Są takie zdarzenia, które jawią się jako pechowe, które zakrawają na ironię losu, na które nigdy dobrowolnie bym się nie zgodziła, których nigdy bym nie wybrała. Skradają się jak wilki w owczej skórze, żeby ostatecznie pożreć moją radość i nadzieję.
Kiedy jednak przychodzą i próbuję nabrać do nich odrobiny dystansu, wykrzesać iskrę optymizmu, przemóc rodzący się w sercu żal i poczucie straty nagle, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, przemieniają się w cudowne święto, pełne niespodzianek .
Od jakiegoś miesiąca cieszyłyśmy się z Zuzią na ten dzień. Wieczorami przed zaśnięciem snułyśmy plany, przeglądałyśmy sukienki. Zuzia kilka razy przypominała tacie, że tym razem dziewczyny jadą same i że bardziej wolimy pociągiem niż samochodem. Z niekrytą radością patrzyłam na jej zaangażowanie i podekscytowanie. Przez moją głowę przetaczała się lawina myśli. To już nie jest moja mała Zuzieńka. To już całkiem spora dziewczynka, która ma swoje zdanie, swoje oczekiwania, przemyślenia. Już nie potrzebuje żeby mama trzymała ją za rękę. Świetnie daje sobie radę na własnych nogach, jest mądra, dość krnąbrna, mocno uparta i nadal do schrupania kiedy obsypuje nas swoimi uśmiechami i buziakami. Coraz częściej prowadzimy nasze babskie rozmowy, mamy swoje tajemnice i lubimy być tylko we dwie.
Rodzi się przyjaźń matki i córki. To o czym marzyłam od chwili, gdy po raz pierwszy usłyszałam, że będę miała córeczkę. To, za czym gdzieś w głębi duszy tęskniłam jako dziecko, a co tak do końca nie było mi dane.
W tę niefortunną sobotę miałyśmy obie uczestniczyć w warsztatach fotograficznych Olympusa, a przynajmniej takie miałam przekonanie do godziny 10.50.
Tak jak zaplanowałyśmy, podróż odbyła się pociągiem z atrakcyjną przesiadką w Gdyni, gdzie można było nakarmić gołębie.

Niestety po przybyciu do Cototu, okazało się że warsztaty owszem, ale odbyły się w piątek.

O knedel, przecież to niemożliwe, jak mogłam tak zawalić, jak mogłam nie sprawdzić, że 30 to piątek a nie sobota. Trudno… stało się, z ciężkim sercem, trzeba się z tym pogodzić. Ja to ja, ale to co zobaczyłam na buźce Zuzi, sprawiło że poczułam złość na siebie. Zuzia stała z ustami wygiętymi w podkówkę, a w oczach zbierało się całe morze łez. Przecież miało być tak fajnie, sala zabaw, inne dzieci, piękne zdjęcia, a tu nic nie ma, i nic nie będzie. Na szczęście panie okazały się niezwykle miłe. Zuzia przez chwilę pobawiła się na sali zabaw, a ja zasięgnęłam języka gdzie można fajnie spędzić czas z dzieckiem.
I tu jest to miejsce, w którym pechowy dzień zamienia się w szczęście,
Najpierw wybrałyśmy się na pyszne ciastko do cukierni Sowa. Była bita śmietana, owoce i czekoladowa sówka.
Później przejażdżka tramwajem, który okazała się nie lada atrakcją. Kiedy nie mieszka się w wielkim mieście i praktycznie wszędzie jeździ się samochodem, pociąg i tramwaj to szczyt dziecięcych marzeń:) Jeszcze tylko 500 metrów ze słodkimi i pachnącymi truskawkami i byłyśmy w parku Regana. W sumie to miałyśmy tam spacerować, jeść truskawki i brzoskwinie, wygłupiać się na placu zabaw i gdyby się okazało, że czasu wystarczy, pójść pomoczyć nogi w morzu.
Nasze plany pozostały jednak tylko planami, gdy oczom Zuzi ukazał się kolorowy festyn z okazji Dnia Dziecka.
Dmuchane zamki, statki, zjeżdżalnie, malowanie twarzy, karuzela, gry i zabawy, nagrody, lemoniada, lody mnóstwo dzieci, z którymi można się bawić i mama tylko dla mnie – Zuzia była zachwycona. A po wszystkim ogromna porcja belgijek.
Wracałyśmy zmęczone i szczęśliwe.
To był jeden z tych najwspanialszych pechowych dni życia, w którym , jak w kalejdoskopie, wszystko się rozsypuje by po chwili ułożyć się w nowy, jeszcze piękniejszy wzór.
Przeżyliście takie pechowe dni, które w ostaeczności przyniosła o wiele więcej dobrego, niż mogliście się spodziewać? Podzielcie się.
A Olympusa przepraszamy, że nas nie było, tak widocznie chciał szczęśliwy pech:)

mama i corka 3004-2014-06-02 mama i corka 4006-2014-06-02 mama i corka 5007-2014-06-02 mama i corka 6008-2014-06-02 mama i corka 7009-2014-06-02 mama i corka 8010-2014-06-02 mama i corka 9011-2014-06-02 mama i corka 10012-2014-06-02 mama i corka 11013-2014-06-02 Zuzia w pociągu

  • zielonajagoda

    Agnieszko, pięknie napisane. Jesteś super mamą, i bardzo ważne w życiu jest właśnie to, by umieć zamienić pecha w szczęście. Bardzo mało ludzi to potrafi, wolą być wściekli przez cały dzień i kąsać wszystkich wokoło po kostkach, tylko dlatego że im coś nie wyszło. Pozdrawiam całą rodzinkę.

    • Dzięki Jagódko. to nie zawsze jest takie proste, ale staram się. Pozdrawiamy również Was.

  • „Nie ma tego złego …” jeżeli tylko się chce prawda?

    A opowiem Wam o warsztatach (sesja krk) po czwartku 🙂 (o ile nie pomylę daty 😉 )

  • Pingback: Maria Smith()

Polub nas, bedzie fajnie :)
Polubila(e)s? Kliknij tutaj aby sie wiecej nie wyswietlalo.
Przeczytaj inne:
otyłość u dzieci
Otyłość u dzieci – Polska pierwsza na świecie.

Sama od dziecka zmagam się z nadwagą i wiem jak karkołomne to zadanie, dlatego od chwili narodzin moich dzieci postanowiłam...

Zamknij