Długo odwlekałam ten temat, trochę z obawy przed konsekwencjami prawnymi naszego wyboru, trochę z obawy przed bezlitosną krytyką. Wiedziałam jednak, że przyjdzie taka chwila, w której podzielę się tym doświadczeniem.

Póki co zdecydowaliśmy się nie szczepić naszych dzieci, motywowani przykrymi doświadczeniami powikłań poszczepiennych z “najbliższego podwórka” oraz licznymi badaniami na temat szkodliwości składników pomocniczych zawartych w szczepionkach.

Z tego powodu spotkało mnie bardzo przykre doświadczenie, którym pozwólcie, że podzielę się z wami.

Jestem na sali po pierwszym porodzie. Kto przeżył ten wie, że to nie łatwy czas, bez względu na to czy rodzi się naturalnie czy poprzez cesarskie cięcie. Spada ogromne napięcie związane z pytaniami: czy wszystko pójdzie dobrze, czy dziecko będzie zdrowe, czy zwyczajnie dam radę. Dałam radę, dziecko otrzymało 10/10 pierwsze łzy wzruszenia i szczęścia obeschły już na policzkach. I nagle czuję przytłaczające zmęczenie, nie mam siły utrzymać już dłużej otwartych powiek, jedyne o czym marzę to spokojny głęboki sen.

Po kilku dniach szykuję się do wyjścia, zmęczenie jednak nie mija, czuję się cała obolała.

No nic trzeba się jakoś pozbierać.

Wtedy wchodzi pielęgniarka i rzuca mi zdawkowe: “będziemy szczepić”. Brzmi to tak jakby powiedziała: “gorąco dzisiaj”. I wychodzi. Nie zdążyłam nawet podnieść się z łóżka, a już jej nie było. Zacisnęłam zęby zebrałam wszystkie siły i wyszłam za nią.

– halo, siostro, ale ja nie chcę szczepić mojego dziecka

– jak to pani nie chce, te szczepienia są obowiązkowe

– tak, tak wiem, że tak się nazywają, ale proszę nie szczepić mojego dziecka

Spora konsternacja.

– no dobrze powiem p. doktor, proszę wrócić na salę

Za chwilę zjawia się doktor:

-my mamy obowiązek zaszczepić dziecko. Co pani wymyśla!

-nie wyrażam zgody na to szczepienie

-pani nie ma takiego prawa

-jako matka, mam takie prawo

-ale dlaczego nie chce pani szczepić. Przecież robi pani dziecku krzywdę?

-mam w rodzinie i wśród znajomych przypadki autyzmu poszczepiennego i innych powikłań. Nie mam żadnej pewności co stanie się z moim dzieckiem po tych szczepieniach i na razie nie chcę szczepić.

– ale pani musi zaszczepić, te szczepionki są obowiązkowe i bezpieczne

-dobrze zaszczepię, ale pod warunkiem, że pani doktor da mi na piśmie 100% gwarancji, że u mojego dziecka nie wystąpią żadne powikłania poszczepienne i że skład szczepionki jest bezpieczny

-nikt nie da pani takiej gwarancji

-więc na razie nie będę szczepić mojego dziecka.

Doktor wychodzi, a ja oddycham z ulgą. Jednak nie na długo. Mija może pół godziny i na salę wchodzi szwadron w białych kitlach – 8 osób. W pierwszej chwili myślę, że to studenci, ale nie. Pani doktor zebrała chyba wszystkie lekarskie siły aby wybić głupiej i ciemnej matce jakąś fanaberię, i przekonać, że przecież jeżeli ośmiu lekarzy coś mówi to musi to być prawda.

Najgorsze było to, że stali tak nade mną jak nad skazańcem w ciasnym łańcuszku białych kitlów i strzelając pociskami słów w stylu: “będzie pani gorzko żałować”, “dziecko złapie gruźlice i umrze” albo “żółtaczka uszkodzi mu wątrobę na całe życie” zrobili ze mnie potwora, który chce uśmiercić swoje dziecko. Mimo to nie zaszczepiłam, bo miałam takie prawo i powody.

Kiedy zapytałam znajomych czy wiedzą, że w części szczepionek jest rtęć w dawce dużo większej niż przewiduje norma dla dorosłego człowieka, że jest aluminium, związek toksyczny dla organizmu człowiek nie podjęli tematu.

Niby rozumieli, że nie zaszczepiłam dziecka, ale z tego co wiem nigdy nie pofatygowali się, aby sprawdzić choćby skład szczepionki, którą lekarz podaje ich dzieciom.

Zanim zdecydujemy się aby zaszczepić lub nie nasze dziecko. Warto dać sobie odpowiedź na kilka bardzo ważnych pytań:

Czy mam pewność, że to co otrzymuje moje dziecko jest dla niego najlepsze?

Czy podejmuję wysiłek sprawdzenia składu szczepionki, jej daty przydatności?

Czy znam powikłania jakie mogą wystąpić po szczepieniach?

Czy wiem, że szczepienie można odroczyć np. do ukończenia przez dziecko trzeciego roku życia?

W końcu czy wiem, że mam prawo odmówić szczepienia?

Nie potrafię odpowiedzieć na pytanie czy szczepić dziecko, czy nie. Dzielę się tylko z Wami moją decyzją i doświadczeniem.

Powody za tym, aby szczepić znajdziecie na plakatach, w ulotkach oraz w gabinetach lekarskich. Jeżeli chcecie poznać “drugą stronę medalu” zachęcam, aby zajrzeć na stronę Stopnop. Znajdziecie tam informacje na temat powikłań poszczepiennych, badań, składu szczepionek, interpretację ustawy o szczepieniach, porady prawne, dane statystyczne dotyczące szczepień i chorób zakaźnych oraz szereg innych ważnych informacji.

 

No i w wolnej chwili do posłuchania i przemyślenia:

Szczepić czy nie szczepić dr. Andre Kulisz – wiedzieliście, że można dziecko odtruć po szczepieniu?

 

  • Renata

    Zgadzam się,decyzję zawsze powinna podejmować matka i żaden lekarz nie powinien zmuszać ją do zmiany…Ja już ponad 20 lat,żałuję że zaszczepiłam syna wcześniaka Di-Te-Per…Dziś sama wychowuję leżące dziecko z ciężką postacią dziecięcego porażenia mózgowego…I nie jestem wyjątkiem,po tej szczepionce jest sporo dzieci z mniejszym lub większym porażeniem 🙁

    • Reniu nawet nie wiesz jak mi przykro 🙁
      To cholernie niesprawiedliwe. Informacje o komplikacjach poszczepiennych są często nierzetelne albo żadne, tylko później, kiedy coś się wydarzy pozostaje nam liczyć tylko na siebie. Pozdrawiam i trzymajcie się.

  • Ciążowe Zachcianki

    Ja szanuję decyzję rodziców, którzy szczepią, jak i tych, którzy tego nie robią. Ja szczepiłam nie dlatego, że większość rodziców tak robi. Rozważyłam wszystkie za i przeciw. Najważniejsze jest to, żeby dogłębnie zapoznać się z tematem. Warto o tym pisać i rozmawiać. Super temat!

  • Michał

    To co opowiadasz przeraża.
    Niestety temat szczepień jest bardzo ciężki i jestem ciekaw ilu rodziców zgłębia go chociaż na tyle, aby chociaż przeczytać ulotkę. Czytałem wiele forów, tych za i tych przeciw szczepieniom. Są setki stron na te tematy. Tak jak ktoś już napisał….szczep albo nie, ale rób to z pełną świadomością. A w tym przeszkadzają nam praktyki stosowane przez słuzby zdrowia. Bo żebym musiał pytać o ulotkę i nazwę szczepionki? Żebym sam musiał szukać opisów i składu. I dlaczego w książeczce nie wpisuje się pełnej nazwy szczepionki i jej nr seryjnego? To daje pole do dalszych machlojek w przypadku NOP.
    Osobiście z żoną mieliśmy walkę w domu. W końcu zaszczepiliśmy Infanrixem IPV-DTaP-Hib + pneumokoki (do tych nie udało mi się zdobyć ulotki). W przypadku w/w Infanrixu trzeba być świadomym, że sama nazwa nie mówi nam zbyt wiele, gdyż występują 4 rodzaje tej szczepionki: DTPa, DTPa-IPV, DTPa-IPV-Hib i „sławna” hexa, czyli DTPa-IPV-Hib-HPV.
    Samo podawanie szczepionki to już katorga dla rodzica. Wkłuwanie się w mięsień naszemu 3,5 miesięczniakowi nie jest fajnym przeżyciem. Teraz, 2 dni po szczepieniu modlę się, aby nie wystapiły niepokojące objawy. Wiem, że szczepionkę MMR odpuszczamy. Starszy syn (3.5r) dostał pełen pakiet DTPa-IPV-Hib pneumokoki BCG na 2 latka i MMR. Teraz ma mocną alergię na brzozy wraz z zapaleniem spojówek. Nie mam zielonego pojęcia czy istnieje tu jakiś związek. Średnio co 2 tyg ma katar, ale to pewnie dlatego, że w przedszkolu ciągle siedzą na dworzu (jakakolwiek pogoda by nie była). Czy to przez szczepienie? NIe wiem. Po szczepieniach niegdy nie zauważyliśmy objawów innych niż gorączka. STarszy miał raz prawie 40*C, ale zbiliśmy to Nurofenem. Mały jak już pisałem dostał pierwszą dawkę. W ulotkach pisza, że niepodanie kolejnych dawek może zmniejszyć odporność, ale nie psza, że odpornośc nie będzie występować! Ponadto ulotki z różnych krajów dla tej samej szczepionki podają inne okresy szczepienia. Na ten przykład ulotka dla Infanrix 5 w 1 w USA pozwala szczepic do 5 lat, w EU do 3 lat a polska ulotka zaleca skończyc szczepienia przed ukończeniem 6 miesięcy!

    Jeszcze pytanko odnośnie tego tiomersalu i aluminium. W ulotce znalazłem info nt. 0.5mg Al3+ czy to duzo czy mało. Jaka jest dopuszczalna dawka na noworodka ważącego 6.8kg ?

    • Michał nie czuję się ekspertem aby podawać konkretne cyfry, aluminium w organizmie człowieka to trucizna w każdej dawce. Spróbuj zapytać na stronie STOPNOP.

      A tutaj cytat z http://www.prisonplanet.pl/

      Zaskakującym jest fakt, że pomimo dostępności informacji o wielkości zawartości aluminium w szczepionkach polscy autorzy wstydliwie??? pomijają te dane. I tak w pracy “Skład i bezpieczeństwo szczepionek” autorstwa Marii Mrozińskie, Ewy Bernatowskiej i Ewy Mik nadmienia się co prawda o możliwości występowania aluminium w szczepionkach, to w załączonej tabeli brak jakiejkolwiek informacji na ten temat. Autorki podają występowania histopatologicznego zespołu zwanego MMF [makrofagowe zapalenie powięzi i mięśni] ale jednoznacznie usiłują zbagatelizować ten fakt. Sole glinu zwiększają w mózgu poziom aktywacji gleju, poziom zapalnych cytokin i białka prekursorowego amyloidu. Zarówno normalne starzenie się mózgu jak i choroba Alzheimera wiąże się ze wzrostem stanu zapalnego mózgu. Zależność pomiędzy koncentracją aluminium w wodzie i chorobą Alzheimera została udowodniona . Stwierdzono u szczurów, że po wstrzyknięciu do krwioobiegu aluminium gromadzi się w prążkomózgowiu i towarzyszy temu stan zapalny. Istnieją także dowody na związek aluminium z chorobą Parkinsona. Badania epidemiologiczne wykazały związek pomiędzy narażeniem na aluminium, a wzrostem zachorowań na chorobę Parkinsona [1999]. Gdy myszom wstrzyknięto aluminium w dawkach proporcjonalnych do tych jakie otrzymują ludzie stwierdzono utratę komórek rdzenia kręgowego i kory mózgowej ruchowej oraz deficyt pamięci poznawczej, ataksje i dyzatrię. Neurotoksyczne środowiska aluminium są nadal problemem NIH Public Access Neurotoksycology, PMC 2011 wrzeseiń 01. J.Inora.Biochem, 1999,30 siernia, 76. Ocena zagrożenia zdrowia ludzi narazonych na Aluminium , J. Toxicol,Environ,Health, Crit, rev, 2009,25 listopad, NIH Public access.

      Stwierdzono także, że zniszczenie tkanki nerwowej jest typowe zarówno dla stwardnienia rozsianego jak i choroby Alzhemera. Najciekawsze jest to, że Rząd Stanów Zjednoczonych już w 1991 roku na stronie internetowej http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/1795349 opublikował pracę: “Opinia uwzględnia negatywne skutki aluminium, które zostały zgłoszone w ostatnich latach w tym: choroby Alzheimera, otępienie i nadpobudliwość oraz zaburzenia w uczeniu się dzieci”.

      A nasi pediatrzy podają aluminium bezpośrednio do układu krążenia i twierdzą, że to bez znaczenia i chwalą się, że robią to oczywiście dla dobra dziecka. Pani prof.mgr Lidia Brydak wręcz zachwalała szczepionki mówiąc, że już nie mają rtęci tylko aluminium. Ilu obecnie nauczycieli ma problemy z dziećmi nadpobudliwymi? A dzieci w wieku szkolnym dostają nie jedną ale ok.16 szczepionek. W maju 2011 roku w art. VacTruth podano, że aluminium powoduje reakcję zapalną mózgu i wzrost cytokin w mikrogleju. Wniosek wypłynął z podsumowania prac przeprowadzonych w latach 1994- 2009. Jak twierdzi dr Tomljenovic i Shaw pomimo powyższych faktów dzieci dostają od 14,7 do 49 razy większa dawkę aluminium aniżeli limit wyznaczony przez FDA [bezpieczeństwo pozajelitowych źródeł aluminium od szczepionek w związku z programem obowiązkowych szczepień]. Lekarze pediatrzy coraz częściej stwierdzają, że już ponad 10% dzieci cierpi na astmę, różnego rodzaju alergie oraz na takie przewlekłe choroby jak: cukrzyca,
      reumatoidalne zapalenie stawów, stwardnienie rozsiane, nieswoiste zapalenia jelit, autyzm, które są bezpośrednio związane z występowaniem stanów zapalnych w organizmie.

      W USA DOPUSZCZALNY LIMIT ALUMINIUM NA SZCZEPIONKĘ JEST NASTĘPUJĄCY:
      po urodzeniu dziecko dostaje 73.5 pg/kg masy ciała to jest 1470% więcej aniżeli granice bezpieczeństwa
      1- miesiąc “0” zero aluminium
      2- miesiąc 245 pg/kg – tj. 4900% więcej aniżeli granice bezpieczeństwa.
      4- miesiąc 171,1 pg/kg – tj. 3422% więcej aniżeli granice bezpieczeństwa
      6- miesiąc 161,2 pg/kg – tj. 3224% więcej aniżeli granice bezpieczeństwa.

      Granice bezpieczeństwa wg FDA dla aluminium z pozajelitowego źródła np. szczepionek wynoszą poniżej 5 pg/kg masy ciała na dzień.

      Badania podawane przez FDA stwierdzają, że ilość aluminium wprowadzona do organizmu dziecka w pierwszy roku życia wynosi 4,225 miligramów wg zalecanego schematu szczepień. Dla przypomnienia dzienna dawka tej toksyny nie może przekraczać 5pg/kg masy ciała na dzień. W jednej szczepionce przeciwko WZW podawanej po urodzeniu dziecka jest 0.25 mg aluminium!! sic!! Trzeba pamiętać, że okres połowicznego wydalania aluminium wynosi ok 100 dni. Czyli odstęp czasu pomiędzy jedną a drugą szczepionką powinien wynosić minimum 12 tygodni. Dlaczego pediatrzy tego nie przestrzegają.? W szczepionce przeciwko grypie jest ok. 400 mcg glinu. Przeliczając to z “polskiego na nasze”. To znaczy, że lekarz pediatra uważa, że dziecko po narodzeniu waży ok 1.5 tony lub jak ktoś woli 1500 kg.!!!

      Dzięki za podzielenie się dylematami, które przeżywacie, może ktoś czytając to chociaż się zastanowi. Pozdrawiam i mądrych wyborów życzę

  • Marta

    ja uwazam,ze szczepic. bez dwoch zdan. jesli teraz kady rodzic zdecydowalby nie szczepic, mamy epidemie gotowa. uwazam nieszczepienie za bardzo lekkomyslne.

    • Rozumiem twoje obawy, tylko co z obawami rodziców, których dzieci doświadczyły na własnej skórze poważnych NOP, czy mają poświęcać własne dzieci dla ogółu. Ja bym nigdy tak nie zrobiła.

      • Marta

        w sytuacji przedstawionej przez ciebie w szpitalu nie bylo mowy o doswiadczeniach poszczepiennych, dlatego nie dziwie sie lekarzowi, ze uznali nieszczepienie za lekkomyslne. poza tym powazne odczyny poszczepienne to zaledwie jakis tam odsetek, a ryzyko zachorowania przy nieszczepieniu jest wysokie. musza byc powazne przeslanki do nieszczepienia, a mowienie ze nieszczepic, bo nie jest niepowazne.

        • Marto ,a wiesz jakie jest to wysokie ryzyko zachorowań przy nieszczepieniu?
          Tak jak napisałam mam wśród najbliższych poważne powikłania poszczepienne, dlatego od kilku lat interesuję się tematem, śledzę badania i na tej podstawie postanowiłam nie szczepić moich dzieci.

          • Marta

            zakladajac ze kazdy rodzic powie ze nie chce szczepic – bardzo wysokie. ja tez sie interessuje tematem odkad musialampodjac decyzje czy szczepic i przeciw czemu. a co zrobisz jesli twoje dziecko zachoruje przez brak szzczepienia?

          • Niech każdy rodzic decyduje według własnej wiedzy i doświadczenia. Będę je leczyć pewnie tak samo jak ci rodzice, których dzieci chorują pomimo szczepień. Idąc Twoim tokiem myślenia trzeba by szczepić dzieci na wszystkie możliwe choroby świata, tak na wszelki wypadek, bo zawsze może się zdarzyć, że na którąś z nich zachorują.

          • Marta

            myslisz sie.nigdzie nie powiedzialam, ze trzeba na wszystko szczepic np ja przeciw rotawirusowi nie szczepilam, poniewaz wazne jest odpowiednie postepowanie w razie choroby m.in. stale nawadnianie i wtedy nie agraza zyciu,ale co innego takie meningokoki, tu w razie zachorowania szanse sa marne. ja rowniez uwazam, ze kazdy powinien sam zdecydowac na co szczepic, czy 5w 1 czy 6 czy inne, ale na pewno nie rezygnowac ze szczepien.

          • „idąc Twoim tokiem myślenia’

          • Marta

            ??

          • Marta

            czy mozesz cos powiedziec o tych odczynach poszczepiennych z twojego otoczenia? ponoc wystepuje niezwykle rzadko wiec szanse na czestsze wystapienie ich w jednej rodzinie sa raczej znikome.

          • To są dzieci moich najbliższych i nie będę tu o tym pisać. Jeżeli interesują cię powikłania poszczepienne to zapraszam choćby na stronę STOPNOP

  • Mart

    Też miałam dylemat ale po przeczytaniu bloga
    Blogdebart.pl zmieniłam zdanie co do szczepień i jednak zaszczepie.

    Okazuje się, ze stop nop którego profil obserwuję też nie do końca podaje dobre argumenty.

    Ps. nie szczepilam w szpitalu, szczepie wybiórczo i w większych odstępach

    • Dzięki Mart, bardzo ciekawy blog, na pewno się zapoznam.

      • Mart

        🙂
        Polecam bo są wyjaśnione tam kwestie powtarzane ciągle przez przeciwników szczepionek.

        Chyba, ze ktoś podchodzi do tematu, ze wszystko jest spiskiem.. Wtedy nie wytłumaczysz żadnym argumentem 😉

  • Katarzyna

    witam, powiem cos Państwu- 3 miesiące temu koledze urodziła się córeczka. Ze względu na delikatne komplikacje mama musiała z dzieckiem zostać w szpitalu około dwóch tygodni, jednak wszystko było ok. Wrócili do domu, po 3 dniach dziecko dostało wysypki – jako niedoświadczeni i spanikowani rodzice pojechali do szpitala dziecięcego. Całe szczęście nie było to nic poważnego :). I wtedy okazało się najgorsze- w izbie przyjęć było kilku letnie dziecko, które zachorowało na odrę!! dlaczego? ponieważ nie zostało wcześniej zaszczepione. Biedna maleńka córeczka mojego kolegi z tego powodu musiała dostać kilka zastrzyków i 3 tygodnie spędzić w szpitalu na obserwacji. Pozostałe maleństwa z izby przyjęć również (nie pamiętam kiedy szczepi się dziecko przeciwko odrze, ale na pewno nie 3-4 tygodniowe). przez 3 tygodnie rodzice przezywali gehennę bojąc się że ich świeżo upieczona córeczka zaraziła się. Cale szczęście udało się, nie zaraziła się, ale strach był.. a teraz krótko co sądzę o szczepionkach… owszem uważam, że nie m sensu szczepić dziecko na wszystkie możliwe spossoby- to zbyt ryzykowne, kosztowne, niepotrzebne. Jednak te podstawowe szczepienia powinny być obowiązkowe- bo… taka decyzja rodziców o nieszczeieniu może spowodować poważne konsekwencje u ich dziecka oraz narazić na utratę zrowia i życia inne dzieci. Pozdrawiam

    • Smutna historia, jednak szczepione dzieci też chorują na odrę, świnkę, różyczkę… I uważam, że dla noworodków powinno być w szpitalu oddzielne pomieszczenie, w którym byłyby przyjmowane, aby uniknąć takich sytuacji jak wyżej.

      • Marta

        co daloby oddzielne pomieszczenie w szpitalu, a jesli sytuacja nie wystapilaby poza nim? dziecko nieszczepione chorujac na odre przez jakis czas porzebywa z noworodkiem? tu nie ma innego argumentu jak szczepienie obowiazkowe. bardzo nierozsadne i egoistyczne jest nieszczepienie.

        • Co zrobić, bardzo egoistyczna jestem jeśli w grę wchodzi zdrowie i życie moich dzieci.

  • Ja szczepiłam, choć nie ślepo i głupio, bez rozważań. Powiem szczerze – podziwiam za decyzję. Ja bym się nie zdecydowała, choć każda decyzja mi się wydaje zła 😛

    • Dzięki za podziw, choć pewnie nie ma tu co podziwiać. Wydaje mi się, że każdy wybiera to co jawi mu się za najbardziej słuszne, po przeanalizowaniu za i przeciw. Ja osobiście chylę przed tym czoła, bo każda sytuacja jest indywidualna. I zgadzam się z Tobą w 100%, że nie ma tutaj dobrej decyzji tzn. całkowicie bezpiecznej.

  • Osobiście szanuję decyzje rodziców, czy decydują się szczepić, czy nie – mają do tego prawo. Chciałam natomiast wspomniec o innej sytuacji – trafiliśmy ostatnio na ostry dyżur pediatryczny i gdy siedzieliśmy w poczekalni przyszła matka chłopcem (5-6 lat). Z czasem pojawiło się coraz więcej dzieci z rodzicami i zrobiło sie całkiem tłoczno. Wyszła pielęgniarka, która i pytała po kolei kto z czym przychodzi, wtedy okazało się, że chłopiec ma prawdopodobnie świnkę – pielęgniarka zwróciła matce uwagę, że nie powinna ze świnką siedzieć wśród innych dzieci, że obok jest sala dla nich, żeby przeszła do niej, na to ona do syna „siedź, jak miałeś zarazic to już zaraziłes”…podejście matki co najmniej bezczelne i lekceważące…

  • Żaneta Bomba

    Też szczepiłam.
    Bartek dość cieżko znosił {gorączka była, wysypka była}, ale jakoś nie wyobrażam sobie nie szczepić. Ostatnio w gazecie czytałam artykuł z jakimś docentem czy profesorem, który powiedział, że w szczepionce, w której jest rtęć, są to tak znikome procenty, że ona nie jest w stanie zaszkodzić. I powiedzał też, że autyzm nie ma prawa wystąpić po szczepieniu, że to nie jest skutek szczepienia.

  • woo-cash

    Bardzo fajnie pisany blog i cieszę się, że na niego trafiłem. Jednak z tym wpisem nie zgadzam się absolutnie, jak z mało którym innym.
    W szczególności nie zgadzam się z główną jego tezą – że każdy powinien mieć prawo do decydowania indywidualnego o tym, czy szczepić czy nie szczepić.
    Po pierwsze – problem jest podobny co przy tezie „każdy powinien mieć prawo decydowania samodzielnie, czy jeździć na zielonym czy na czerwonym świetle” albo „czy wyprzedzać czy nie wyprzedzać na ciągłej”. Oczywiście, da się przejechać na czerwonym albo wyprzedzić na ciągłej, ale to jeszcze nie dowodzi, że jest to bezpieczne i rozsądne. Warto mieć również na uwadze, że przejeżdżając na czerwonym stanowimy zagrożenie nie tylko dla siebie, ale również dla innych uczestników systemu – w tym przypadku ruchu drogowego. Jak to się ma do szczepionek?
    Ano tak, że przestrzegając obowiązujących reguł chronimy nie tylko siebie, ale również innych. Przykładowo – znam przynajmniej kilka dorosłych osób (nie wyłączając mnie samego), które nie przechodziły w dzieciństwie wiatrówki. Znam też kilkoro dzieci, które ze względów medycznych nie mogą być zaszczepione przeciw wiatrówce. Choroba ta, jak wiele chorób „wieku dziecięcego” jest szczególnie niebezpieczna, gdy przechodzi się ją w wieku dorosłym. Nieszczepione dziecko, które idzie do żłobka czy przedszkola z niemal 100% pewnością w końcu przywlecze wiatrówkę do domu (choćby dlatego, że złapie ją od innego nieszczepionego dziecka po ospa-party). A to już jest tykająca bomba zegarowa. Szczepienie tworzą zbiorową odporność a nie tylko indywidualną.
    Zwracam uwagę, że mówimy tu o, uważanej przez wielu za niegroźną, wiatrówce. Co z gruźlicą? Nie, nie prawda, że w Polce nie ma już problemu gruźlicy – w niektórych województwach problem jest całkiem pokaźny. Tych, którzy uważają, że problem nie istnieje zapraszam na oddziały pulmonologiczne w całym kraju.
    Po drugie – temat szczepień jest zbyt rozległy, aby jakikolwiek rodzic mógł go zgłębić całkowicie i podjąć racjonalną decyzję w oparciu o pełną wiedzę. Ludzie poświęcają całe lata na prace badawcze związane z jednym tylko wirusem – w jaki sposób funkcjonuje, jak się reprodukuje, jak infekuje. Inni poświęcają lata, aby znaleźć skuteczny sposób, żeby z nim walczyć. Rodzice mają w najlepszym razie kilka miesięcy na podjęcie decyzji.
    Gratuluję dobrego samopoczucia osobom, które sądzą, że są w stanie tak bardzo zgłębić temat w kilka miesięcy, że ich wiedza przewyższa wiedzę całego świata wakcynologicznego. Osoby takie przypominają mi pasażera samolotu, który podczas lotu wchodzi do kabiny pilota i informuje, że on poprowadzi ten samolot lepiej, bo widział film na youtubie albo przeczytał kilka poradników na temat pilotażu. To tak nie działa.
    Argumenty dotyczące toksycznych substancji w szczepionkach są również słabe. Wszystkie badania dotyczące toksycznych stężeń rtęci, na które powołują się takie stowarzyszenia jak STOP NOP, dotyczyły metylortęci. Tymczasem do konserwacji szczepionek nie używa się metylortęci a znacznie mniej toksycznej etylortęci. Kto zacznie szukać, ten znajdzie również badania, które dowodzą, że jest ona skutecznie metabolizowana i usuwana z organizmu.
    Z aluminium jest dokładnie ten sam problem, co z innymi substancjami. Każdy biochemik potwierdzi, że nie substancja jest toksyczna, ale jej dawka. Życiodajny tlen w dużym stężeniu zabija. Fluor z pasty do zębów jest neurotoksyczny. Duża dawka H2O przyjęta w krótkim czasie zabija przez zaburzenie równowagi elektrolitowej w organizmie (wypłukanie potasu i sodu) co prowadzi do zatrzymania akcji serca. Człowiek jest chodzącą tablicą Mendelejewa. Aluminium znajdziecie w aptece w niektórych środkach przyjmowanych doustnie i bardzo powszechnie w kosmetykach (także w emolientach dla niemowląt). Na pewno więcej wchłaniają go noworodki przez skórę niż w szczepionkach.
    Na koniec o autyzmie poszczepiennym, choć zawsze gdy o tym piszę czuję, że uderzam głową w mur. Wiara nie wymaga dowodów, ale nauka owszem. Nie ma wiarygodnych badań, które dowodzą jakiegokolwiek związku pomiędzy autyzmem a szczepieniami. Są za to dziesiątki badań, które zaprzeczają takiemu związkowi. Legenda (bo inaczej tego nie można nazwać) powstała w wyniku podważonych przez naukowców badań Wakefielda. Nie tylko badania Wakefielda zostały podważone. Udowodniono mu również nieetyczne postępowanie i pozbawiono prawa wykonywania zawodu. Czy naprawdę takie quasi-badania quasi-naukowca powinny decydować o tym, czy szczepić, czy nie szczepić? Ja wątpię i szczepię.
    Na koniec proponuję spojrzenie z drugiej strony. Blog wrocławskiej lekarki, która spotyka się z chorobami, o których tu mowa, na co dzień w swojej praktyce. Do mnie to przemawia bardziej (nie mam profitów z reklamy – słowo!): http://www.doktor-mama.pl/

    Pozdrawiam ciepło. 🙂

  • armit

    mądre podejście , a dziecko będzie zdrowe i silne

Polub nas, bedzie fajnie :)
Polubila(e)s? Kliknij tutaj aby sie wiecej nie wyswietlalo.
Przeczytaj inne:
Jak udzielić dziecku pierwszej pomocy w wypadku
Zrób coś! Nie stój ! Czyli jak udzielić dziecku pierwszej pomocy

Twoje dziecko upadło, zwichnęło rękę, rozbiło głowę czy nawet straciło przytomność. Co wtedy robić? Zebrałam tu kilka wskazówek, które mogą...

Zamknij