Odkąd pamiętam, a pewnie i jeszcze wcześniej, rodzice z pokorą skłaniali głowę przed zacną panią doktor, która z życzliwością i uśmiechem wbijała ostrą igłę w moje pulchne cztery litery. Pochylone plecy, przepraszający ton głosu, przytakiwanie wszelkim zaleceniom, bo przecież to lekarz.
Lekarz czyli kto?
Moja głowa stworzyła z tych widzianych obrazków i zasłyszanych rozmów: Lekarza Odkupiciela, Lekarza Nauczyciela, Lekarza Strażnika Wszechwiedzy, nieomylnego, niepokornego, nie znoszącego sprzeciwu Guru, w którego rękach leży zdrowie moje, moich najbliższych i świata całego.
Jeśli tak, w łaski “boga” trzeba się wkupić.
Zatem wyruszam z dzieckiem do przychodni i już od progu dopadają mnie dolegliwości pacjenta dupoliza:
– chyliczoło,
– szyjoprzykurcz,
– cichogłos,
– palcochód,

aby tylko sprostać wyzwaniu i zasłużyć na życzliwe spojrzenie lekarza w stronę mojego dziecka, dwie recepty i wizytę kontrolną. Na wszelki wypadek, w torebce mam “plan B” – o wdzięcznej nazwie „Merci”.

Kiedy oddycham z ulgą po kolejnej udanej akcji uzdrowicielskiej, nachodzi mnie refleksja.
Czyż to nie z tym panem lekarzem codziennie robię zakupy w naszym wsiowym warzywniaku?
Czy to nie jego dziecko wyciera nos w rękaw markowej bluzki i wymienia się cukierkami z moją córką?
Czy to nie z jego żoną stoję w jednej kolejce do spowiedzi?
Czas zatem pogadać z moim wewnętrznym dzieciolem (pozwalam sobie ukraść to określenie od Polisz mam, bo jest genialne) i przekonać go, że nie musi już czerpać z autorytetu i przykładu bożkobojnych, choć zacnych rodziców.
Najwyższa pora, by wyprostować plecy, spojrzeć w oczy pani doktor i ze spokojem wypowiedzieć swoje zdanie. Przedstawić wątpliwości, czy obawy, wymagać pełnej informacji o stanie zdrowia, przepisywanych lekach, aplikowanych szczepieniach. Bo lekarz też człowiek. Czas by odkleić z jego białego kitla karteczkę z napisem “RÓWNIEJSZY” „NIEOMYLNY” „UZDROWICIEL”.
Bo to my w pierwszym rzędzie musimy zadbać o zdrowie nas i naszych dzieci. Bo to od nas będzie zależało, czy medyczny światek będzie coraz bardziej hermetyczny i poukładany, uzależniony od dupolizaków, czy też będziemy mieć tam swoje miejsce i swój głos jako rodzice, czyli partnerzy lekarza w procesie dbania o zdrowie naszych pociech.

Nie musisz kupować zdrowia

Fundacja My Pacjenci przy współpracy z Fundacją Nutricja, realizuje projekt Rodzice dla Zdrowia, który ma na celu uświadomić rodziców o ich prawach w gabinetach lekarskich, przychodniach, szpitalach.
Z całego serca wspieram tę inicjatywę, bo jeżeli przyjdą zmiany, to wyjdą właśnie od nas pacjentów.
Jeżeli marzysz, aby lekarz do którego przychodzisz:
– okazał ci zrozumienie
– wyrażał wsparcie w trudnych chwilach i decyzjach związanych ze zdrowiem twojej rodziny
– traktował cię jak partnera
– szanował cię i doceniał twoje wysiłki
Przyłącz się do projektu. Zrób to dla siebie i twojej rodziny.

Jak to zrobić?
Napisz w komentarzach o twoim doświadczeniu ze służbą zdrowia. O trudnościach we współpracy z konkretnymi lekarzami, pielęgniarkami, o warunkach panujących w przychodniach, szpitalach.
Dzielcie się pozytywnymi doświadczeniami, polecajcie dobrych i życzliwych pracowników służby zdrowia, przyjazne ośrodki.

Przedstawiciele fundacji będą odwiedzać takie miejsca, rozmawiać z lekarzami i personelem medycznym. Promować dobrych lekarzy, dobre zmiany i szukać rozwiązań w sytuacjach, w których prawa pacjenta są pogwałcane.

To od nas zależy w którą stronę pójdziemy. Już wiele doświadczeń pokazało, że oddolna inicjatywa przynosi o wiele lepszy efekt niż czekanie, aż zmieni coś rząd.

Nie musimy kupować zdrowia za dupolizaka, kopertę czy Merci!

Proszę zaangażujcie się.

  • Oj, ja już przed wyjściem do lekarza go wybieram i naprawdę same pozytywne relację mogę zdać 😀

    • A możesz podać jakiś konkrteny przykład?

      • No normalnie, jeśli wybieram się do dermatologa, to sprawdzam, w której przychodni jaki dermatolog przyjmuje, sprawdzam opinie o nim i decyduję, a jeśli jego diagnoza jest dla mnie wątpliwa, konsultuję to u innego. Ginekologa na czas ciąży wybrałam 3 lata przed ciążą, bo myślałam, że nie będzie to łatwa przeprawa, tymczasem dotarłam do wspaniałego lekarza. Oprócz stomatologa za lekarzy nie płacę, nie daję bombonierek. Pediatra wybrany przed narodzinami Zosi, na podstawie wielu ocen wśród znajomych. Wcale nie ten najbliższy, a najlepszy. To samo, kiedy mąż musiał trafić na oddział ortopedyczny. Wybraliśmy szpital nie tyle znany, co dobrze oceniany i też bez bombonierek wyczekaliśmy termin (nie najdłuższy, jak w renomowanej placówce). Poza tym opieka onkologiczna – w szpitalu, w którym była osoba opisywana tu http://www.budujacamama.pl/2014/03/czy-badania-wywouja-choroby.html same pacjentki mówiły, że jest jak w serialu.

        • Ja mam podobnie, najpierw szukam, czytam opinie, podpytuję znajomych. Pamiętam, kiedy wybierała pediatrę dla moich dzieci bardzo zależało mi, żeby to był lekarz, który słucha co mówią rodzice, z którym będzie można tak po ludzku porozmawiać i który nie przepisuje antybiotyków na katar. I takiego znaleźliśmy, choć dojeżdżamy 12 km. To bardzo cieszy, że masz same pozytywne doświadczenia z lekarzami. Jest nadzieja:) Pozdrowienia dla Zosi.

          • Dzisiaj będę o tym pisać ja 😉 Mi się wydaję, że problem jest w tych, którzy poprzedni system pamiętają i jak jest przydział, to tam musimy iść i tyle. A doktor jest drugi po Bogu i trzeba się słuchać i być grzecznym, bo nie wyleczy…

  • Basia Szmydt

    świetny post Aga!

  • Cieszę się, że nazwa dzieciole Ci się spodobała:)) Ja mówię głośne nie d..lizaniu…choć przyznaję bez bicia, że uprzejmość także dużo daje:)

    • Dzieciole, masz cudne nie tylko w nazwie. Ja również coraz częściej mówię nie, niestety to wiąże się również z konsekwencjami.

  • Małgorzata Walaszczyk

    Nic nie da się zmienić ,z tego co słychać w służbie zdrowia to jest coraz gorzej!

    • To prawda, nie jest dobrze i wszyscy to wiemy. Ja jednak wierzę, że jesteśmy w stanie coś zrobić. Często narzekamy ale nic poza tym nie robimy. Nigdzie nie zgłaszamy naszych złych doświadczeń. Po to właśnie powstała fundacja My Pacjenci, żeby reagować w sytuacjach, w których my nie wiemy co robić.

  • Małgorzata Walaszczyk

    O ja miałam cudna położną przy porodzie ( czyt. Qur…. Nigdy więcej takich bab) Mama przyszła, dałą pani czekoladki, a babsko do niej „Pani patrzy dzieci to się chce Ale po porodzie wstać nie umie” to było Do Mnie na Co moja Mama ” Mila pani wpierdalac fererro się chce a pracować nie ma komu „. Zabrała czekoladki od tamtej pory pani Mnie omijała jak trendowatą a Tu w De pani położna chciała bym rodziła naturalnie choć miałam mieć cc za przetrzymanie mnie na sali i podjecie decyzji samej zwolnili ją z pracy w ramach przeprosin dostałam po miesiącu od wyjścia ze szpitala bukiet kwiatów

  • Anla Anla

    O ja miałam cudna położną przy porodzie ( czyt. Qur…. Nigdy więcej takich bab) Mama przyszła, dałą pani czekoladki, a babsko do niej „Pani patrzy dzieci to się chce Ale po porodzie wstać nie umie” to było Do Mnie na Co moja Mama ” Mila pani wpierdalac fererro się chce, a pracować nie ma komu „. Zabrała czekoladki od tamtej pory pani Mnie omijała jak trendowatą a Tu w De pani położna chciała bym rodziła naturalnie choć miałam mieć cc za przetrzymanie mnie na sali i podjecie decyzji samej zwolnili ją z pracy w ramach przeprosin dostałam po miesiącu od wyjścia ze szpitala bukiet kwiatów

  • Agnieszka Zienkiewicz

    U mnie wszystko nie ta zaczynając od ginekologa , całego szpitala kończąc na pediatrze, neurologu, rehabilitantach, wiele łez wylanych. Przy pierwszym dziecku tylko miło wspominam panią opiekującą się mną przed samym porodem. Na tym koniec. Mimo zalecanej cesarki wycisneli ze mnie dziecko, tak mnie porozrywało że teraz mam zakaz porodu naturalnego tylko cesarki bo jak nie to kalectwo.

    • Tylko współczuć.

      • Agnieszka Zienkiewicz

        W sumie i tak wyszłam z ,,ciaży,, bez większych problemów porównując koleżanki obok, jednej dziecko wypisali z sepsą a inna znów też przez brak cesarki w terminie ma niepełnosprawne dziecko z wieloma wadami. Cesarkę zrobili jak dziecko przestalo oddychać, 3 minuty bez tlenu … . Moje dziecko ma jedynie opóźnienie neurologiczne ok 3 miesiące, ma 13 miesięcy i dopiero siada. Oczywiście dzięki prywatnym wizytom i własnej pracy bo państwowo pół roku się czeka na rehabilitację. Najgorsze że przychodnia która zapisała mnie za 6 miesięcy gdzie na skierowaniu napisane było ,,pilne,, ogłasza na fejsie by się do nich zapisywać bo ,, wczesna reakcja to szybsze efekty ,, itp, tak więc ręce opadają. Po moim wpisie ucichli .

        W szpitalu w Otwocku jak leżałam i czekałam na poród obok mnie leżały dziewczyny ok 3 miesiąca, ciąże zagrożone, w nocy jak robili mi pomiary tętna dziecka te płakały. W czasie jak tam byłam 3 dziewczyny poroniły a dziewuchę co leżała obok mnie potem gdy leżałam na sali porodowej ,, czyścili,, . Pół szpitala się zleciało bo ta narkozy nie chciała ,krzyczała że chca ją zabić. Ale to nic bo to był ok5-6 miesiąc, podobno nieśli to martwe dzieciątko obok mnie, na szczeście nie widziałam. Natomiast za ścianką obok leżała młoda dziewczynka, może miała 17-18 lat, rodziła . Obok było pomieszczenie z szybką gdzie noworodki myli itp. Położyli to martwe dziecko by tata mół zobaczyć, wszystko na oczach tej dziewczynki. Koszmar. Teraz niby inaczej jest, bo był remont, ale postuluje by na przyszłość nie trzymać matek z zagrożonymi ciązami z tymi co zaraz będą rodzić, i osobne sale do porodów czy też innych zabiegów !!

  • Karolina Zdnowicz- Wysokińska

    Duża wina jest w nas pacjetach.po co biega sie z pełnymi reklamówkami do lekarzy w podzięce i uczy sie ich głupot. do dobrego szybko sie przyzwyczaić.

    • Karolina, popieram Cię w stu procentach, jednak jakoś tak zostaliśmy wychowani. Wcale nie łatwo jest być twardym i walczyć, gdy chodzi o zdrowie dziecka, kiedy wiesz, że to przekupstwo ma moc sprawczą i ktoś lepiej zaopiekuje się twoim dzieckiem.

  • Weronika Grześków

    A ja bardzo dobrze wspominam poród, opiekę podczas i po porodzie. W czasie porodu miałam do dyspozycji dwie położne. Po porodzie pielęgniarki zabrały małą na noc, żebym mogła dojść do siebie. Pielęgniarka laktacyjna pomagała prawidłowo przy stawiać małą. I to wszystko w państwowym powiatowym szpitalu bez żadnego włażenia w tyłek czekoladkami. Jedyne moje podziękowanie to zwykłe dziękuje

  • Agata Gacioch

    Po pierwsze.. przed porodem zgłaszając wypadnięty „balonik” zastałam w dyzurce panie farbujace sobie włosy. Oprócz stwierdzenia „no trudno” nie uzyskałam żadnej pomocy i wyjaśnień. Po drugie poród zakończył się CC i oprócz rozkazu natychmiastowego wstania z łóżka po upływie doby nie dostałam żadnej pomocy, jak sobie z tym najtrudniejszym wówcZas zadaniem poradzić.. Po trzecie najważniejsze na oddziale bylo, aby w nocy dziecko bylo cicho. Moje niestety bylo najgłośniejsze a mi zarzucano brak umiejętności macierzyńskich, których nie miałam od kogo się uczyć. Bylo wiele takich historii podczas pobytu w szpitalu. Dla mnie to już wypierana z pamięci trauma. Dodam, że nikt nie rozpoznał bardzo małej ilości pokarmu w piersiach. Mój syn z waga urodzeniowa 4300 był po prostu ciągle głodny i plakal. Dopiero po 2 tyg położona na wizycie domowej udzieliła mi wsparcia i wskazowek. Niestety sympatia i uprzejmość nic nie pomogły. Brak doświadczenia młodej mamy dał się odczuć z każdej strony. Z pediatrami w późniejszym okresie sa kolejnej zawody. Służba zdrowia nie jest żadna służbą. To tylko nazwa.

  • Ewelina Cygańska

    Ja rodziłam w państwowym szpitalu, położna miałam do rany przyłoż, robiła wszystko zeby mi pomóc i żebym jak najszybciej urodziła, troszczyła sie itd, przy samym juz porodzie bylo dwóch lekarzy, którzy tez służyli pomocą w czasie porodu i później, przychodzili pytali jak sie czuje, syn był na 6h zabrany żebym mogła wypocząć, cala ciążą tez prowadzona „państwowo” z pelnym zakresem, nie było na co narzekać.

  • woo-cash

    Moja babcia, w wieku zacnym, bo blisko 90 lat dożyła, kontaktując się już przez ostatnich kilkanaście dość regularnie ze służbą zdrowia, mawia zawsze: „podziękować to jedno, a dać coś z góry to drugie; nigdy z góry niczego nie daję”.
    I powiem szczerze, że do mnie to w jakiejś mierze trafia. Generalnie nie jestem za tym, aby dawać cokolwiek i kiedykolwiek, bo ostatecznie lekarze nie pracują na warunkach wolontariatu. Tym niemniej sądzę, że czekoladki po udanej operacji przede wszystkim są potrzebne pacjentowi, aby wyrazić swoją wdzięczność (lekarz ma ich już całą szafę z całą pewnością). 😉
    Ja chyba mam szczęście, bo od dość dawna nie trafiłem na lekarza, który oczekiwałby jakiegoś szczególnego traktowania. Korzystam głównie z państwowej służby zdrowia. Rodziliśmy z żoną rodzinnie w publicznym szpitalu (Szpital Kliniczny przy Chałubińskiego we Wrocławiu). Opieka położnej była taka, że sam pobiegłem po czekoladki po porodzie.
    Później bywało różnie – niektórzy lekarze byli oschli jak zupa w proszku, ale żaden nie oczekiwał dupolizania. Podejrzewam, że lekarze, podobnie jak my wszyscy, są różni i mają lepsze i gorsze dni. Niektórzy są bardziej jak M.D. House – dobrzy specjaliści ale z empatią na bakier – tak się zdarza wśród ginekologów we wskazanym przeze mnie szpitalu. I to mogło by być do poprawki. Generalnie jest też problem z uzyskaniem informacji na temat wyników badań dziecka.
    Tyle mam na razie w temacie, może jeszcze mi się coś przypomni, również na temat innych przychodzi i lekarzy.

Polub nas, bedzie fajnie :)
Polubila(e)s? Kliknij tutaj aby sie wiecej nie wyswietlalo.
Przeczytaj inne:
Zdjęcie do artykułu opisującego kampanię reklamową Always - jakdziewczyna
#jak dziewczyna czyli jak?

asz w sobie kobiece serce, kobiecy umysł i zdolności, to znaczy, że jesteś gorszą częścią społeczeństwa! To znaczy, że większość...

Zamknij