Kiedy spotykam rodziców dzieci z którymi przyjaźni się nasza córka, często rozmowy schodzą na tor sukcesów odnoszonych przez pociechy. Każdy z niekrytą dumą i radością, chwali się osiągnięciami oraz umiejętnościami swojego dziecka. Któż z nas rodziców, przynajmniej raz tego nie zrobił?

Co to jest sukces?

Znalazłam ciekawe wyjaśnienie w Wikipedii:
Sukces – działanie na najwyższym poziomie możliwości jednostki, w kierunku spełnienia jej marzeń i pragnień przy jednoczesnym zachowaniu równowagi pomiędzy wszystkimi płaszczyznami życia.

Działanie na najwyższym poziomie możliwości dziecka

Codziennie, patrząc na moją prawie 5 letnią córkę, widzę w niej zwycięzcę. Ma w sobie wszelkie zadatki na to, by w życiu odnosić sukcesy. Każda jej cecha, w większym lub mniejszym stopniu, decyduje o tym. Nawet jej obecny kryzys, na który składa się spory ładunek agresywnych zachowań oraz irytacji, prowadzi ją do osiągnięcia sukcesu. Jest indywidualistką, ma swoje zdanie, nie da się łatwo przekabacić.
Zauważam jednak, jak niezwykle ważne jest uszanowanie jej możliwości. Stworzenie warunków, by te możliwości mogła realizować na najwyższym dla niej poziomie. Nie na poziomie moich oczekiwań!

Szacunek dla granic dziecka

Kiedy siadamy popołudniami przy kybordzie jest we mnie pokusa, żeby Zuzia ćwiczyła pół godziny dziennie. Ale pomimo jej pełnego pasji zaangażowania w swój rozwój muzyczny, są dni gdy jej najwyższy poziom możliwości to 5 minut. Innego dnia to może być 40 minut. Niekiedy zagra jeden utwór i już osiąga szczyt. Podobnie jest z rysowaniem, pisaniem, czytaniem, jazdą na rowerze, lepieniem czy inną pracą-zabawą. Uczę się szanować granice możliwości mojego dziecka. Bywa tak, że nie chce iść do przedszkola czy na lekcję muzyki, albo wskoczyć wieczorem pod prysznic. Pozwalam jej na to. Dlaczego ? Ponieważ ja sama czasem nie mam ochoty na napisanie artykułu, umycie włosów czy wyszorowanie łazienki. Przekładam to na kolejny dzień i świat się nie wali. Moja córka, wbrew przestrogom mądrzejszych, że stanie się leniwa i będzie wykorzystywała moje ustępstwa, wcale tego nie robi. Wręcz przeciwnie. Kiedy odpocznie, wyśpi się, wyluzuje, ma później więcej energii. Dziecko przecież też ma prawo być zmęczone, wybrać to co dziś wolałoby robić, czy po prostu mieć słabszy dzień.

Kierunek sukcesu – spełnianie marzeń i pragnień

Kiedyś spotkałam się u Platona bodajże, z takim porównaniem.

Nasze życie jest powozem zaprzęgniętym w konie, którymi powozi woźnica. Woźnica to rozum, a konie to emocje, pragnienia, pasje czyli siła, która ciągnie do przodu. Woźnica ma za zadanie nadawać kierunek jazdy, ale to konie ciągną powóz ku wyznaczonym przez woźnicę celom. Gdybyśmy zaprzęgli woźnicę do powozu, a konie posadzili na ławce i kazali powozić, aż strach pomyśleć co byłoby dalej. Woźnica padłby z przemęczenia. Konie oszalały, przytłoczone własną energią. A wóz ? Ten, co najwyżej, mógłby posłużyć za podporę dla jakiegoś pnącza, bo na pewno sam nigdzie by nie zajechał.. Żaden cel nie zostałby osiągnięty, pomimo wyczerpania całej ekipy.

Kiedy nasze dziecko mając niespełna trzy lata oznajmiło nam: “ja chcę glać i śpiewać” i kazało włączać piosenki, które z uporem maniaka powtarzało, kołysząc się do rytmu, czym prędzej zapisaliśmy je do szkoły muzycznej. Nie wiedzieliśmy gdzie ta droga nas zaprowadzi. Rumaki się rwały do galopu, mały woźnica wziął sobie do pomocy dużego i razem pojechali. Dzisiaj coraz częściej duży woźnica wyskakuje z powozu, bo mały coraz rozsądniej, choć po swojemu kieruje rumakami. Jasne, zawsze jest ryzyko wywrotki, ale “kto nie ryzykuje, ten nie ma”. Zaangażowanie, odnoszone sukcesy i radość jaka temu towarzyszy wskazują raczej na zasadność takiej decyzji.

Niech rumaki gnają… I tak naprawdę nie chodzi o to, żeby została wspaniałą wiolonczelistką czy tancerką, raczej by energia i zamiłowania jakie nosi w sobie przynosiły jej radość i poczucie spełnienia.
Mam nadzieję, że dzięki przestrzeni jaką jej zostawiamy, małymi kroczkami będzie uczyła się mądrego zachowania równowagi pomiędzy takim płaszczyznami życia jak, praca, zabawa, odpoczynek, pasje.

To kim ja jestem wpływa na sukces mojego dziecka

Zauważam, że to kim ja jestem, ma ogromne znaczenie dla rozwoju mojego dziecka. I nie chodzi mi tutaj o to, że jestem mamą, freelancerem, czy honorowym obywatelem Pacanowa. O wiele ważniejsze są moje zainteresowania. To za czym przepadam, a czego nie lubię. Mój stosunek do otaczającego świata, wartości jakie wyznaję. Moja gotowość do wykonania rzeczy, którą uważam za słuszną oraz odrzucenia wykonania tej, która jest dla mnie nie do przyjęcia lub zupełnie nie istotna w tej chwili.
Czas na pracę, odpoczynek, zabawy z dziećmi, chwile przyjemności, wyjazd tylko z mężem do kina – to rytm mojego szczęśliwego życia.
Wydaj mi się, że wcale nie muszę za daleko odchodzić od tego kim jestem, aby stawać się idealnym rodzicem. Nie muszę spełniać czyiś kryteriów ‘dobrego rodzica”. Nie wiem jak u was, ale we mnie takie zapędy zawsze wprowadzają wewnętrzny zamęt. Poza tym taką postawą uczymy nasze dzieci, że to kim są nie wystarcza, że muszą być inne, aby być dobre.

Moja akceptacja siebie pomoże zaakceptować siebie samego mojemu dziecku, pomoże odnieść mu sukces. Ważne by mieć dobre zdanie o własnych zdolnościach i nie obwiniać się za porażki, bo przecież nikt nie jest doskonały.
Pamiętam wiele momentów w których moja córka, rysując coś czy grając była niezadowolona, bo nie wyszło jej to perfekcyjnie. Potrafiła nawet rzucić kredką lub pognieść rysunek. Nie robiłam z tego larum, w takich chwilach trochę mimochodem mówiłam tylko, że każdy rysuje, gra tak jak umie i to jest fajne. Początkowo jakby mnie nie słyszała. Przedwczoraj, gdy jej coś wyszło nie tak doskonale jakby chciała, powiedziała do taty: Wiesz tato, każdy rysuje tak jak umie 🙂 Spojrzałam na rysunek, był naprawdę dobry, coś tylko lekko “wyjechane” na czerwono i nasza Zuzia pogodzona z tą niedoskonałą, “wyjechaną” linią. Bezcenny widok. Znowu miałam oczy pełne łez…

Mam swoje słabości i moje dziecko to widzi – akceptacja słabości pomaga odnosić sukcesy

Zauważam taką tendencję u siebie, że z jednej strony nie przyznaję się do swojej doskonałości, z drugiej zaś często nie jestem gotowa, by przyznać się do swoich słabości. Kiedy mój syn zrzucił komputer na podłogę, a ja na niego krzyknęłam – to moja słabość. Straciłam przecież panowanie nad sobą i poddałam się impulsowi, by rozładować frustrację. Mam pokusę, by się usprawiedliwić i powiedzieć: “większość rodziców  zareagowałaby taka samo na moim miejscu”. Tym samym nie uważać tego za oznakę słabości. Kiedy nie przyznam się, że to moja słabość, która może powtórzy się jeszcze wiele razy, nie znajdę sposobu, aby się nie powtórzyła, bo nie będę go szukać.
Coraz częściej, gdy zdarzy mi się krzyknąć na moje dziecko, oglądać telewizję na leżąco, choć dzieci uczę, że to psuje oczy i kręgosłup, pokłócić się z mężem, rozmawiam o tym z dziećmi. Mówię im, że to moje słabsze strony, słabsze dni, że się uczę i czasem mi nie wychodzi. I co bardzo ważne, że to nie jest ich wina. Bo dziecko, niestety większość winy za nasze słabości, przypisuje sobie, jeśli nie otrzyma jasnego komunikatu, że nie jest winne. Nie wstydzę się z nimi o tym rozmawiać.

My dorośli często tłumaczymy się, że dziecko czegoś nie rozumie, nie zauważa, czy nie słyszy. Ono jednak wszystko świetnie widzi, słyszy i rozumie, jeżeli tylko zechcemy się pochylić i mu wytłumaczyć. Patrząc na przykład mamy i taty z czasem zaakceptuje “wyjechaną czerwoną kreskę” czy źle zagrane gamy.
Wtedy będzie umiało się cieszyć również swoimi sukcesami.

Każdy urodził się by odnieść sukces

Wczoraj wypisałam sobie jakie sukcesy udało mi się odnieść w życiu. Jest ich sporo, tyleż samo, a może jeszcze więcej przede mną. Tuż obok sukcesy mojego męża, naszych dzieci. Wierzę w nie. Jestem przekonana, że każdy z nas urodził się po to by odnosić w życiu sukcesy.
Nasze dzieci, odnoszące sukcesy z biegiem czasu, staną się odnoszącymi sukcesy dorosłymi. Tacy dorośli posiadają silne poczucie godności i własnej wartości. Uczenie się wciąż nowych rzeczy oraz przebywanie z tymi, których kochają przynosi im ogromną radość. Mają dobrze ukształtowany charakter, zasady moralne i wartości. Są szczęśliwi!

Tego warto życzyć sobie nawzajem i zrobić wszystko aby cel osiągnąć.

Podobne Posty

  • blaadynka

    i właśnie widać jak ludziom potrzebna jest odrobina psychologii,nie wiedzą że kiedy dadzą dzieciom więcej swojego zdania to one własnie tym bardziej nie wyrosną na leniwych,wręcz przeciwnie, nie nabędą np.w ten sposób obsesji na punkcie czegoś..wczoraj ktos udostepnił ciekawy text cytuje..a rodzice nawet nie zdają sobie sprawy,ile przezyły ich dzieci.I najgorszy jest ten brak wiedzy,tylko zakazują,nakazują,nie zdając sobie sprawy jak piszesz że to dziecko to też człowiek i może nie mieć na coś ochoty,wiec wnioskuje ze w szkołach już podstawowych powinien być przedmiot z psychologii

    • Nakazy i zakazy są wygodne i to stwierdzenie, „ma tak być i już”. Po co się wysilać..

  • Ten etap jeszcze przed nami, ale czterolatki do szkoły muzycznej bym nie zapisała 🙂 Chyba, ze to byłaby nauka przez zabawę. Ja sama zaczęłam ją w wieku 6 lat i wystarczyło… Wcześniej kluby malucha czy zajęcia z rytmiki… Dlaczego? Widziałam chłopca pragnącego grać na skrzypcach, który trafił jako czterolatek na nauczyciela, któy chciał z niego zrobić wirtuoza i po niecałym roku zrezygnował…

    • To jest nauka przez zabawę,świetne zajęcia. Oczywiście to każdego indywidualny wybór. Obserwuję takie dwa trendy, albo wszystkie dni zajęcia dodatkowe dla dziecka, albo nic. Wydaje mi się, że trzeba szukać złotego środka, który będzie odpowiedzią na potrzeby i pragnienia dziecka ,a nie realizacją ambicji rodziców. Kiedy zaczynaliśmy Zuzia nie chodziła do przedszkola i nie mogła się doczekać kolejnego tygodnia w którym spotka się z dziećmi.

      • No to git. Ważne, żeby nie targać dziecka na siłę 😀

        U nas na pewno ograniczeniem będzie lokalizacja. Mam nadzieję, że w przedszkolu jakieś sensowne zajęcia sie trafią 😀

  • Brawo! Ja bardzo chciałabym zrobić wszystko, żeby Młody miał swoje zdanie, żeby dążył do wyznaczonych przez SIEBIE celów, a nie celów moich czy kogoś innego. 🙂

  • beata

    Agnieszko zaintrygowal mnie tytul i musialam przeczytac. Wiele fajnych porad. Po prostu zaakceptujmy samego siebie, a dalej do sukcesu pojdzie nam z gorki tj nie zauwazymy, ze mamy pod gorke. pozdrawiam serdecznie Beata

    • Kurcze, żeby z tą akceptacją siebie jeszcze było tak prosto…

  • Zostawiać przestrzeń dziecku, nie zamęczyć go naszym wychowywaniem – jak dla mnie bardzo ważna rzecz.
    P.S W zagonieniu zapomniałam podziękować za niespodziankę – herbata w niej smakuje wybornie 🙂

    • „Nie zamęczyć go naszym wychowaniem”, bardzo fajnie powiedziane i jakie ważne. Cieszymy się że dotarło bez uszczerbku:}

  • Bardzo mi się podoba. Też jestem zdania, że tak jak nam od dzieci, tak i dzieciom od nas należą się czasem przeprosiny.

    • Też tak uważam. Niekiedy traktujemy dzieci tak, jakby nie potrzebowały przeprosin, a przecież one też saąludźmi, tez mają uczucia.

  • Kasia

    Bardzo dziekuje za ten wpis.Dzieki niemu zrozumialam cos waznego, co nie dawalo mi do tej pory spokojnie odetchnac.Kasia

    • Kasiu, bardzo się cieszę, że moglaś skorzystać. Takie komentarze sprawiają, że warto pisać, dzięki i powodzenia.

  • aga

    Bardzo dobry tekst

  • Anna

    Bardzo dobry tekst i bardzo za niego dziękuję! Daje dużo do myślenia. Pozdrawiam

  • Pingback: Jak pozytywnie dyscyplinować dziecko » Blogodzinka.pl()

  • Bardzo lubię Twoje wpisy, wiesz? Naprawdę mądrze piszesz!

    • Asiu, dziękuję Ci bardzo. Takie komentarze dają mi dodatkową motywację do tego, aby się dzielić. Zgłębianie wiedzy na temat rozwoju człowieka, dziecka to trochę moja pasja, która pomaga również w codziennym życiu. Mam nadzieję, że innym choć trochę się przyda, pozwoli zatrzymać się, a może nawet coś zmienić. Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie i koniecznie muszę do Ciebie zajrzeć, bo Zuzia ma niedługo urodziny i potrzebuje inspiracji 🙂

      • Agnieszko, nie ma za co dziękować – naprawdę jesteś ostatnio moim parentingowym odkryciem, a już trochę wątpiłam w to, że znajdę w tej kategorii jeszcze coś ciekawego. A do mnie oczywiście zapraszam, co prawda jakiegoś wpisu dedykowanego 4-5 latkom nie mam, ale mam nadzieję, że wśród ogólnych dziecięcych propozycji znajdziesz coś ciekawego. Pozdrawiam serdecznie!

  • Gosia

    Mój synek ma 19 misięcy jest totalnym wulkanem energii, a ja totalnie nie mam pojęcia co z nim robić, jest go wszędzie pełno ciągle biega, coś otwiera, coś bierze do rączek albo wycha do buzi, czasem na niego krzyknę, bo kiedy mówię normalnie to jakby mnie nie było, a jak krzyknę to zwraca uwagę, i nie ma problemów ze słuchem. Mam nadzieję że i ja nauczę się panować nad sobą, a dzięki takim wpisom jak Twój ciąglę uczę sie czegoś nowego.

  • lila

    Polecam stronę z zajęciami dodatkowymi dla dzieci z Lublina
    http://www.dobrystart.lublin.pl

  • Agnieszka Siołek

    Piękny tekst. Dużo w nim mądrości i ciepła. To, co napisałaś jest mi bardzo bliskie i w pełni podpisuję się pod wszystkim 🙂 Oby więcej takich mądrych Rodziców 😉 Pozdrawiam serdecznie.
    Agnieszka
    http://www.pracowniaedukreacji.pl

Polub nas, bedzie fajnie :)
Polubila(e)s? Kliknij tutaj aby sie wiecej nie wyswietlalo.
Przeczytaj inne:
Przepis na miód z mniszka
Miód z mniszka – płynne złoto! Jak zrobić i na co stosować ?

Kiedy zbliża się maj i złociste główki mniszka lekarskiego rozścielają słoneczne dywany przed nadchodzącym latem, warto się pochylić, zbierać pełnymi...

Zamknij