Jakiś miesiąc temu, w ramach osobistej akcji: ”koniec z polkowaniem”, oddałam mojego półtorarocznego synka niani na trzy godzinki i ruszyłam na podbój miasta. Obserwowałam uważnie najszybciej chodzące kobiety i kobiety będące napędem do dwuśladów wypełnionych najdroższymi Skarbami. 4 na 7 to kobiety “polkowe” – potocznie nazywam tak Matki Polki – obwieszone torbami, z odrostami na wyblakłych włosach, w wytartch dżinsach, często płaskich butach, kurtkach zapiętych po sam nos i noszących na twarzach wyraz typu: “nie chcem ale muszem”.

O matko i ja wyglądałam do wczoraj podobnie, ale się zezłościłam nie na żarty i dzisiaj zamierzam spojrzeć na to z boku. Zebrałam trochę faktów z własnego życia, poszperałam tu i ta tam, spisałam to wszystko żeby móc się lepiej sobie przyjrzeć i rozpocząć zmiany.

Matka Polka po raz pierwszy przytrafiła się Mickiewiczowi i od tego czasu lubimy używać jej do określania kobiety samodzielnej, samowystarczalnej, a zarazem poświęcającej się całkowicie dla dzieci i niezbyt zadowolonej z życia. Ot taka Zosi samosia. Nie wiem czy podzielę odczucia innych, ale mój kobiecy węch podpowiada, że dziś przytyk ten dźwięczy dość pejoratywnie. Kiedyś imieniem Matki Polki nazwano szpital w Warszawie, dziś…hmmm, jakoś na razie nikt tego nie powiela. A przynajmniej nie nagłaśnia.

Wśród ”polkowych” mamy:

– męczennice, które przez cały dzień nie mają sekundy dla siebie. Wszystko poświęcają dla dzieci. Wieczorem padają wykończone. Nie dopuszczają wewnętrznego głosu, który przypomina im o ich własnych potrzebach. Z ciężkim westchnieniem i zbolałym uśmiechem przekonują bliskich i znajomych, że dzieci to ich największe szczęście. Aż strach pomyśleć co się dzieje gdy dziecko dorasta i odchodzi z domu. Wtedy z jej wnętrza wychodzi latami hodowany potwór żalu: “tyle dla nich poświęciłam, a one niewdzięczne opuszczają mnie teraz”

– czepialskie, ciągle coś jest nie tak. To dziecko je za mało, to za dużo, mówi za wolno to znowu za szybko. Dostaje czwórkę w szkole, a w domu wymówkę: ” a szóstki to nie łaska”. Jeszcze się taki nie urodził, który by dogodził takiej polkowej. Szczególnie żal mi dzieci, wychowywanych przez czepialskie – poczucia wartości u nich ze świecą szukać.

– trzęsidła to matki, których podstawowym komunikatem w stronę dziecka jest coś w stylu: “kochanie nie kop pana bo się spocisz”. Trzymają swoje dzieci na krótkich smyczach i w ciasnych kagańcach własnego przewrażliwienia. To często hipochondryczki, aerofobiczki, kobiety które zdejmą żyrandol w swoim domu, żeby przypadkiem nie spadł dziecku na głowę. A po wszystkim oczekują wdzięczności za swoją przewidywalność. Żyją w permanentnym stresie i ”obcinają dzieciom skrzydła”

 

Mamuśki nie dajmy się “Polce” jest tyle ciekawszych kroków:)

 

  • kasia

    O kurcze… ja chyba jednak nie jestem matką polką…hehehehe… żadzem z opisów nie pasuje do mnie…
    Co prawda jestem troskliwa, martwię się, poświęcam większość swojego czasu dla dzieci ale… potrafię się wyrwać z domu, zapomnieć na chwilę, wyluzować się… I uważam, że każdej z nas czasem się należy święty spokój…

  • No to Kasiu, tylko pogratulować. Przyłączam się do grona szczęśliwych mam.

Polub nas, bedzie fajnie :)
Polubila(e)s? Kliknij tutaj aby sie wiecej nie wyswietlalo.
Przeczytaj inne:
Szkoły idealne - czy jeszcze istnieją?
Umarła szkoła idealna

Była zdolną dziewczynką, rezolutną i wygadaną. Marzyła o tym żeby zostać panią nauczycielką. Pisała soczyste wypracowania i białe wiersze. Przez...

Zamknij