W ostatnim czasie zauważam, że coraz więcej rodziców pragnie świadomie wychowywać swoje dzieci. To dobry znak. Szukamy porad, wskazówek, nierzadko również dzielimy się swoja wiedzą i doświadczeniem z innymi. Mamy ambicje, aby nasze pociechy żyły w lepszym świecie. Nie doświadczały przemocy, nie uczestniczyły w wojnach słownych, wychowywały się bez nadmiernego stresu i agresji. A jednocześnie chcemy mieć posłuszne dziecko.

Rodzicielska moda na „NIE”

Pomimo to widzę, głównie u siebie, schemat z którego nie jest łatwo zrezygnować. Schemat według którego postępowali moi rodzice i pewnie dziadkowie również. Często w dobrej wierze upominamy dzieci: „nie rób tego”, „nie mów tak”, „nie wchodź tam”. Nasze dziecko setki razy bombardowane jest zakazami.
Zrobiliśmy kiedyś z Jackiem eksperyment. Przez cały dzień obserwowaliśmy siebie nawzajem i zwracaliśmy sobie uwagę w chwili, gdy druga osoba robiła coś inaczej niż uważaliśmy za słuszne. Wierzcie mi, to była tragedia. Żaden dorosły człowiek nie zniósł by tego upominania na każdym kroku.
– Nie zostawiaj szklanki na stole
– Nie wchodź w butach
– Nie rozlej tej kawy
– Nie siedź tyle przed komputerem
My jednak często oczekujemy tego od dzieci i dziwimy się, kiedy po kolejnym zakazie nasze słowa stają się dla nich jakby niesłyszalne.  Wtedy wkrada się w nasze życie irytacja. Przecież chcemy dobra dla dziecka, pragniemy uchronić je przed niebezpieczeństwem, dobrze wychować, nauczyć jak poruszać się w tym zawiłym świecie.
Nie wiem jak jest u Was, ale ja często łapię się na tym, że najchętniej zabraniałabym czegoś dziecku, przynaglała je, hamowała zbyt gwałtownie. Bo nie ma czasu, bo już dawno powinno być coś zrobione, bo nie chce mi się setny raz tłumaczyć tego samego.
Najłatwiej wypowiedzieć słowo „NIE!” autorytarnie, stanowczo i tonem głosu niecierpiącym sprzeciwu. Muszę przecież postawić je do pionu, muszę zdążyć, muszę dobrze wychować, muszę nakarmić.

 

Zamień „NIE” na „TAK”

Akceptując ten przymus, uczę się systematycznie i konsekwentnie zamieniać „nie” na „tak”. Codziennie bardzo świadomie podchodząc do wypowiadanych w stronę dzieci słów. To nie mogą przecież być ochłapy rzucane bezmyślnie.

Zamiast mówić: „Nie bij jej” mówię ” Kiedy bijesz sprawiasz jej ból. Dlaczego to robisz?”

„Nie wchodź tam bo spadniesz” – „Bądź uważny kiedy tam wchodzisz, trzymaj się mocno”

„Nie biegnij” – „Pobiegasz, jak pójdziemy na plac zabaw, tutaj jeżdżą samochody”

„Nie płacz” – „Co się takiego stało, że płaczesz?”

„Nie kupię ci tego” – „Dzisiaj kupujemy tylko konieczne rzeczy do jedzenia, możemy w domu ustalić, kiedy kupimy jakieś zabawki”

 

Pozytywne komunikaty kształtują w dziecku pozytywne spojrzenie na świat

Takie podejście do dziecka sprawia, że czuje się ono traktowane poważnie, Nie jest tylko „małym”, któremu większość rzeczy się zabrania. Pozytywne komunikaty kształtują w nim pozytywne spojrzenie na świat. Spojrzenie pełne zachwytu, możliwości, szans i nadziei. Uważne wsłuchiwanie się w jego potrzeby, uczy je uwagi wobec innych. Prowadzi do umiejętnego dialogu. wyciągania wniosków, przewidywania konsekwencji swoich działań.

Dziecko uważnie słuchane, potrafi z uwagą iść przez życie. Zauważać i wykorzystywać nadarzające się sposobności, które pozwolą mu rozwinąć skrzydła, odnaleźć własną drogę i spełnić się jako Człowiek.

Zachęcam Cię do pewnego ćwiczenia. Zapomnij na jeden dzień o słowie „nie” kierowanym w stronę twojego dziecka.

Zastanów się i wymyśl inne słowa, które przekażą to co chciałeś mu naprawdę powiedzieć, stosując ten nie wnoszący nic dobrego, skrót myślowy. To wymaga wysiłku, jednak tylko na początku, później stanie się stylem życia, który zupełnie zmieni Twoją relację z dzieckiem.

Nie wycinaj swojemu dziecku kolejnej lotki!

Pielęgnuj je, żeby kiedyś mogło rozwinąć skrzydła i szybować wysoko.

 

Podobne Posty

  • Takie podejście pozwala także uniknąć wielu frustrujących sytuacji. Jak zauważam u nas wzrost nerwowości, widzę, że tego mojego „nie” jest zdecydowanie za dużo. Zmieniam sposób mówienia i jest lepiej. I nie chodzi o to, że zmieniam zdanie w jakiejś kwestii i jestem niekonsekwentna – nie – po prostu inaczej przekazuję komunikat. Warto się zmierzyć z tym ćwiczeniem. Dzięki za przypomnienie:)

    • Bardzo ważne spostrzeżenie. Mniej „nie” wcale nie oznacza rezygnacji z konsekwencji, chodzi tylko o inny przekaz. Bardzo mnie jeszcze ciekawi jak Tobie udaje się panować nad „nie”, bo u mnie kiedy dochodzi irytacja niestety jeszcze się pojawia niekontrolowany zakaz . Nie łatwe jest takie świadome podejście do wychowania, ale warto.

      • No nie zawsze się udaje… Gdzieś w środku to nie w nas jest chyba, prawie że naturalne… Grunt to świadomość, a emocje, jak wiadomo, łatwo ją burzą. Co jakiś czas stawiam sobie pytanie jak z tym „nie” jest u nas w domu – najczęściej pytam siebie o to właśnie wtedy, kiedy więcej tej dziecięcej frustracji się pojawia. A niekontrolowane zakazy… Tu chyba trzeba być jeszcze bardziej czujnym, bo samemu sobie można zgotować marny los – któregoś pięknego wakacyjnego ranka, moje emocje doszły do takiego punktu, że prawie na jednym oddechu powiedziałam, że… nie będzie bajki, nie będzie lodów, nie będzie słodyczy… Jakoś potem z tego wybrnęliśmy, no ale, biorąc pod uwagę, że urlop z dziećmi to „inny level wypoczynku” (cytat z jakiegoś bloga), a chce się mieć jednak urlopową chwilę dla siebie, to czasem przyda się i bajka, i lody i coś słodkiego też – trzeba się pilnować, na ile się da, bo i dziecku czasem niepotrzebnie się obrywa a i nam może przy okazji.

      • Natalia

        Ja zostawiłam „NIE” dla sytuacji wymagających dokładnie tego słowa.
        Wtedy „nie” nabiera więcej powagi i ważności, nie jest ‚spowszedniałe’. Czyli „nie wybiegaj na ulicę”, „nie dotykaj garnka, bo jest gorący”, „nie wolno krzyczeć w domu u cioci i wujka” itp.
        Pozostałe komunikaty staram się szybko przemyśleć i przeformułować w sposób pozytywny. Myślę, że całkiem nieźle nam to wychodzi, synek też jest zadowolony – to podejście bardzo nam pomogło podczas sławetnego buntu dwulatka 🙂

  • Nie to postawienie bariery. Tak, zrób to tak i tak to zachęta do działania.

    Na ważną rzecz zwróciłaś uwagę. Tak niewiele trzeba, żeby zamiast stawiać mury zachęcać do startu. 🙂

    • Myślę jednak, ze taka zmiana wymaga od nas wiele. Utkwione głęboko przyzwyczajenia nie dają się tak łatwo zastąpić nowymi. U mnie to prawdziwa walka… niekiedy:)

      • Zgadzam się :), takie zmiany nie przychodzą same z siebie.

  • Najważniejsze to być asertywnym i konsekwentnym. Jasne sytuacje zawsze ułatwiają współpracę:)

    • Ja czasem jest konsekwentnie niekonsekwentna, ale zgadzam się z Tobą.

  • Agnieszko, to jeden z Twoich najlepszych wpisów, albo może mi się tak wydaje, bo jest dla mnie bardzo ‚na czasie’! Ten pomysł z eksperymentem pomiędzy dorosłymi jest wręcz genialny i jak sobie go zwizualizowałam to od razu postanowiłam mniej mówić ‚nie’ do mojej córeczki 🙂

    • Dzięki Asiu, nie ma nic lepszego niż świadomość, że to co robię jest dla kogoś pomocne 🙂 Czytając Twój komentarz właśnie zrodził się w mojej głowie szkic nowego wpisu, mam nadzieję, że równie pożytecznego. Pozdrawiam :).

  • Gosia

    To bardzo ważne. Mogę powiedzieć z własnego doświadczenia, od jakiś dwóch tygodni przestałam ciągle krzyczeć „nie” wogóle przestałam krzyczeć i denerwować się na dziecko, i od dwóch tygodni mam zupełnie inne dziecko w domu, wesołe, zaradne, zwracające uwagę na szczegóły i ostrożnejsze. I nawet jak po raz któryś tam mówię „nie otwieraj lodówki proszę” to mówię to z uśmiechem lub zajmuję małego czymś innym, i ten mały 20 miesięczny człowiek stał się zupełnie inny. Jak człowiek sobie uświadamia ile błędw popełniał i takim zwykłym NIE!!! potrafi wyrządzić dziecku psychiczną krzywdę to ma potężne wyrzuty sumienia, ale najważniejsze to widzieć te błędy i nad nimi pracować. Kolejny super post, DZIĘKUJĘ ŻE JESTEŚ

  • Bardzo trudno przełamać się i mówić do dziecka w pozytywny sposób – gdy byliśmy wychowywani słysząc ciagle – nie rób , nie biegaj , nie ubrudź się. Ale okazuje się , że lepiej dawać pozytywne komunikaty czego oczekujemy , a pozbyć się negatywnych – czego nie chcemy. Nasz mózg nie słyszy słowa nie – to co słyszy? -brudź się , przewróć się , płacz itp.

  • Me

    Czy ktoś może mi poradzić jak mam komunikować sie z 23mies chłopcem, który jesli mowię „uważaj jeżdżąc autem koło telewizora możesz go niechcący zrzucić” patrzy na mnie i robi swoje? Kiedy mowię „kochanie, ciuchcie sie rozłączaja/wykolejaja bo jest ich zbyt wiele, może zrobimy z nich dwa pociągi” rzuca pociągiem w podłogę, rozwala tory i drze sie jak by go ktoś ze skory obdzieral? Jesli zabiera koledze zabawkę i mowię „Kamilowi będzie przykro jak mu zabierzesz samochód, jak on skończy sie nim bawić wtedy Ci go da” a on dalej wyrywa autko, drze sie i kopie i uderza wszystko do okola w akcie złości?? Itd itd Dodam tylko ze nie widzi takiego zachowania ani w domu ani w przedszkolu ani telewizji bo takiej nie oglądamy. Do dziecka jak i do siebie odnosimy sie kulturalnie i w sposób spokojny. Dziecko ma dużo miłości i staramy sie słuchać jego potrzeb. Dziękuje za poradę.

    • mamcia

      Próbowaliście zabawy w biegam i krzyczę? Drastyczna, ale działa

    • Mama A

      Moja robi to samo >> Tlumaczenie ze sie popsulo poczekaj chwile jest ryk co ma kolo siebie leci i po podlodze sie tarza a na spacerze zamiast na chodniu woli na jezdnie uciekac …

    • Natalia

      Po pierwsze: daj mu poeksperymentować. Niekoniecznie z jazdą obok TV, bo faktycznie może spaść. Ale już z pociągiem, który się rozłącza, bo jest za długi – jak najbardziej. Sam zauważy w końcu dlaczego pociąg nie jedzie tak, jak powinien. Możesz ewentualnie delikatnie podpowiedzieć, ale nie rób nic na siłę. Dzieci muszą się uczyć na własnych błędach i samodzielnie dochodzić do rozwiązań, to wspaniała frajda i lekcja na całe życie.

      Z zabieraniem / niezabieraniem zabawek podobnie. Obaj koledzy nauczą się czegoś z takiej lekcji. Jeśli Twój synek zabierze Kamilowi zabawkę, to Kamil ma 2 wyjścia: odebrać z powrotem zabawkę (i bawić się z Twoim synkiem lub odwrócić się na pięcie i nie chceć mieć z nim nic do czynienia) lub pozostać biernym i nie walczyć o swoje. Cokolwiek Kamil zrobi, obaj się czegoś nauczą.
      Oczywiście możesz (i powinnaś) skomentować to, co zaszło między chłopcami, ale nie musi być to w danej chwili. Czyli nie ingeruj w ich zachowanie. Raczej omów to później (ale koniecznie tego samego dnia). Będzie to podwójna lekcja.

      Myślę, że Twój synek przechodzi sławetny bunt dwulatka. Spokojem i delikatnością przejdziecie przez to obronną ręką.
      Polecam lekturę „Mądrzy rodzice” Margot Sunderland. Wspaniała książka, pomogła mi zachować spokój w sytuacjach jakie opisujesz. Dziś synek jest mega radosnym i zrównoważonym dzieckiem (ma 2l 9 mies). Powodzenia 🙂

  • Ela

    Co to znaczy Nie wycinaj swojemu dziecku kolejnej lotki ?

Polub nas, bedzie fajnie :)
Polubila(e)s? Kliknij tutaj aby sie wiecej nie wyswietlalo.
Przeczytaj inne:
Wystraszone małe dziecko
Rzeczy, których nie znoszę, a jednak serwuję je swoim dzieciom. Cz. 2 – szarpanie, bagatelizowanie i brak uwagi, straszenie

Rodzicielskiego rachunku sumienia ciąg dalszy. Pierwszą część na temat krzyku, kłamstwa obrażania i manipulacji, znajdziecie tutaj. Dzisiaj o kilku, mniej...

Zamknij