Mamo, dlaczego oni się straszą?

Zapytała mnie Zuzia, gdy, włączając bajkę na YouTube, wyskoczyła reklama z Halloween w tle.
A jak myślisz?

Mamo, a duchy istnieją?

Zuzia chwilę myślała i odpowiedziała mi z wielką dziecięcą mądrością i naiwnością zarazem:

Wiesz Mamusiu, oni chyba nie wiedzą, że straszenie jest złe.

Myślisz, że straszenie jest złe?

No tak, bo przecież jak Bolek przestraszył Lolka, goniąc go w prześcieradle, to on później miał smutna minę i cały się trzęsił. Ja też nie lubię, jak ktoś mnie straszy. Myślę sobie czasem, że może to naprawdę jakiś duch albo wilk… Mamo…? A duchy istnieją?

Rozmowa trwała długo, rozmawialiśmy o duchach, wilkach, cieniach, starych drzewach i lęku. Bajki już nie zdążyliśmy obejrzeć. Widziałam jak ważne dla mojej córki, która do większości rzeczy podchodzi bardzo poważnie, są odpowiedzi na stawiane pytania.

Dzień Kolorowych Światełek

Kilka dni później szliśmy alejkami cmentarza. Ponieważ nie mamy tutaj bliskich, którym moglibyśmy zapalić świeczkę, dzień Wszystkich Świętych obchodzimy jako czas wspominania prababci i pradziadka, którzy poszli do nieba.
Zuzia nazwała go Dniem Kolorowych Światełek.
A dla mnie to dzień szczególnego wspomnienia mojego, nieżyjącego już, dziadka. Najlepszego człowieka pod słońcem. To od niego nauczyłam się, że w życiu nie warto się spieszyć. Zawsze miał dla mnie czas, zawsze rozmawiał. Nigdy nie bagatelizował moich pytań. Sadzał mnie na bagażniku swojego niebieskiego składaka i jechaliśmy przed siebie. Zabierał na działkę, żeby pokazać jak się szczepi winogrona, suszy cebule tulipanów, robi gnojówkę do podlewania warzyw. Obowiązkowo jeździliśmy na ryby. Rozkładał brązowy, mocno zmechacony koc i siadał ze mną, wyjmując z torby ciasto pachnące wanilią i kaszą manną. Toczyliśmy razem małe kulki, niektóre znikały w mojej buzi, a on udawał, że nie widzi i uśmiechał się pod nosem. Był historykiem, uczył w szkole i często pozwalał mi poprawiać klasówki. Wypisywał na kartce prawidłowe odpowiedzi i kazał je porównywać z tym, co napisali jego uczniowie. Byłam wtedy w czwartej, może piątej, klasie. Boże, jaka ja wtedy czułam się dumna i mądra. To nic, że później dziadek poprawiał je jeszcze raz. Kartki były mocno pokreślone i ocena dziadka zawsze była wyższa niż moja.

 Trochę mu nie wyszło – mówił – ale widać, że się starał. Dodamy mu dwa punkty.

I zamiast trójki stawiał czwórkę. Może i nie było to sprawiedliwe, ale czy sprawiedliwość naprawdę jest najważniejsza…?

Miał raka… Wcześniej powtarzał, że nie wierzy w Boga, że po śmierci nic nie ma, że nas robaki zjedzą i tyle… Kiedy byłam w liceum rozmawialiśmy godzinami o wartości życia, miłości, poświęceniu, o bólu, o Bogu, którego nie ma…
Kochałam go, a on kochał mnie, choć mieliśmy zupełnie odmienne poglądy.
Na kilka tygodni przed śmiercią siedział w fotelu. Jego ubranie oddawało nadal ten dziwnie przyjemny zapach tytoniu, choć dziadek nie palił już od roku. Usiadłam u jego stóp i objęłam go mocno, coś mi w sercu mówiło, że to nasze ostatnie spotkanie tu, na ziemi. Objął mnie… Siedzieliśmy tak przytuleni, jakby w wielkim podziękowaniu, że było dane nam się spotkać. Po dłuższej chwili dziadek spojrzał na mnie i powiedział:

Wnusiu, pamiętaj, że żyje się tylko raz.

Tak. dziadku, raz.

Odpowiedziałam i po naszych policzkach spłynęły łzy.

Ale na wieczność.

Na wieczność.

Odpowiedział… Mój dziadek – ateista…

Nie wiem dziś nawet, jaka jest data jego śmierci, nie chcę pamiętać.
Wspominam go zawsze w „Dzień Kolorowych Światełek” i wiem, że kiedyś się spotkamy.

Mój, nieżyjący już, dziadek, napisał książkę o naszej rodzinie, o jej korzeniach i losach. To właśnie 1 listopada kupujemy znicz i zapalamy go w domu. Czytamy historie naszej rodziny z wypiekami na twarzy. Lubimy ten czas. Czasem spłynie mi łza z oka, a na pytające spojrzenie córki odpowiadam: „To ze szczęścia”. Później, przez cały rok, nasze kolorowe światełko, towarzyszy nam podczas wspólnej, wieczornej modlitwy.

Halloween nie pasuje do nas

1 listopada to dla nas dzień pełen życzliwego rodzinnego ciepła, dzień wspominania. Odkrywania korzeni i nadziei – Dzień Kolorowych Światełek i Miłości większej niż śmierć.
Dlaczego nie obchodzimy Halloween?
Bo straszenie, stroje kościotrupów, duchów, krwi, ludzkiego mózgu i wszelkiej brzydoty nawiązującej do rozkładających się ludzkich szczątków nijak nie pasują do naszego domu i do tego dnia. A wprowadzenie niepotrzebnego lęku do serca i umysłów naszych dzieci to pewnie ostatnia rzecz na jaką, jako matka bym dobrowolnie przystała.
Jeżeli obchodzicie Halloween, w porządku, macie do tego prawo. Może jednak warto zastanowić się – po co? Jakie korzyści to święto wnosi w rozwój Waszego dziecka i w Wasze rodzinne życie?

Podobne Posty

  • No i tu jest kwestia najważniejsza. Trzeba sobie zadać dwa pytania – po co mi to? Oraz jakie konsekwencje to będzie miało dla małych dzieci? Mi się to święto podoba jedynie z biznesowego punktu widzenia – można na nim sporo zarobić 😉
    Mała uwaga: w tekście kilkukrotnie mieszasz rodzaj męski i żeński – sugeruję nanieść poprawki 🙂

    • A tak, tam gdzie nie wiadomo o co chodzi…:) Co do poprawek jedno „a” skasowałam, więcej nie widzę. Pozdrawiam

  • Angelika Booher

    My też nie obchodzimy:), właściwie ani Halloween, ani Wszystkich Świętych 🙂 przynajmniej nie w takiej formie, jak w naszym kraju się to obchodzi :). Ponieważ jesteśmy świadomie wierzący :).

    • Angelika, myślę, że ważne jest aby każdy szedł drogą, którą uważa za słuszną. Pozdrawiam

      • Angelika Booher

        Dokładnie i chyba tak się właśnie dzieje :), ludzie mają coraz więcej odwagi wybierać to, co uważają za słuszne, a nie przyjmować z góry narzucane ramy postępowania 🙂

  • Hallowen kojarzy mi się z próbą obśmiania śmierci z lęku przed nią. Jest to jakiś sposób, tylko czy skuteczny? Nie wydaje mi się.

    • Justyna, też mi się nie wydaje. Bo czy przy zetknięciu ze śmiercią, która niestety jest nieodwracalną konsekwencją każdego życia, będziemy doświadczali mniejszego lęku, dzięki temu że obchodziliśmy Halloween?

  • 🙂 szczerze, ładnie i wzruszająco, o tym co jest ważne:)

  • halloween pochodzi po prostu z innej kultury. My jesteśmy od wiek wieków straszeni śmiercią. To dla nas temat tabu i zawsze ma wywoływać nostalgię, zadumanie a nawet smutek. Jednak inne kraje i kultury obchodzą to zupełnie inaczej. Dla nich to święto radosne. My nie obchodzimy z dziećmi tego święta, bo pachnie komercją i niestety nie ma u nas takiej tradycji, co wcale nie znaczy, że nie można tego święta wykorzystać i oswoić niektóre lęki swoich dzieci, przecież potwory nie muszą być straszne.

    • Bartek, hmm… czy jesteśmy straszeni? Nie wiem? Śmierć wywołuje lęk, bo jest wejściem w coś czego jeszcze nie znamy, nie doświadczyliśmy i nie będziemy mogli odwrócić. Szczerze mówiąc, nie wiem co mają wspólnego potwory ze śmiercią? I po co oswajać dzieci z potworami, których nie ma? Chyba wystarczy pokazać im, że one nie istnieją. Może po prostu jako matka nie mam jeszcze doświadczenia, bo moje dzieci nigdy nie bały się potworów 🙂

      • Po prostu mamy inną kulturę. Potworów nie ma? Jasne, że nie. Tylko wytłumacz to małemu dziecku, gdy jakiś kretyn będzie w halloween biegła po mieście w masce i straszył. W wielu miastach będą na pewno jakieś imprezy i bale przebierańców, lub tak zwane „eventy”, więc można zabrać i po prostu pokazać, że to tylko ludzie po przebierani i potworów nie ma. Co mają wspólnego wspólnego potwory ze śmiercią? Poza tym, że większość z nich jest martwa? Sam nie wiem… Jak już pisałem, mamy inną kulturę, w której śmierć to coś strasznego. Halloween wywodzi się podobno z tego, że w tę jedyną w roku noc duchy mają możliwość przedostania się do świata żywych. Złe się odgania, dobre zaprasza… no właśnie, komercja, nikt zapewne nie wie już o co chodzi…

  • Dobry wpis! Ja jestem przerażona tym, z jakim tempem to „święto” zaczyna być popularne… Coraz częściej też odczuwa się presję, gdy ktoś świadomie nie chce brać w tym udziału. Np. u mnie w pracy, w przedszkolu – inne nauczycielki się dziwią, dlaczego nie chcę przebrać się za czarownicę itd. Owszem – niech każdy ma wybór, ale nie oczekujmy od innych tego samego, na co sami się zdecydowaliśmy, mniej lub bardziej świadomie.

    • Aga, nie wiem, naprawdę nie wiem, czy przedszkole to dobre miejsce na reklamowanie tego dnia. Kiedy nasze dzieci nie chodziły jeszcze do Przedszkola Montessori ( tu na szczęście nie ma nawet wzmianki o Halloween) a w przedszkolu był bal, organizowaliśmy im czas inaczej. Niby mamy wybór, ale tak jak piszesz, gdy coś nam się nie podoba i nie chcemy w tym uczestniczyć, to patrzą na nas jak na innych i dziwnych, cóż…

  • Pingback: Październikowa wigilia | Tak Jak Chcemy()

  • Halloween w dzisiejszej kulturze to przemielona komercyjna papka, nie ma wiele wspólnego z tym, co to święto za sobą niesie. Bo to po prostu święto uświadamiające nam, że śmierć jest nieuchronna, że nie warto się jej bać, że jest częścią życia, a zmarli nadal są z nami związani.
    Ja również nie obchodzę tego święta, bo nie mam takiej potrzeby, ale gdyby mnie ktoś zaprosił na halloweenowy bal przebierańców to pewnie bym skorzystała. I gdy moja Córcia przyniesie kiedyś z przedszkola dynię do wydrążenia, to jej pomogę, a przy okazji wytłumaczę o co w tym całym Halloween chodzi.

  • Justyna Sosnowska

    Piękny tekst od razu widzę dziadka w fotelu…Troche jakoś tak smutno,że czas który można przeznaczyć na wspomnienia tych,którzy dali nam wszystko co nas ukształtowało wolimy poświęcić zamianie własnych dzieci w kosciotrupy. Na szczęście nie wszyscy…jakoś takie bezcelowe to „świeto”,ale jak napisano powyżej – biznes jak rzadko który.

  • Gosia Matysek

    przepiękny wpis!! Bardzo wzruszający i zgadzam się co do każdej linijki. Miałaś wspaniałego Dziadka. Wieczny odpoczynek racz mu dać, Panie!

  • milena

    Po przeczytaniu Twojego postu nie mogłam powstrzymać łez, już w trakcie czytania łzy spływały mi po policzkach. To cudowne, że miałaś wspaniałego dziadka, oraz, że masz tak przepiękne wspomnienia…Pozdrawiam

  • Samantha

    Mieszkam w USA od wielu lat i naturalnie obchodzę to święto. Tzn.Wy w Polsce to nazywacie świętem, tutaj to jest zabawa, która polega na zbieraniu cukierków. Jest to „święto”dyni i czasu przemijania. Nie ma żadnego straszenia dzieci itp. Co jest strasznego w tym, ze dziecko jest przebrane za biedronkę i z mama chodzi i zbiera cukierki.
    A duchy? Trzeba umieć dziecku wytłumaczyć bez straszenia czym są dusze/duchy.
    Czy jeśli pani na biologi będzie tłumaczyć anatomię i wyciągnie model szkielet z szafy to to będzie tez straszenie?
    Chyba nikt normalny małym dzieciom nie puszcza horrorów. Noc horrorów jest dla dorosłych i nastolatków za zgoda rodziców.
    Większość domów jest ubrana w dynie, kolorowe światełka, pająki śmieszne i duszki ze smiejacymi buziami oraz coś ala strach na wróble.
    Owszem niektórzy przeginają , ale to są już skrajne przypadki gdzie ludzie nie maja już co z kasa chyba zrobić.
    Any way pięknie napisałaś o dziadku .

Polub nas, bedzie fajnie :)
Polubila(e)s? Kliknij tutaj aby sie wiecej nie wyswietlalo.
Przeczytaj inne:
Wystraszone małe dziecko
Rzeczy, których nie znoszę, a jednak serwuję je swoim dzieciom. Cz. 2 – szarpanie, bagatelizowanie i brak uwagi, straszenie

Rodzicielskiego rachunku sumienia ciąg dalszy. Pierwszą część na temat krzyku, kłamstwa obrażania i manipulacji, znajdziecie tutaj. Dzisiaj o kilku, mniej...

Zamknij