Od dłuższego czasu sama szukam odpowiedzi na pytanie: jak pozytywnie dyscyplinować dziecko?

Żyjemy w świecie, w którym głoszone hasła odnośnie wychowania dziecka , niejednego rodzica przyprawiają o zawrót głowy. Sama tak mam. Oczywiście chcę wychować moje dzieci jak najlepiej. Już do tego zdania mógłby się przyczepić co poniektóry, bo podobno dziecko samo się wychowuje, wystarczy mu tylko stworzyć odpowiednie warunki czyli tzw. przestrzeń wychowawczą i nie przeszkadzać a zadziwimy się efektami takiego „nie działania”.

Pojęcie dyscypliny

słowniku języka polskiego znajdziemy kilka określeń dyscypliny. Mnie interesują te odnoszące się bezpośrednio do wychowania:

1. «rygorystyczne reguły postępowania, wprowadzane w grupie albo narzucane sobie samemu; też: podporządkowanie się tym regułom»
2. «krótki bat o kilku rzemieniach»

Z batem w ręku

Pierwsze określenie brzmi dość rygorystycznie, drugie złowieszczo. Niestety dla niektórych, krótki bat o kilku rzemieniach pozostaje ciągle w użyciu.
Właśnie wróciłam z wypoczynku, gdzie przez jeden dzień byłam niemal zmuszona do obserwacji pewnej rodziny z dzieckiem. Dziecko chodziło jak w zegarku, na początku miałam kompleksy, że moje są jakieś takie „za luźne”, biegają jak szalone, piszczą z radości, śmieją się na całe gardło, a ten chłopczyk taki spokojny. Miałam kompleksy, aż chwila po chwili moim oczom, które przecierałam z niedowierzaniem, ukazywał się „krótki bat o kilku rzemieniach”. Nie można było wyrwać go z rąk rodziców, bo był niematerialny, jednak kiedy go używali bolesne uderzenia rzemieni docierały również do mnie.

Rzemień krzyku – przeraźliwe „stój”, „chodź tutaj”, które kojarzyło mi się raczej z poganianiem bydła
– Rzemień wyzwisk – „ty sk… , jełopie, bachorze dlaczego biegasz po kwiatkach, dlaczego krzyczysz…”
– Rzemień przemocy fizycznej. Klaps w tyłek, taki że ciarki przeszły mi po plecach
– W końcu rzemień agresji słownej między rodzicami, który wydawało się najdotkliwiej chłostał serce dziecka, bo stanął w kąciku i płakał cicho, żeby rodzice przypadkiem nie słyszeli.
– Lęk to kolejny rzemień dyscypliny w tej rodzinie.

Nie żartuję, to się działo naprawdę. Czy zwróciłam uwagę? Oczywiście. Szkoda przytaczać co usłyszałam, bo to nie jest wpis o przemocy na linii dorosły – dorosły. Pozostawię to na nową notkę.

Jak widać, pomimo wielu kampanii na rzecz wychowania dzieci bez przemocy, u niektórych dorosłych dyscyplina ciągle utożsamiana jest z krótkim batem o kilku rzemieniach.

Na czym zatem polega prawdziwa dyscyplina

Pewne jest, że nie polega na karaniu dziecka!
Polega raczej na ukazywaniu właściwego zachowania poprzez dawanie wskazówek i wytyczanie granic. Takie spojrzenie na dyscyplinę, wymaga ode mnie – matki nieustannego uczenia się jak formułować rozsądne oczekiwania i wykorzystywać pozytywne metody dyscyplinowania jako narzędzi do wychowania dziecka. Wtedy zapewnię mojemu dziecku bezpieczeństwo, poczucie godności osobistej i dam podstawy do samodyscypliny.

Moje dziecko potrzebuje dyscypliny

Z jednej strony nadużywamy dyscypliny, z drugiej zaś , często boimy się słowa „dyscyplina”, bo dla wielu z nas oznacza ono po prostu karę. Nie ukrywam, że i dla mnie to słowo ma dość pejoratywny wydźwięk. Staram się jednak zauważyć, że istnieje coś takiego, jak „pozytywna dyscyplina” i że co tu się oszukiwać, moje dzieci bardzo jej potrzebują. W „pozytywnej dyscyplinie” wymierzanie kary dzieciom nie jest w ogóle potrzebne. Co więcej, również konsekwencje grają tylko niewielką rolę. Jasne stawianie pewnych tez i tłumaczenie, sprawia że moje dzieci nie muszą zgadywać co im wolno, a czego nie. Poruszając się w pewnych ustalonych granicach, czują się bezpiecznie. Poczucie bezpieczeństwa natomiast, pozwala im być bardziej pewnymi siebie i osiągać sukcesy o których pisałam TUTAJ.

Efektywne sposoby pozytywnego dyscyplinowania dzieci

Łatwo się mówi: „pozytywna dyscyplina”, ale jak ją stosować?
Ja sama mam kilka sposobów, którymi chętnie się podzielę

Czas na przerwę

Jeżeli widzę, że moje dziecko jest mocno sfrustrowane jakąś sytuacją, robi się agresywne lub zaczyna krzyczeć rozmawiając ze mną, wtedy ogłaszam krótką przerwę. Tak zwyczajnie bez emocji. Po prostu mówię „czas na krótką przerwę”. I rozchodzimy się na kilka minut. Zanim zaczęłam to stosować najpierw wyjaśniłam dzieciom o co chodzi. Po jakimś czasie „przerwa” staje się nawykiem:) Czasem dzieci również mnie zachęcają „mamo może przerwa?” O tak, taka przerwa dobrze robi również mamie:)

Policz do trzech

Kiedy o coś proszę np. „składamy zabawki bo za chwilę idziemy się myć”, dzieci często nie słyszą. Umówiłam się z nimi, że jakby miały kłopot z usłyszeniem mojej prośby zacznę liczyć do trzech. Jeżeli doliczę do trzech, a one nie zaczną np. sprzątać, nie ma bajki na dobranoc. Po każdej liczbie, czekam chwilę i jeżeli zaczynają robić to o co proszę, przerywam liczenie. W czasie liczenia nic nie tłumaczę, dzieci doskonale wiedzą o co chodzi :.

Wybierz jedną bitwę i bądź konsekwentny

Zdarza nam się, że mamy naprawdę „zły dzień”. Dziecko albo co gorsza, cała ekipa, zachowuje się tak, że jest to prawie nie do wytrzymania. Dzieci wzajemnie się „nakręcają” zauważyłam, że pojawia się to głównie wtedy gdy coś mocno je dotyka, na przykład gdy zginął nasz pies, zbliżała się choroba, ząbkowanie, rozpoczęcie nauki w szkole. Dzieci wtedy często nie radzą sobie z emocjami takimi jak lęk, niepewność, żal. Robią się rozdrażnione i bardziej agresywne. Pomimo rozmów, pewne zachowania jak np. płacz „bez powodu”, krzyk „z byle powodu”, obrażanie, popychanie mogą się wtedy utrwalać. Dlatego dając dzieciom oparcie, ustalam pewne zachowania nad którymi pracujemy.

Ostatnio Zuzia ma czas płaczliwości, jest to spowodowane faktem, że jej najlepsza przyjaciółka z przedszkola idzie do I klasy. Pomimo wyjaśnień i zapewnień, że będzie się z nią spotykać, córka ma w sobie sporo agresji, nie chce rano wstawać, buntuje się. Rozumiem ją, ale jednocześnie zauważam, że zaczyna to wykorzystywać do wymuszania różnych rzeczy. Rozmawiałam z nią o tym płaczu i próbowałyśmy zobaczyć co może się pod nim ukrywać. Wymyśliłam taka zabawę: chowałyśmy różne rzeczy pod ręcznik i tłumaczyłyśmy sobie, że choć widać ręcznik to pod nim są inne rzeczy, które on zakrywa. Zuzia bezbłędnie zrozumiała to i opowiadała co może się kryć pod płaczem: przytulanie, lody, plac zabaw…:) Uczymy się nazywać potrzeby, emocje…
Widzę na co dzień, jak ważne jest konsekwentne zmienianie jednego nawyku, przez dłuższy czas, a dopiero później przechodzenie do kolejnej rzeczy. Nie warto ulegać pokusie zmiany wszystkiego naraz, bowiem ani my, ani dziecko nie jesteśmy w stanie unieść ciężaru tych zmian! Bitwa po bitwie i w końcu wygrywamy wojnę:)

Mam przywileje, ale i obowiązki

Bardzo prosta zasada.
„Kończysz zabawę klockami, to sprzątasz je po sobie i wtedy idziemy na plac zabaw. ”
„Ścielisz łózko po śniadaniu i wychodzisz do kolegów na podwórko.”
„Najpierw czytasz rozdział książki, później grasz na komputerze”

To dobra metoda. Uczy dziecko dostrzegania, że w życiu mamy różne przywileje, ale również obowiązki. Fajnie jest razem z dziećmi wymyślać obowiązki do przywilejów. Zaskoczą was swoją pomysłowością i same chętniej będą je później wypełniać, bo to one wymyśliły:) Jest dobra zabawa, dostrzeganie przez dzieci różnych prac, które są do wykonania, a o których wcześniej nie pomyślały oraz uczenie samodyscypliny. Jeżeli dziecko chce wyjść, a na przykład nie wypełniło wcześniej ustalonego obowiązku, trzeba mu o nim przypomnieć i dać możliwość wykonania go. Nie wypełniajmy obowiązków należących do dzieci, za dzieci!

To nasze sposoby na „pozytywną dyscyplinę”, która prowadzi do samodyscypliny oraz do poczucia przez naszą Trójkę, kontroli nad „swoim światem”.
Zauważamy, że dzięki temu rośnie u nich poczucie pewności siebie oraz łatwiej im szanować innych.

A według ciebie dyscyplinowanie dzieci jest potrzebne? Może masz swoje sprawdzone sposoby, chętnie skorzystamy:)

Podobne Posty

  • Wiolet

    ciezki temat… w dodatku rzeka, kazdy ma swoje opinie nt. wychowania dziecka, moje spostrzezenia sa takie iz na pewno nie dam swojemu synkowi (2,5r) wyboru w co sie ma ubrac lub co mu kupic do ubrania, widzialam nie jedna akcje w sklepie gdzie pracuje jak rodzic daje tak malemu dziecku wybor gdzie np. dziewczynka wrzeszla a co ona chce, po czym mama sie pytala czy moze isc zmierzyc buty? pytala sie malej corki po czym stwierdzila ze NIE moze isc bo ona chce lalke a mamusia robila co dziecko chcialo… osobiscie mnie mlody robi sceny w sklepie ze np chce na rece, drze sie niemilosiernie a ja stanowczo NIE wezme cie na rece i NIC ci nie kupie mimo iz ludzie sie patrza jaki mi dzieco robi cyrk, cisnienie skacze az mam sama ochote wrzasnac , sa momenty gdzie czlowiek ulegnie ale rzadko, czesciej mam problem zeby sie synek sluchal, zatrzymal na ulicy gdy go wolam itd, nie wrzeszlal w domu gdy chce czegos a mowil i pokazywal bo jeszcze nie mowi… temat rzeka..

    • Ja osobiście pozwalałam mojej córce w wieku ok 3 lat już samej wybierać ubranka. Przy okazji uczyłyśmy się co zakładamy na jaka pogodę. Co do zakupów z dziećmi, jeśli mogę to unikamż a jeżeli już idziemy razem, zawsze przed wyjściem do sklepu ustalamy kilka reguł, np. że dzisiaj kupujemy tylko jedzenie, albo że mogą sobie wybrać jakiś jeden drobiazg itd. Proszę mi wierzyć kiedy dziecko wie wcześniej jakie zasady będą obowiązywały o wiele prościej mu je egzekwować, kiedy jest zaskoczone działa emocjonalnie. Zresztą podobnie jest z nami.

    • Anita

      Mój już w tej chwili 7-letni syn bardzo późno zaczął mówić, a wszystko co chciał dostać komunikował, niczym innym jak piskiem. Bardzo głośnym, przeraźliwym wręcz. Do tego stopnia, że sąsiedzi któregoś pięknego razu wezwali policję. Nie mam im tego za złe, ale sytuacja była niezręczna, bo dziecku żadna krzywda się nie działa, tylko domagał się np. noszenia na rękach lub zabawki. Takie sytuacje miały miejsce też w sklepach. Czułam na sobie wzrok ludzi. Wiedziałam jednak, że jeśli raz ulegnę dziecku i kupie to na co ma ochotę, to za każdym następnym razem krzyk będzie większy, głośniejszy. Więc zaciskałam zęby i …unikałam wzroku innych. Syn szybko się nauczył kiedy może coś wybrać a kiedy nie dzięki prostej zasadzie. Zanim wyszliśmy do sklepu rozmawialiśmy o tym co musimy kupić i obiecywał mi że nic więcej nie kupimy, np. musimy kupić chlebek który ja wybiorę i wędlinkę którą Ty pomożesz mi wybrać (odpowiedzialność za wybór była tak wielka, że zapominał o całej reszcie – oczywiście sam niósł do kasy to co wybrał). Na pytanie o słodycze i zabawki zawsze przed wejściem do sklepu dokładnie określaliśmy, że może sobie wybrać tylko jeden batonik lub tylko jedno autko, albo danego dnia nie może wybrać nic. Już kilka wizyt poprzedzonych rozmową na temat zakupów podziałała – chodzenie do sklepu przestało być przykrym obowiązkiem, a zaczęło sprawiać przyjemność zarówno mi jak i synowi.

  • mama pisarka

    Bardzo mi się podoba metoda z ręcznikiem! Na pewno tego spróbuję 🙂

    • Warto, dzieci o wiele prościej rozumieją rzeczywistość gdy mogą ją do czegoś odnieść.

      • Alutka

        jest takie piękne przysłowie „Powiedz mi, a zapomnę;
        pokaż mi, a zapamiętam;
        zaangażuj mnie, a zrozumiem” Konfucjusz. jakie to prawdziwe, prawda?

        • Zgadza się. Zbyt mało sięgamy do starożytnych mędrców, oni mieli mnóstwo ciekawych i pożytecznych rozwiązań:

  • Dziulkacrew

    Ja mam ten temat jeszcze w dalekiej przyszłości, ale także zachwycił mnie patent z ręcznikiem!

    • Wiesz, mi się też tak wydawało ale czas leci bardzo szybko:)

      • Dziulkacrew

        Chyba masz rację… Ja ogólnie mam problem z szybkością zmian, dopiero co miałam dzidziusia a już mi biega po domu…

  • o jejciu, mam nadzieję, że jakoś nie polegniemy w naszym wychowywaniu. Na razie jakoś dajemy radę 😛

    • Wercia, życie samo przynosi rozwiązania jeśli tylko chcemy je dostrzec. Na pewno dacie radę:)

  • Machina

    Fajny post – ja mam dopiero 14 lat więc na zastosowanie takich metod wychowawczych jeszcze przyjdzie czas, ale jak mówią – na naukę nigdy za wcześnie 😉 wiele z tych sposobów widzę w działaniu moich rodziców. Sądzę, że są one dobre – mój tata stosował kary celesne tylko do 7-ego roku życia. Myślę, że nie żałuje tej decyzji 😉 Mam małą uwagę merytoryczną : w tekście pojawiają się „byki” – proponuję przeczytać teks jeszcze raz i je poprwić 🙂

    • Szukam tych byków i prócz jednej literówki, coś na styl Twojego „poprwić”, nic nie znalazłam, pozdrawiam i życzę spokojnego dzieciństwa:)

  • Paulina87

    z dyscypliną u dzieci bywa ciężko. Sama ma dwie córki w wieku 4 i pół i półtora roku. wydaje się, że jak już jedno dziecko nauczy się pewnych reguł i zasad obowiązujących w domu, na placu zabaw, kosciele, sklepie i itp, to z drugim dzieckiem będzie łatwiej, ale nie zawsze tak jest. Ze starszą córką ustaliliśmy zasady jakie obowiązują w domu i innych miejscach, jak należy się zachować. Często też przed każdym wyjściem z domu do przedszkola czy do sklepu, przypominam jej co możne a czego nie powinna robić. Po pewnym czasie widać rezultaty, zwłaszcza jak słyszę, gdy mówi do młodszej córki ” nie rób tak, bo upadniesz, zrobisz sobie ziazi, lub tez tak nie jest ładnie” … a młodsza córka bardzo naśladuje starszą i robi co ona jej mówi, zdarza się, że naśladuje też wygłupy starszej, ale to są tylko dzieci, maja prawo do lepszych czy gorszych dni. Moga być zmeczone, znudzone bądź bardzo żywiołowe.

    • Opisujesz naszą sytuację, tylko u nas jest młodszy syn 🙂

  • Mama Tata Ono

    oj! my jesteśmy na etapie, skończyłeś się bawić – posprzątajmy razem, a w efekcie i tak sprzątają rodzice
    🙂 ale nie poddajemy się i szukamy rozwiązań w zgodzie ze sobą i biorąc pod uwagę możliwości dziecka, pozdrawiam

    • Wiesz ja kiedy dzieci były jeszcze małe brałam je do pokoju i bawiliśmy się w sprzątanie. Np. teraz wszystkie klocki zamieniają się w samoloty i lądują w koszu. To bardzo pomagało a dzieci były zadowolone i powtarzały „zobac jak tu cysciutko, to my spsątalismy” – ta mina dziecka zwycięzcy i duma, którą było czuć na kilometr, bezcenne:)

  • Weronika

    Bardzo spodobał mi się tekst. Mam prawie 2,5- letnią córę, drugie małe bobo w brzuchu. Mąż w delegacji i muszę sobie radzić sama z wychowaniem. Z jednej strony daje mi to pewną swobodę, bo mąż jest impulsywny i kiedy wraca, po prostu mu mówię, jak ja reaguję w takiej sytuacji, a on wypracowuje własną metodę lub korzysta z mojej. Z drugiej strony… muszę być mamą i tatą w jednej osobie.
    Wracając do tematu, niektóre metody są bardzo podobne do moich, chociaż córcia jeszcze niekoniecznie je załapuje. Ja z tych wychowanych pasem, więc siłą rzeczy czasem jest mi ciężko nad sobą zapanować i czasem krzyknę (broń Boże nie uderzyłam ani nie uderzę żadnego ze swoich dzieci pod żadnym pozorem, wiem, jak bardzo mi to zaszkodziło, a efekty pozytywne, oczekiwane przez moich rodziców… cóż, na pewno odwrotne do zamierzonych), chociaż w większości przypadków zmiana tonu głosu i powiedzenie tego, o co mi chodzi – skutkuje. U nas jest problem z powrotem z placu zabaw. To w sumie nasz jedyny problem. I za Chiny Ludowe nie umiem sobie z nim poradzić. Mówię zwykle (najpierw nawiązując kontakt wzrokowy): – Zjedź jeszcze 5 razy ze zjeżdżalni i pójdziemy do domku, dobrze? – Tak, dobrze. -po czym po tych 5 razach jest ryk i że ona chce jeszcze. Próbowałam jeszcze z pomocą jej ukochanych dinozaurów tłumaczyć, że są głodne i musimy iść zrobić obiad/kolację. I tak są fochy. Jedyne, co skutkuje – i tak nie zawsze – to wzięcie jej „na barana”. Ale waży już 16,5kg, a ja jestem w ciąży… siłą rzeczy nie da się… a wózka nie akceptuje. Liczę, że kiedyś mi się uda 🙂

    • Marta

      POLECAM książkę ” wyzwoleni rodzice, wyzwolone dzieci” A. Faber, E. Mazlish. od kiedy ją przeczytałam 2 mce temu, nasze życie staje się spokojniejsze ( mamy 4 małych dzieci). zmiany zaczęliśmy od siebie. POLECAM Gorąco!

  • Bardzo mi się podobają Twoje metody i na pewno z nich skorzystam. A sytuacja opisywana przez Ciebie na początku- niestety zbyt często ma się z takimi akcjami do czynienia… A ludziom można zwrócić uwagę ale oni i tak wiedzą lepiej.. Pozdrawiam

    • Jest dokładnie jak piszesz, myślę jednak, że rodzice często sami nie radzą sobie zupełnie ze sobą i przerzucają to na dzieci. według mnie w takich sytuacjach jak wyżej opisana, rodzinie potrzebny jest psycholog, ale najpierw ona musiałaby sama chcieć.

  • alicja

    Witajcie, madry tekst, ja mam problemy z 5 latkiem, ktory, zle sie odzywa, zamiast mowic do mnie do krzyczy, uzywa slowek typu glupek, itd. Ciezkie sytua je to takie kiedy np jestesmy w miejscu z dziecmi, i inne dziecko niechcacy popxhnie albo chcacy uderzy jego mlodsza siostre (2latke), moj syn od razu krzyczy na niego Glupek albo i gorzej! Ja mu tlumacze ze ja pilnuje, chronie zeby nie uzywal takich slow ale i tak sie to dzieje za kazdym razem, Albo dorosly mu mowi ze np dzieci przyjda do niego nastepnwgo dnia a moj syn : wujek ofiara!
    jak ja mam reagowac wtedy, jak pozytywnie dyscyplinowac.
    kiedy ja prosze go o cos, albo mowie zeby czegos nie robil bo to nieladnie to on do mnie mowi „nie odzywaj sie do mnie w ten sposob”! Zaraz cie uderze

    • Powiem Ci, że to bardzo trudna sytuacja, dzieci często się tak zachowują bo naśladują zachowania dorosłych lub rówieśników. Takie zdanie ‚Nie odzywaj się do mnie w ten sposób” lub zaraz cię uderzę” to według mnie powtórzenie słów dorosłych. Ja osobiście najpierw zastanowiłabym się gdzie dziecko słyszy takie słowa i spróbowała coś z tym zrobić.

  • Dorota

    Ciekawe sposoby, na pewno do wykorzystania. Niepokoi mnie jedno:

    „Najpierw czytasz rozdział książki, później grasz na komputerze”
    To dobra metoda. Uczy dziecko dostrzegania, że w życiu mamy różne przywileje, ale również obowiązki.

    Przekaz, jaki odbiera dziecko w tej sytuacji jest prosty: książka to obowiązek, który w wielkich trudach trzeba odbębnić, żeby wreszcie dorwać się do ulubionej gry – nagrody. Mamusie wie, że czytanie jest be, dlatego, gdy dziecko je przetrwa, będzie mogło robić coś ciekawszego, coś co lubi. Czy to nie świat do góry nogami?

    • Ja rozumie to tak: obowiązki nie są be, to po prostu część naszej codzienności. Co zrobić takie mamy czasy, ze 11 latek, pomimo iż lubi czytać, woli grać na kompie bo kumpel czeka na minecrafcie. Oczywiście ideałem by było gdyby wchodząc do domu siadał do książki z taką radością jak do gry, niestety życie nie jest idealne.

  • Mariola

    Ja mam 4 dzieci i jestem zagorzałą przeciwniczką bicia dzieci, chociaż nie powiem zdarzyło mi się dać klapsa czego potem bardzo żałowałam, wiem jedno to była moja bezsilność. Tłumacząc dzieciom ich niewłaściwe zachowania i dając dobry przykład możemy uniknąć niejednego problemu. Poczytaj więcej na:http://zaradnamama77.blogspot.com/

  • Ola

    bez przesady z tym zeby nie dawac dziecku wyboru np co do ubrania, ja mam 3 letniego synka z ktorym idac do sklepu pokazuje mu rozne rzeczy i pytam sie co mu sie bardziej podoba, ktora bluzeczke chcialby bymm, mu kupila i ktore skarpetki mu sie bardziej podobaja. jak przynosi mi sam jakies ubranko ktore mu akurat wpadlo w raczki imowi ze chcve to, grzecznie i spokojnie tlumacze mu ze albo mu juz wybralismy ubranko albo ze to akurat mu w tym momencie nie jest potrzebne,a azdarza sie ze trafi akurat na to co jst ladne i potrzebne to czemu mam nie dac mu wyboru,? nie pozwolic mu czegos wybrac samemu?kazdy ma prawo do swojego zdania, zgadzam sie z tym ze dyscyplina musi byc ale moze to byc dyscyplina ktora jest przyemna dla rodzica i dla dziecka

    • Jestem jak najbardziej za dawaniem dziecku możliwości wyboru, stosownie do wieku 🙂

  • Polecam wszystkim książkę” Nie”z miłości Jesper Jull

    • Już sobie zapisałam i na pewno po nią sięgnę.Dzięki 🙂

  • Tomek

    Nauczmy, się, używać, przecinków, skoro, piszemy, bloga!

  • Zofia Rzemek

    Z tą dyscypliną to róznie bywa a córka rozbrykała mi sie ostatnio za bardzop musze byc bardziej konsekwentna 😉

  • Przyznaję, że co jakiś czas wracam do Twojego wpisu! Pomaga mi on nabrać dystansu. Bardzo lubię to, że podajesz przykłady sytuacji, bo czasem mam wrażenie, że niektóre porady w innych miejscach to zwykłe SEO z chwytliwymi hasłami!

  • Moim zdaniem absolutnie wyczerpałaś temat. Nie potrzeba żadnych innych pomysłów, bo wszystko opiera się właśnie na tym. To podstawa wszystkiego. Ja również stosuję tego rodzaju dyscyplinę, chociaż czasem wytaczam cięższe działa. Ale jest to spowodowane wiekiem w jaki mój najstarszy syn wkracza, czyli wiek nastoletni, a w tym wieku wszystko jest na NIE. I wtedy czasami warto po prostu strzelić focha i pokazać jak bardzo zabolało dane zachowanie, a potem jak sam przyjdzie z przemyśleniami, to pociągnąć rozmowę. Inaczej wszystko przeleci jak przez sitko.

  • Agnieszka

    Hm, a czy to że nie będzie bajki, jesli sę nie posprząta, to nie jest właśnie kara? Nie mówię, że to źle, bo sama takie rzeczy stosuję, ale gdzieś w tyle głowy mam wtedy to, że przecież powinno dać się bez kar. Ale gdy mówię dzieciom (w kategorii konsekwencji), że jeśli nie posprzątają, to będzie bałagan, rzeczy się pogubią, my na nie będziemy stawać i się przewracać itp wymyślam, co się da, to na nie to nie działa. Dopiero muszę przejść do cieższych argumentów, czyli, że skoro nie dbają o zabawki to znaczy, że ich nie chcą i można wyrzucić – ale to już mi pachnie jakimś szantażem. Może niesłusznie? Jak uważacie?

Polub nas, bedzie fajnie :)
Polubila(e)s? Kliknij tutaj aby sie wiecej nie wyswietlalo.
Przeczytaj inne:
warzywnik w którym uprawiamy zdrowe warzywa
Zdrowe warzywa z własnego ogrodu.

Niczego tak nie pragnę jak zdrowego i szczęśliwego życia dla członków mojej rodziny. Jestem żoną i matką, więc to chyba...

Zamknij