Montessori to nie metoda wychowawcza. Montessori to przestrzeń, która pozwala dziecku na swobodny oddech, to droga, która dopasowuje się do jego kroków, to obecność, która nie tłamsi, lecz pozwala odważnie spoglądać w przód.

Długo myślałam jak rozpocząć tę nową część bloga. Ważną dla mnie o tyle, o ile moje dzieci, wielkimi krokami, wchodzą w nowy, szkolny etap życia i rozwoju.
Ubolewałam nad tym, że sama kiedyś nie zostałam pokierowana w stronę rozwoju własnych pasji, że nikt nie pozwolił mi iść w stronę drogowskazu z napisem – droga pasji Agnieszki Pokory (bo wtedy jeszcze pokorna byłam). Dostawałam natomiast po łbie za to, że w czasie języka angielskiego, który polegał na odczytywaniu ćwiczeń z książki, siedziałam jak w hipnozie pod drzwiami, za którymi p. Janeczko recytowała Herberta. Pamiętam rodzące się wtedy wyrzuty, które toczyły we mnie wojnę z miłością do języka polskiego.

Tak, z perspektywy czasu widzę, że szkoła miała taki wpływ na mój rozwój intelektualny, jak pijący rodzic na rozwój emocjonalny dziecka. Niby była obecna, niby czegoś mnie nauczyła, ale wycisnęła na mnie również znamię: „musisz być najlepszy, musisz umieć to teraz, musisz zakuwać żeby mieć szansę, nigdy tego nie opanujesz”. Nie pozwoliła mi skupić się na tym, co robiłam naprawdę dobrze.
Cóż. Zepsuła mnie i jeszcze przysporzyła wyrzutów sumienia, że źle z niej korzystałam.

Jednak „Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło”. Już jako nauczyciel, szukałam alternatywnych sposobów pracy z dzieckiem, przez co nigdy nie udało mi się przerobić przypadającego na dany rok materiału. Widziałam, że między mną a młodym człowiekiem, nawiązuje się więź, która jest o wiele ważniejsza od podręcznikowej wiedzy. Dzieci, czując się serdecznie przyjęte i bezpieczne, otwierały swoje wewnętrzne skarbce wypełnione po brzegi zapałem, chęcią zdobywania wiedzy, pasją. Wraz z otwarciem pojawiała się uwaga i skupienie. Trudno mi to ująć w słowa, ale czułam, że dzieci zaczynają myśleć. Widziałam jak to myślenie pozwala im dotrzeć do sedna danej rzeczy, pojęcia, umiejętności. Wgłębiając się w metody pracy z dzieckiem jakie stosowała Maria Montessori, byłam coraz bardziej przekonana, że to jest właściwa droga.

Trwając w permanentnym zachwycie nad jej metodą, pozwólcie, że od czasu do czasu będę się z Wami dzielić moimi przemyśleniami i ukazywać jej koncepcję pedagogiczną.

Dziecko to nie mały dorosły!

Maria Montessori bardzo mocno podkreślała, że : „Dziecko nie jest małym dorosłym”. Na swój, dziecięcy sposób, poznaje otaczający świat. Jego potrzeby, właściwości umysłu, cele działania są zupełnie inne niż u osoby dorosłej. Zupełnie inny również jest rytm i tempo rozwoju dziecka. Nie potrzebuje ono ubierać okularów, nas dorosłych. Niestety zbyt często, bezwiednie, wciskam mu je na nos, serwując gotowe rozwiązania, których powinno się tylko nauczyć.

Stać u boku dziecka

Kiedy pojawia się dziecko, ono stoi OBOK mnie. Ważną rzeczą jest, abym i ja dorosły, nauczył się stać obok – U BOKU DZIECKA i w razie potrzeby był do dyspozycji.
Dziecko, w pedagogice Montessori traktowane jest podmiotowo, co oznacza, że powinno być postrzegane jako istota, która poprzez samodzielne działanie oraz aktywność, dąży do uzyskania niezależności od nas dorosłych.
Warto zauważyć, że w sensie fizycznym nikt nie urośnie za dziecko. Możemy je wspomagać ukazując odpowiednie schematy żywieniowe, zachęcając do aktywnego spędzania czasu na świeżym powietrzu itp.. Jednak nie jesteśmy w stanie karmić dziecka „na siłę”, zmusić go aby biegało, skakało czy jeździło na rowerze. Jeżeli nawet ktoś przymusiłby dziecko do tych czynności, najprawdopodobniej przy najbliższej, nadążającej się okazji, dziecko znienawidziłoby je i porzuciło. Skutek zatem byłby odwrotny do oczekiwanego.
Nie mogę w tej chwili znaleźć źródła, ale jakiś rok temu, czytałam o eksperymencie, w którym dużej grupie dzieci postawiono na stole różne przekąski. Były tam cukierki, ciastka, oraz owoce warzywa, kanapki, bakalie wyciskane soki i napoje gazowane. Ku zdziwieniu dorosłych, dzieci, mając wybór, o wiele częściej sięgały po zdrowe przekąski. To jeszcze mocniej utwierdziło mnie w przekonaniu, że warto zdobyć się na zaufanie wobec dziecka.

Każde dziecko posiada swój własny plan rozwoju

Tak jak nie możemy „zbudować” dziecka w sensie fizycznym, biologicznym, tak również nie jesteśmy w stanie tego zrobić w sensie psychicznym i duchowym. Każde dziecko posiada swój własny, odrębny plan rozwoju. Dlatego wszelkie próby ustalenia „z góry” utrwalonego systemu wychowawczo-pedagogicznego, muszą zakończyć się większą lub mniejszą porażką. Każde dziecko w okresie swojego rozwoju, oczekuje zrozumienia, w myśl koncepcji „daj mi czas”, która to pozwala na poszanowanie jego indywidualnego tempa i praw rozwojowych.

„Muszę” – słowo udręczonych rodziców

Już od pierwszych chwil życia dziecka nakładamy na siebie ten „słodki ciężar” słowa „muszę”, który niestety ostatecznie może doprowadzić do mdłości.
Spokojnie możemy zdjąć ze swych pleców brzemię, które brzmi: Muszę moje dziecko wszystkiego nauczyć!
Muszę nauczyć je ssać, muszę nauczyć je siadać, muszę nauczyć je stać, muszę nauczyć je chodzić, jeść, układać wierzę, jeździć na rowerze, posługiwać się sztućcami, używać zwrotów grzecznościowych, czytać, pisać, liczyć… i tak dalej, i tak dalej. Nic nie muszę, dziecko samo nauczy się tego wszystkiego, ważne abym był obecny i przyszedł z pomocą, gdy dziecko o nią poprosi.

Uwolnij dziecko

Edukacja nigdy więcej nie powinna być w głównej mierze przekazywaniem wiedzy, ale musi przyjąć nową formę, szukając uwolnienia dla ludzkich możliwości – Maria Montessori

Dziecko to najlepszy obserwator, odkrywca i wynalazca. Nie potrzebuje gotowych regułek.
Maria Montessori patrząc na dziecko, zauważa, że najlepiej rozwija się ono w środowisku pełnym zrozumienia i szacunku.
Nie potrzebuje wcale światłych profesorów, tylko uwagi, cierpliwości i czasu. Zauważa również, że dziecko obserwując dorosłych, ma ogromne pragnienie, aby uczestniczyć w prawdziwym życiu. Pragnie opiekować się zwierzętami i roślinami, dbać o porządek wokół siebie, wykonywać proste czynności życia codziennego i uczyć się rzeczy coraz trudniejszych. Dziecko uwielbia podejmować wyzwania jakie przynosi mu codzienność.
Jedyne co powinniśmy zrobić to uwolnić swoje myślenie od stereotypów w stylu: Jak nie będę trzymał dziecka krótko, to nic dobrego z niego nie wyrośnie. Nic bardziej mylnego. Uwolnij swoje dziecko. Być może zamieni puchate futerko, pokornej owieczki w donośny lwi ryk, ale czyż to właśnie nie lew wzbudza nasz podziw ?

Twoje dziecko ma własną drogę, własne zdolności i własne tempo, w którym będzie je odkrywało.To nie jest twoja droga, twoje zdolności i twoje tempo. Najlepszą rzeczą, jaką możesz dla niego zrobić to stworzyć mu wystarczająco dużo przestrzeni, aby mogło rozwinąć własne skrzydła i kiedyś pewne siebie wylecieć z gniazda – czyż nie?

Podobne Posty

  • Basia Szmydt

    Kochana Agnieszko dziękuję Ci, że napisałaś dla mnie ten post 🙂

    • Basiu, ze szczególną dedykacją dla Ciebie. W zasadzie to dopiero wstęp, w kolejnych postach mam nadzieję przekazać więcej konkretów. Buziaki

      • Basia Szmydt

        Aga obaj chłopcy zapisani od września do Montessori. Trzymaj kciuki żebyśmy zdążyli z przeprowadzką 🙂

        • Basia z Waszym samozaparciem i pasją życia, musi się udać. A z wyboru Montessori na pewno będziesz bardzo zadowolona. Trzymam za Was kciuki.

  • Uwolnij swoje dziecko? A kto nas uwolni? Skoro dziecko ma uczyć się przez obserwację nas dorosłych, to chyba powinniśmy zacząć od siebie?

    • Uwolnij dziecko, które jest w Tobie. To pierwszy krok do wolności.

  • karol

    Dziwne, bo z tego co sie orientuje to Montessori jak najbardziej mowila wprost ze dzieci sa jak mali dorosli! i ze nalezy im sie rowne i powazne traktowanie.

    • Nigdzie u Montessori nie
      znalazłam stwierdzenia, że dzieci są jak mali dorośli. Myślę, że ten cytat
      oddaje to co kryje się pod stwierdzeniem, że dziecko nie jest małym dorosłym

      „Maria Montessori uważała, że dziecko całkowicie
      różni się od człowieka dorosłego, ma inne potrzeby, cele działania, inne
      właściwości umysłu, inny jest rytm i tempo jego rozwoju.”

      – Metoda Montessori w przedszkolu i szkole.
      Kształcenie i osiągnięcia dzieci. Sabina Guz,

      Wydawnictwo Uniwersytetu Marii Curie-
      Skłodowskiej, Lublin 2006, s. 16-17

      Co do poważnego traktowania dziecka jak
      najbardziej się z Tobą zgadzam. Traktowała dziecko poważnie do tego stopnia, że
      „jądrem” jej pedagogiki stałą się „swobodna praca” dziecka.

Polub nas, bedzie fajnie :)
Polubila(e)s? Kliknij tutaj aby sie wiecej nie wyswietlalo.
Przeczytaj inne:
ksylitol dziecko brzoza
Ksylitol -alkohol w sam raz dla dzieci.

Od kiedy go poznaliśmy, nie potrafimy obyć się bez jego słodyczy. Właśnie zajechał kurier z kolejną słodką przesyłką.

Zamknij