzeum…
    Moi uczniowie to chłopcy w wieku gimnazjalnym i licealnym, z przeszłością kryminalną, z patologicznych domów, bez wzorów, bez perspektyw.
    Też się ich na początku bałam, a teraz za nimi tęsknię:)))
    Pozdrawiam!!!

    • Kiedy czyta się takie słowa, to serce rośnie i jest nadzieja. Nie wiem, czy się ze mną zgodzisz ale ta młodzież, którą potocznie nazywamy „trudną” (choć ja nie znoszę tego określenia), to często dzieciaki, które w swoim rodzinnym środowisku, nie otrzymują wystarczająco dużo troski, miłości, czasu, uwagi. Kiedy na swojej drodze spotkają człowieka ( poddając go wcześnie próbie :), dla którego czują się ważni i potrzebni, możemy zauważyć jak zrzucają maski i pancerze. Okazuje się, że pod maską agresji i chamstwa, kryje się niezwykle wrażliwy i mądry człowiek. Jeżeli wytrzymamy czas próby zaczyna rozwijać się i otwierać na naszych oczach. To jest niesamowite doświadczenie…

  • angelika

    ja niestety nie mam dobrych wspomnień o nauczycielach nie urażając nikogo ale co się dziwić przez całą podstawówkę byliśmy bici i zastraszani przez nauczycieli tak nam się obrywało że albo kostki u rąk były pozdzierane albo uszy ponadrywane albo tyłek był nie w siniakach ale w krwiakach nikt się nic nie odzywał bo każdy się bał poza tym nikt nie chciał uwierzyć a było to kilka lat w wstecz widać zakazy nic nie robią takim nauczycielom dlatego teraz boje się nawet pomyśleć jak będę mieć dziecko że puszcze je do szkoły a tam nie wiadomo co się dzieje dziecko matce też nie bardzo będzie chciało powiedzieć bo matka pójdzie do szkoły zrobi wojnę i co wtedy totalna masakra bo jak i dyrektor jak w naszym przypadku preferuje takie metody wychowawcze

    • Angelika, serce boli, kiedy czyta się takie historie. Przykro mi, że musiałaś, prze to wszystko przechodzić. Takie zachowania nauczycieli zakrawają na przestępstwo i winny być karane. Uważam że jeżeli szkoła tak funkcjonuje, że stosowana jest przemoc i dyrekcja na to przyzwala, bądź udaje, że tego nie widzi, należy to zgłosić do kuratorium. Czy możesz mi napisać w prywatnej wiadomości co to za szkoła? Chętnie się jej przyjrzę. Nie można ignorować takich sytuacji, żadne dziecko nie powinno przezywać w szkole tego co opisujesz.

  • Ciążowe Zachcianki

    Nie ma złych nauczycieli i nie ma złych uczniów. Wszystko zależy od nastawienia.

  • olga

    szkoda, że nie nauczyła ich Pani, że „ciota” to obelga, a bycie gejem czy lesbijką nie jest niczym złym.

    • Olga, nikt nie ocenia tutaj niczyich upodobań, pozdrawiam 🙂

  • Daga

    Jakbym czytała o sobie. Też tak zaczynałam i także w gimnazjum.Dodatkowo uczyłam w ośrodku szkolno-wychowawczym i bardzo dobrze wspominam tę pracę. Zawód ten wymaga wiele pokory i należy pamiętać, że od tych młodych ludzi też wiele się uczymy. Teraz po 5 latach przerwy zaczynam pracę w polskiej szkole w Danii i czuję podobną ekscytację jak pierwszego dnia w zawodzie nauczyciela.

  • Angelika Patean

    Super tekst. ? pierwsza lekcja a właściwie jej pierwsze 10 minut decyduje o twoich relacjach z klasą przez kilka kolejnych lat. Swietnie je wykorzystałas ?

Polub nas, bedzie fajnie :)
Polubila(e)s? Kliknij tutaj aby sie wiecej nie wyswietlalo.
Przeczytaj inne:
nie bij001-2015-04-01
Nie dajesz klapsów? Twoje dziecko będzie chamem i przestępcą!

Pragnę wyrazić ogromną wdzięczność, tym wszystkim, którzy z takim zaangażowaniem, pod ostatnim wpisem i w wiadomościach prywatnych, próbowali uświadomić mnie...

Zamknij