Święta Bożego Narodzenia zawsze przywołują moje wspomnienia związane z dniem, w którym w naszym domu miała pojawić się Zuzia. Wytęskniona, wyczekana, wymarzona Istotka. Wcielona Miłość…

To był początek mojej narciarskiej przygody. Byliśmy z J.J-em w Szpindlerowym Młynie i właśnie tam Zuzia zakomunikowała, że jest z nami.

Świat pokrywał biały puch, na ulicach skrzyły się świąteczne dekoracje a ludzie jakby życzliwiej uśmiechali się do siebie. Nigdy nie zapomnę tej chwili kiedy na teście ciążowym pojawiły się dwie kreski. To uczucie nieporównywalne z żadnym innym. W jednej sekundzie cały świat stanął na głowie. Czułam w sobie tak niesamowite szczęście i podniecenie, że łzy płynęły mi stróżkami po policzkach. J.J przytulił mnie wtedy mocno, a ja wiedziałam, że otwierają się przed nami nowe drzwi. Jesteśmy Rodzicami!

Już wcześniej marzyliśmy o tym, żeby nasze dzieci rodziły się w ciepłych ścianach domu z dala od szpitala, pośpiechu, rażących świateł. Właśnie nadszedł czas by rozpocząć przygotowania. Kupiliśmy niewielki domek na Kaszubach w otulinie Parku Krajobrazowego Doliny Słupi. Znaleźliśmy położną i podjęliśmy wszelkie kroki aby Zuzia urodziła się w domu. Byłam zdrowa, miałam idealne wyniki, Zuzia rozwijała się świetnie, wszystko szło zgodnie z naszymi planami. Kiedy rozpoczął się poród nasz dom i nasze serca były gotowe na powitanie Córeczki. Niestety po kilkunastu godzinach porodu, położna zdecydowała żeby jechać do szpitala. Ja byłam już bardzo zmęczona, miałam silne bóle a rozwarcia jakoś nie było. W szpitalu okazało się że Zuzia jest duża i w grę wchodzi tylko cesarka. Tak przyszedł na świat pierwszy Owoc naszej Miłości. Szkoda, że nie w domu. Teraz nasza mała 4 letnia Córeczka jest już duża, bo jak ciągle powtarza: “Mamo jak się ma trzy latka to jest się małą ale jak się ma cztery to już jest się dużą”. Tak Zuziu, jesteś naszym Największym szczęściem! Dzięki Tobie i Kubusiowi Boże Narodzenie trwa u nas cały rok.

Domowe porody mają coraz więcej zwolenników. Może to kwestia mody, a może zaczynamy dostrzegać, że poród to nie choroba, więc kiedy ciąża przebiega bez zakłóceń hospitalizacja nie jest konieczna. Niestety, problemem ciągle pozostaje opieka położnej. Położnych do domowych porodów w Polsce jest stosunkowo niewiele, a jeżeli już się taka znajdzie gdzieś w pobliżu to barierą często jest koszt opieki.

U nas wyglądało to tak:

– dodatkowe badania w czasie ciąży i tuż przed porodem ok 500 PLN
– każdorazowa wizyta położnej przed porodem to 150 PLN + koszty dojazdu – u nas były dwie, czyli w sumie jakieś 450 PLN
– dodatkowe zakupy tj. podkłady, folia zabezpieczająca, termofor itp. około 100 PLN
– sam poród + jedna wizyta po porodzie to koszt 3000 PLN

W sumie trzeba liczyć jakieś 4500 PLN.

To sporo, biorąc pod uwagę że wyprawka dla noworodka również do najtańszych nie należy.

Dobre zdrowie, idealne wyniki, ciąża bez powikłań oraz szpital w takiej odległości od domu aby można było tam dotrzeć w przeciągu 30 min, to kolejne warunki, które trzeba spełnić myśląc o porodzie domowym. Wszystko po to żebyby było bezpiecznie dla mamy i maluszka.

Każda z nas podejmuje decyzję gdzie i jak chce rodzić. Warto jednak przynajmniej rozważyć możliwość porodu w domu. Dlaczego? Ponieważ:

– to najlepsze środowisko dla naszego maleństwa
– tutaj nawet otaczające bakterie są przyjazne, gdyż przez okres ciąży dziecko “przyzwyczaiło” się do nich
– nie musisz się śpieszyć bo nikt nie czeka w kolejce
– bez oksytocyny, bez białego światła, które wali po oczach maluszkowi
– bez wyrywania dziecka z ramion matki i natychmiastowego odcinania pępowiny, bo trzeba szybko je umyć, zmierzyć, zważyć, opisać i zdążyć zanim kawa przestygnie

Najważniejsze jednak, byśmy wiedziały, że to my rodzimy i mamy prawo podjąć decyzję jak. Życzę odważnych i rozważnych decyzji.

A wy co sądzicie na temat miejsca i sposobów rodzenia?

 

  • Ciążowe Zachcianki

    Doskonale rozumiem rodziców, którzy decydują się na poród w domu. Ja jednak nie jestem do końca przekonana. Zawsze jest ryzyko. W ciąży nie miałam dobrych wyników więc nawet o tym nie myślałam. Żadna z moich znajomych nie rodziła w domu, choć wiem, że trend się zmienia. Myślę, że każda kobieta powinna sama o tym zdecydować.

    • Poród domowy to jednak ciągle jeszcze „nowość”, „coś niezwykłego” choć przecież jest najbardziej zwyczajną rzeczą od tysięcy lat. Przekonywano nas przez kilkadziesiąt lat, że normalnie kobieta rodzi w szpitalu i tak płyniemy na tym przekonaniu. Oczywiście, że kiedy są jakiekolwiek przeciwwskazania to nie ma dyskusji. Zdrowie i życie mamy i dziecka jest najważniejsze. My mamy kilka znajomych mam, które rodziły w domu. Pamiętam moje zaskoczenie kiedy jedna z nich rano urodziła córeczkę a popołudniu już robiła znajomym herbatę. To było niesamowite i takie zwyczajne:)

  • Ciążowe Zachcianki

    Zgadzam się z Tobą, że poród szpitalny zajął miejsce porodu domowego, który przez tysiące lat był czymś naturalnym. Cóż, wszystko zależy od kobiety i jej decyzji:)

  • Maria

    Agnieszko ja urodziłam się w domu, było to bardzo dawno temu. Niestety miłość do matki nie jest przez to większa, ponieważ wychowywała mnie babcia to z nią byłam bardziej związana emocjonalnie.

    • Marysiu, to oczywiste że poród w domu nie zastąpi relacji matki z dzieckiem w dalszych okresach rozwoju i wychowania. Niemniej uważam, że ta pierwsza bliskość niemowlęcia z matką tuż po urodzeniu ma ogromne znaczenie. Dziecko niejako wyrwane z łona matki przeżywa ogromny stres. Zapewnienie noworodkowi, możliwie najszybciej, kontakt z ciepłem jej ciała, zapachem, rytmicznym biciem serca, w które wsłuchiwało się przez pierwsze miesiące życia, sprawia że traumatyczne doświadczenie oderwania poprzez poród nie przedłuża się. Pozdrawiam Cię serdecznie.

  • Joanna

    Kobietki, ja zdecydowanie jestem za porodem w szpitalu. Co zrobić w warunkach domowych gdy zanika dziecku tętno w czasie akcji porodowej, a kobieta nawet o tym nie wie, bo nie jest podłączona pod KTG? Co w sytuacji, kiedy okazuje się, że kobieta nie ma już dłużej siły przeć? Co, jeśli podczas porodu krocze ulegnie rozerwaniu? Zawsze można powiedzieć, że wtedy jak najszybciej trzeba udać się do szpitala. Ale może być niestety za późno. I jest to zdecydowanie większy stres niż gdyby od początku być w szpitalu. Poza tym, kto zbada dziecko, obejrzy, zaszczepi? To zbyt ważny moment w życiu, żeby ryzykować.

    • Joanno, chyba właśnie o to chodzi, żeby każda z nas robiła to do czego ma wewnętrzne przekonanie. Jeśli pozwolisz odpowiem jednak na Twoje pytania, bo sama je(oraz setki innych) przed porodem domowym zadawałam swojej położnej. Położna jest zaopatrzona w sprzęt do KTG i tętno dziecka jest badane bardzo często. Co do parcia. Kiedy już byłam w szpitalu i rodziłam moją córkę już na finiszu, (Zuzi było już widać główkę) okazało się ze źle wstawiła się w kanał. Lekarz, dosłownie, wepchnął ją z powrotem i kazał przygotować salę do cesarki, Czekałam z silnymi bólami partymi jakieś 45minut. W tym czasie można spokojnie dojechać do szpitala. Jeżeli w czasie porodu, krocze ulega rozerwaniu, położna je zszywa. Jeżeli jest konieczność to nawet nacina krocze. Przed porodem informuje się lekarza pediatrę i lekarza rodzinnego o zamiarze rodzenia w domu. Lekarz przyjeżdża po porodzie do domu. Szczepi się w przychodni. To tyle z mojego podwórka. Pozdrawiam

  • ALICJA

    Nikt matce dziecka nie wyrywa po porodzie tylko przez 2 h sobie leżą razem. Dzieciątko utulone i nakarmione przez mamę. Wiec to mit porodu w szpitalu. Urodziłam w szpitalu nie żałuję . Dlaczego? Po porodzie okazało się że mam krwotok bo łożysko nie urodziło się w całości. Gdyby nie szybki zabieg transfuzja itp dziś nie pisałabym tego komentarza.

    • Alicjo, najważniejsze, że wszystko dobrze się skończyło. Ja osobiście nie znam szpitala, w którym by zaraz po porodzie oddano matce dziecko, chyba że na chwilkę. Normą jest, że dziecko się zabiera, myje, mierzy, waży, aplikuje jakieś witaminy. To, według mnie, dzieje się w tej najważniejszej chwili, kiedy dziecko odczuwa największy stres związany z opuszczeniem łona i powinno być przy mamie. Cieszę się, że w Twoim przypadku było inaczej. Pozdrawiam serdecznie.

      • Bogusia

        Jestem położną i nie zgadzam się z panią. Pracuję w powiatowym szpitalu. Tutaj po porodzie dziecko nie jest wyrywane matce, tylko razem sobie leżą i cieszą się sobą. W dzisiejszych czasach naprawdę dba się o komfort matki i dziecka. Nie rozumiem czemu powtarzane są te historie sprzed lat, kiedy noworodki były przynoszone jedynie do karmienia? Są plany porodu, kobieta decyduje jak ma wyglądać jej pobyt w szpitalu, na wszystko musi wyrazić zgodę, może odmówić, o wszystkim jest informowana. Pozdrawiam

        • To prawda, że dzisiaj zupełnie inaczej to wygląda, niż za czasów choćby mojej mamy. Nigdzie nie napisałam, że noworodki są przynoszone tylko do karmienia, Mówię o chwili zaraz po opuszczeniu przez dziecko łona matki. Aby wtedy dziecko mogło pobyć dłużej z mamą, jeszcze przed myciem, warzeniem, mierzeniem.

        • Andzia

          Ja rodziłam dwa lata temu. W szpitalu w którym ja byłam nie chciano wpuścić do mnie mojego męża i stał na schodach („zadzwonimy jak będzie 5 cm rozwarcia i porządne skurcze”), sączyły mi się wody po USG lekarz wiedział, że już ich nie mam a mi o tym w ogóle nie powiedziano, zostawiono mnie tak całą noc i rano podano oksytocyna która zaczęła spowalniać dziecku tętno więc mnie szybko odłączono z twierdzeniem „może sama się skurczy” Po godzinie podłączono mnie znowu wtedy na szczęście nic się dziecku nie działo i tak chodziłam 4 godz po czym zrobiono mi CC. Dziecko od razu zabrane nawet go dobrze nie widziałam 🙁 tylko tak „w locie”… Przyniesiono mi go dopiero po dwóch godzinach… Więc proszę nie mówić, że to są jakieś stare stereotypy po wcale nie ma dużo szpitali w których jest tak „kolorowo”

        • Agata

          Rodziłam 2 lata temu. Po porodzie dostałam córkę dosłownie na 30 sekund (wcześniej już ją zważyli, umyli i otulili tak że widziałam tylko główkę). Urodziłam o 2;40 w nocy a dziecko dostałam po 10 rano… Ot komfortowo.

      • Katarzyna Markowska

        Zapraszam do nas do Lublina u nas dzieciaczki są z matkami nawet po cesarce 🙂

    • karolka

      chyba tylko po naturalnym, po cesarce tylko pokaza Ci dziecko i zabiora, przynosza dopiero na karmienie, nikt po cesarce Ci nie polozy dziecka na piersi, itd.. zapomnij…

  • Katarzyna Markowska

    Gratuluję zdrowego bobasa 🙂 i przedewszystkim odwagi jestem połżna i nigdy w życiu nie zdecydowałabym się na poród domowy nawet z najlepsząpołożną jaką znam i gdybym mieszkała na przeciwko szpitala i mieła rewelacyjne wyniki w ciąży. Stan zarówno rodzącej jak i dziecka w łonie matki może w ciągu minut-sekund zmienić się tak diametralnie, że w szpitalu ciężko jest o szybką reakcję- przewiezienie rodzącej na salę operacyjną. W momencie zakleszczenia dziecka- w przypadku złego wstawiania się, odklejenia łożyska przy bólach partych czy różne inne nagłe sytuacje wymagające natychmiastowej reakcji są strasznie groźne dla kobiety rodzącej w szpitalu a co dopiero w domu. Jeszcze raz gratuluje zdrowego dziecka i życzę szczęścia. A inne kobiety przestrzegam zastanówcie się bo życie jest kruche i należy podchodzić do niego ostrożnie i z troską.
    Proponuję dobrą szkołę rodzenia i umówioną położną czy duolę do porodu i opieki po porodowej.

  • Aleksandra

    Mimo całej nieprzyjemnej atmosfery jaka panuje w szpitalu, nigdy nie zdecydowałabym się na poród w domu… przede wszystkim z powodu, o którym i Ty piszesz – nie wyobrażam sobie męczyć się kilkanaście godzin, by potem i tak się spakować i na ostatnią chwilę gnać do szpitala. Mimo wszystko w szpitalu czułam się bezpieczniej, niż gdybym miała rodzić moją dwójkę w domu… Poza tym to tak naprawdę tylko miejsce, tylko ściany, a i tak najważniejsze jest to, kto jest przy Tobie. Przy mnie w szpitalu był mąż tak samo jak byłoby w domu i to było najważniejsze, a nie fakt, w jakich ścianach rodzę. 🙂
    Niemniej jednak każda mama ma prawo wyboru i ja tego nie kwestionuję.

  • Aleksandra

    Mam identyczne zdanie. Poród jest wydarzeniem, którego nie da się przewidzieć w 100% (choć wiele przyszłych mam, myśli, że się da). Właśnie dlatego dla mnie porody domowe nie są dobrym pomysłem.

  • Pingback: Międzynarodowy ranking blogów parentingowych | Blogodzinka.pl blog parentingowy()

  • Magda N.

    Koszty są ogromne,jednak poczucie komfortu i bezpieczeństwa przeważa. Szkoda,że w Polsce nie ma takiego wyboru,jak w Holandii. Tam poród w domu jest darmowy,a za szpital się płaci.

Polub nas, bedzie fajnie :)
Polubila(e)s? Kliknij tutaj aby sie wiecej nie wyswietlalo.
Przeczytaj inne:
Śniadanie w parku z Seebloggers Sopot
See Bloggers – kończę z blogowaniem

Blogowanie nie ma sensu, jest odrealnione i wirtualne. Mocno separuje od rzeczywistego świata, od jego pociech i smutków. Kradnie mnóstwo...

Zamknij