Na ogół, akceptuję ludzi takimi jakimi są, wiele potrafię znieść, wiele tolerować. Zdarzają się jednak takie sytuacje, które nie mieszczą się w mojej karcie szczepień na ludzką głupotę. Są zachowania, na które nigdy bym sobie nie pozwoliła wobec innych dorosłych, jednak pozwalam sobie na nie wobec moich dzieci.

Krzyk

Wyobraźcie sobie dwie dorosłe osoby. Nazwijmy je: Edek i Fredek. Pan Edek właśnie wrócił do domu, a tam, o zgrozo, siedzi Fredek i piłuje deskę w salonie ( załóżmy że Edek i Fredek są braćmi – żeby nie wchodzić na zaminowane pole homoseksualizmu:). Co robi Edek? Podchodzi do Fredka i pyta:

-Co ty robisz? Mógłbyś to robić w korytarzu, byłoby mniej sprzątania.

I idzie do swojego pokoju.

Ale gdybyśmy Edka zamienili na Tatę Edwarda, a Fredka na 10 letniego syna Fredzia, jaki byłby standardowy przebieg tej scenki? Zapewne tata Edward powiedziałby do syna Edzia:

– Synu, jaki ty jesteś kreatywny. Co prawda, dywan jest cały w wiórach, ale jak mistrzowsko przyciąłeś tą deskę. Co to takiego będzie?

Tak? Oj, niejeden Edzio chciałby to usłyszeć, ale raczej rzadko który to słyszy ( obym się myliła). Wróćmy. Wychodzi ojciec z pracy (matki nie ma bo dziś dłużej pracuje) i już na klatce schodowej, wchodząc na 33 stopień, myśli sobie: „Jeszcze sprzątanie mnie czeka, podgrzanie obiadu, a mecz za chwilę…”

Wchodzi do domu, a tam sajgon, Edzio domek dla ptaków robi, bo zima idzie…

– Czyś ty zwariował? – wrzeszczy od progu – Odbiło ci zupełnie, na dywanie deskę ciąć?!
– Ale tato, do szkoły robię domek, karton podłożyłem
– Zabieraj mi się z tym i za karę cały dom wysprzątasz na błysk, zanim mama wróci

Sąsiadka z naprzeciwka okno zamyka, bo kto by wytrzymał takie decybele, pies szczeka na klatce.. Chłopak jeszcze się buntuje, ale z wrzeszczącym ojcem nie ma co dyskutować, odreaguje jutro w budzie na Franku Fajtłapie z 4a.

Żaden dorosły człowiek nie zniósłby takiego traktowania. Nienawidzimy, kiedy szef w pracy na nas krzyczy, pani w przychodni ma o coś pretensje, żona czy mąż podnosi głos.
Ale krzyczeć na dziecko, to co innego, wszak to moja własność i mogę z nią robić co mi się żywnie podoba… Przynajmniej na razie…

Krzyk upokarza, niszczy relacje, wzbudza w dziecku poczucie zagrożenia, nasila jego nerwowość i zachęca do oszukiwania –  żeby tylko nikt nie krzyczał !

Kłamstwo

– Mamo, są jeszcze te gumy rozpuszczalne, które dostaliśmy od babci?
– Nie, kochanie, już wszystkie zjedliście

Są, ale przecież dzieci nie mogą jeść tyle słodyczy. Jak powie im prawdę, to będą jej wiercić dziurę w brzuchu przez pół dnia, a tak, nie ma i jest spokój.

– Mamo, czy kupisz mi tą lalkę?
– Dzisiaj kochanie Ci jej nie kupię
– A kiedy indziej?
– Dobrze, kiedy indziej możemy kupić

W życiu jej nie kupi takiego badziewia, później pewnie dziecko zapomni. Nie ma przecież czasu jej teraz tłumaczyć, dlaczego nie kupi ani ochoty wysłuchiwać histerii.

Okłamujesz swoje dzieci?
A gdyby Ciebie ktoś tak okłamywał? Obiecywał Ci coś, wiedząc że i tak nigdy tej obietnicy nie dotrzyma. Mówił ot tak na odczepne, żebyś mu dziury w brzuchu nie wiercił?
Kiedy z kimś się umawiamy i ktoś nie dotrzymuje słowa, okłamuje nas, powołujemy się na kodeksy, które mówią, że umowa ustna tak samo obowiązuje jak ta na piśmie. Ba, nawet gotowi jesteśmy do sądu pójść, jeśli to dla nas ważne.
A dziecko? Do sądu nie pójdzie, na prawie się nie zna, kodeksów nie czytało, szafki nie sprawdzi bo za wysoko.

Kłamstwo to miecz obosieczny. Przenosi się drogą kropelkową, podobnie jak grypa. I ma to do siebie, że kiedy zarazimy nim swoje dziecko, wróci do nas ze zdwojoną siłą.

Obrażanie

Jestem w przychodni, dziecko próbuje wejść na parapet okienny w poczekalni ( wewnętrzny oczywiście, więc dreszczyk emocji mniejszy). Podchodzi mama, łapie dziecko za rękę (mocno i stanowczo, aż dziecku łzy w oczach stają – i nie mówcie mi że to nie jest przemoc). Nachyla się nad malcem i po cichu, bo przecież wstyd mówić na głos takie rzeczy ( akurat ten odruch ma prawidłowy, pech chciał że siedziałam zbyt blisko) wtłacza w główkę dziecka:

– Ty chyba jesteś jakiś nienormalny, jak bym cię nie chwyciła to byś spadł i ten pusty łeb sobie rozbił, siadaj na krześle i nie waż się więcej ruszyć

A głośno, już dla wszystkich:

– Kochanie, nie można się wspinać na parapet, usiądź tu z mamusią

Dziecko chce odkrywać, poznawać, uczyć się nowych rzeczy, a w odpowiedzi otrzymuje komunikat, że jest głupkiem, kretynem i idiotą…

Gdyby Ciebie w pracy szef tak potraktował, bo chciałeś wykręcić spalona żarówkę, nie było w okolicy drabiny i przez przypadek połamałeś krzesło albo konduktor w pociągu, bo wychyliłeś się przez okno, aby zobaczyć do jakiej stacji dojeżdżasz? Pozostałbyś dłużny? Pokornie przeprosił i wrócił na swoje miejsce? Pozwoliłbyś się obrażać?

Obrażane dziecko ma co najmniej dwa wyjścia: albo się buntować, narażając na gorsze i częstsze epitety, albo spuścić głowę, zamknąć się w sobie i uwierzyć w to co mówią o nim inni. Obie sytuacje prowadzą do wewnętrznej destrukcji. Do bardzo niskiego poczucia własnej wartości, do negatywnej samooceny. Do życiowej porażki! Jeżeli chcesz, aby Twoje dziecko miało trudności w późniejszym życiu, w nawiązywaniu relacji, podejmowaniu wyzwań, realizowaniu swoich obowiązków to poniżaj i obrażaj je nadal!

Pamiętaj tylko, że to Ty marnujesz mu życie.

Manipulacja

Nic tak chyba nie doprowadza mnie do szewskiej pasji jak fakt, że zostałam przez kogoś zmanipulowana. że ktoś wykorzystał mnie do swoich niecnych celów. Że bawił się moimi uczuciami, grał na strunach mojej wrażliwości czy uczciwości. A na końcu kopnął mnie w … Nawet jeżeli manipulacji dopuszcza się obca osoba, boli jak diabli. Często płyną łzy, pojawia się pytanie: dlaczego? Później przychodzi złość, wściekłość, chęć odwetu, a ostatecznie pojawia się pogarda i politowanie… Biedny taki człowiek, który dla swojej korzyści traktuje innych jak bezduszne marionetki. Ostatecznie zawsze zostaje sam, wcześniej czy później. Manipulacja to obrzydliwość i szczyt ludzkiej perfidii…

I jeżeli tak dotkliwie czujemy się zranieni, gdy ktoś nami manipuluje, co musi czuć dziecko, które jest wykorzystywane do manipulacji? Które staje się przedmiotem do zadawania bólu innemu człowiekowi. Do zadawania bólu ojcu przez matkę, czy odwrotnie.

Ile razy w nasze małżeńskie, separacyjne czy rozwodowe gierki wciągamy dzieci, czyniąc z nich narzędzie do zadawania bólu lub wyciągania korzyści, nie zasługujemy na miano rodziców!
Nie jesteśmy nawet sobie w stanie wyobrazić, o ile sami tego nie przeżyliśmy, co może czuć takie dziecko. Kocha obojga rodziców i już sama świadomość, że oni mogliby nie kochać siebie nawzajem jest niezwykle trudna do uniesienia. Właściwie bez pomocy jest nie do uniesienia. Co dopiero postawienie dziecka w sytuacji, w której musi się opowiadać za mamą lub tatą, niby dla własnego dobra. W której jest bombardowane negatywnymi uczuciami rodziców do siebie nawzajem.

Dziecko zawsze stoi pomiędzy mamą i tatą. Jest dosłownie i w przenośni, choć odrębną istotą, to jednak częścią każdego z nich. I zawsze, ale to zawsze gdy zostanie wciągnięte w małżeńskie intrygi jego serce jest rozdzierane na pół.

We mnie dziecko szuka siebie. Dzięki mnie, albo dostrzega swoją wartość, albo ją traci.
Ono zawsze odbija się w moich oczach .
Moje oczy są dla niego kryształowym lustrem bądź krzywym zwierciadłem.

To ja decyduję czym!

Pamiętasz sytuacje z dzieciństwa, w których doświadczyłeś od najbliższych Ci osób krzyku? Pamiętasz jak byłeś okłamywany, obrażany czy wykorzystywany do manipulacji?
Nawet jeżeli nie pamiętasz konkretnych sytuacji, to uczucia, których wtedy doświadczyłeś są w Tobie. I to nie są pozytywne uczucia, prawda?
Zaoszczędźmy ich naszym dzieciom.
Część druga tutaj – szarpanie, brak uwagi, straszenie dziecka.

Wpis powstał w ramach akcji JEDEN DZIEŃ BEZ PRZEMOCY. Zapraszam do udziału.

 

Patronem medialnym akcji jest portal:

madrzy-rodzice-logo

Podobne Posty

  • Proste! Nie kłamać, nie manipulować, nie obrażać. Tylko, dlaczego łatwiej to napisać niż zrobić?

    • Bartku, myślę, że odpowiedź jest bardzo prosta. Po pierwsze, niby zgadzamy się z tym, że nie powinniśmy stosować takich metod, ale dość często można usłyszeć: „No tak, ale jak od czasu do czasu krzyknę na dziecko, to nic się nie stanie” albo ” Jak powiem dziecku, że nie ma już słodyczy w szafce, choć one tam są, tylko dla jego dobra” – później lista kłamstw „dla dobra dziecka”, wydłuża się najczęściej. Po drugie, nawet jeśli jesteśmy przekonani w 100%, że takie zachowania wobec dziecka nie są w porządku i pragniemy je zmienić, to jeżeli sami doświadczyliśmy jako dzieci podobnych zachowań, ze strony dorosłych, to stały się one częścią nas i zmiana jest trudna, długa i często bolesna. Jest jednak możliwa i już samo rozpoczęcie zmian w tym obszarze, przyczyni się do dużo lepszych relacji z dzieckiem. Pozdrawiam

      • A mi się po prostu wydaje, że idziemy na skróty kłamiąc czy oszukują. Dziecko nam oszukać łatwo, kogoś dorosłego trudno, ale gdyby trafiła się okazja, to prawie wszyscy by z niej skorzystali. Ja wiem jak ciężko dziecku czasem coś wytłumaczyć, ale trzeba. Kłamstwo ma krótkie nogi, to wszyscy wiemy. Kłamiąc, podważamy też swoje zaufanie, bo jak się dziecko dowie, a dowie się na pewno, to będzie mu trudniej zaufać ponownie.

        • Może wielu przypadkach idziemy na skróty, ale jest coraz więcej rodziców, którzy bardzo pragną zmienić swoje zachowanie i idzie to dość opornie. Nawyk jest jak druga natura. Niestety trudno go zmienić.

  • Alicja

    Bardzo
    dziękuje za ten wpis. Potrzebne to nam- rodzicom. Tak wielu z nas nie
    przywiązuje wagi do słów, jakie kieruje do swoich dzieci. A często to 
    bolesne, raniące czy upokarzające słowa…niestety. A przecież kochamy
    je nade wszystko, chcemy dla nich dobra, chcemy dbać o nie i wychować na
    dobrych, mądrych dorosłych, by w przyszłości one były dobrymi
    rodzicami. Zacznijmy więc zmianę od siebie, bo tylko taka ma szansę
    powodzenia. Powtórzę też swoje słowa, które napisałam na facebookowym
    profilu blogodzinki- gratuluję
    bardzo ciekawego bloga. Wśród tak popularnych teraz, Wasz jest
    wyjątkowy. Wyróżnia go trafność spostrzeżeń, ważność poruszanych
    tematów, profesjonalne do nich podejście i przede wszystkim- co uważam
    za najważniejsze- tu czuć miłość i szacunek do dzieci, traktowanie ich z
    należytą uwagą i troską. Podziwiam, gratuluję i proszę o jeszcze.

    • Alicjo, dzięki za te pełne życzliwości słowa. Tak, jak napisałaś, jedyna droga do właściwych relacji z dzieckiem to zmiana swoich zachowań, których często nauczyliśmy się w domu rodzinnym. Zmiana trudna, pracochłonna, ale możliwa. Pozdrawiam

  • Gosia

    Bardzo dobry wpis, jak Cię czytam za każdym razem sobie uświadamiam moje błędy i nad nimi pracuje, i od jakiegoś już czasu po obcowaniu z Twoim blogiem żyje się nam lżej, nie krzyczymy, tłumaczymy, pozwalamy naszemu szkrabowi na więcej, nie mówimy NIE BO NIE, i choć nasz mały ma dopiero 20 miesięcy, widzimy że jest radośniejszy, spokojniejszy, mimo że wyłączyliśmy TV na dobre i zamiast kreskówek słuchamy radia dla dzieci, razem się bawimy i jest super, choć czasem krew się gotuję i chciało by się krzyknąć, to tłumimy to w sobie – głęboki oddech i z uśmiechem na ustach tłumaczymy po raz setny czasami 🙂 Dziękuję że jesteś i że można od Ciebie czerpać tak wiele będąc mamą. Pozdrawiam.

    • Dzięki, takie komentarze bardzo motywują i zobowiązuję 🙂 Myślę, że własnie te małe kroczki, codzienne porażki i próby od nowa, aby być dla dziecka wyrozumiałym i wspierającym rodzicem, to droga do wychowawczych sukcesów. Życzmy sobie powodzenia 🙂

    • maria

      mam nadzieję, że użyte tu słowa „tłumimy w sobie” to nie prawda, wszak tłumienie w sobie jest dla nas zgubne. Ja się odkrywam przed swoimi dziećmi, nie udaję niczego tak jak i one, ja też mam prawo się złościć, znudzić, zmęczyć, smucić…. i mówię im to, i o dziwo rozumieją, że mama jest teraz nie w humorze i prosi o 5 minut dla siebie bo musi wytrzepać wycieraczkę aby upuścić z siebie emocje. Jestem człowiekiem tak jak i one i nie zamierzam w sobie nic tłumić do czasu gdy tłumione przeleje szalę goryczy i wybuchnę jak Nagasaki siejąc pogrom. Upuszczam swoje emocje i pokazuję to dzieciom, zresztą pokazuję im w ten sposób jak mogą sobie radzić ze swoimi emocjami.

      • Gosia

        wiesz Maria mój synek ma 21 miesięcy i trudno mu jest raczej wytłumaczyć że mama jest zmęczona i potrzebuje 5 min dla siebie, bo co znaczy 5 min dla takiego szkraba kiedy on jeszcze nawet nie zaczął porządnie mówić, wolę stłumić w sobie nerwy niż na niego nakrzyczeć bo krzyku się boi i później będzie problem, więc pisząc tłumić w sobie miałam na uwadzę, trzymanie języka za zębami kiedy chciało by się krzyknąć, i nie chciała bym żeby moje dziecko radziło sobie z emocjami za pomocą krzyku.

  • Świetny tekst!

  • Czasami my rodzice nie zwracamy uwagi na to, ze dzieci są naszym odbiciem.
    Chłoną nasz każdy gest każde słowo jak gąbka …. Jesteśmy dla nich wzorem …. I co się dzieje kiedy dziecko odkrywa, że to co mówi rodzic i to co robi … jest złe ….
    Kiedy ustalamy zasady i sami je łamiemy – jak to wygląda w oczach dziecka ?
    Czasem warto się zastanowić jak to wygląda ich oczami!

    Świetny tekst!!

    pozdrawiam

    • Dokładnie, dziecko nam nie powie pewnych rzeczy, Jednak na pewno bacznie nas obserwuje. Nie wiem czy się ze mną zgodzisz, ale wydaje mi się, że w oczach dziecka jesteśmy jak bogowie. Ci, którzy maja moc sprawczą. Jeżeli nasze słowa i czyny ranią dziecko, traci no największe podparcie w życiu. To nie może pozostać bez konsekwencji w jego późniejszym życiu. Pozdrawiam

  • Pingback: Rzeczy, których nie znoszę, a jednak serwuję je swoim dzieciom. Cz. 2 - szarpanie, bagatelizowanie i brak uwagi, straszenie ⋆()

  • Pingback: Jeden dzień bez przemocy - zaczynam od siebie ⋆()

  • Marta

    Mega, mega, mega dobry wpis. Dzięki! W imieniu swoim i moich dzieci zapewne 😉

    • Dzięki Marta, mam wielką nadzieję, że sporo dzieci, skorzysta dzięki niemu. Pozdrawiam Cię serdecznie

  • Setna Strona

    „Ty chyba jesteś jakiś nienormalny, jak bym cię nie chwyciła to byś spadł
    i ten pusty łeb sobie rozbił, siadaj na krześle i nie waż się więcej
    ruszyć” – SRSLY?! |Przez otwór gębowy by mi nie przeszło. Do własnego dziecka. Masakra.

    My mamy partnerstwo z moja przewagą (sic!); dziecku trzeba tłumaczyć, dlaczego coś się robi, lub czegoś zabrania, najlepszy przykład – idziemy na zastrzyk, Mały pyta, czy będzie bardzo bolało, ja mówię, że będzie bolało, ale nie bardzo, tylko średnio, że musi być dzielny, bo to dla zwalczenia choroby, żeby być zdrowym. Jak Mały coś jest nie w sosie i chce przejąć „panowanie nad światem’, to zwyczajne „musimy porozmawiać o szacunku” się sprawdza. odbyliśmy kiedyś taka rozmowę, rzeczową, nie krzyczałam, nie straszyłam, ale dawałam przykłady. Tyle. Mam nadzieję, że to zaprocentuje i będzie z Małego wspaniały Duży.

    • Dziękuję, za ten komentarz. Jak widać dzieci można wychowywać bez krzyku i przemocy. Kosztuje to, nas rodziców, więcej czasu, uwagi, ale warto. Pozdrawiam

      • maria

        zdarza mi się w chwili nagłej potrzeby krzyczenia ( bo owszem, całe dzieciństwo spędziłam wśród wrzeszczących na siebie, co zasiało we mnie złe ziarno) głośno śpiewać autorską piosenkę o zaistniałej sytuacji, a że jest podyktowana emocjami, to zazwyczaj ma mało rymów, nierówne zwrotki, banalny refren w postaci choćby samego lalala,dużo zamaszystych gestów, wplatane słowa dziwne aby znaleźć rym no i śpiewam ją zazwyczaj głośno, bo jest przerysowaną operą. Ale rozładowuje to napięcia niesamowicie i zazwyczaj jest tak, że po drugim refrenie już każdy wrzuca swoją frazę, podpowiada jakiś rym i piosenka przeradza się w śmieszną dla wszystkich. Taki tam sposób na krzyk. Autorski. Działa.

  • Cieszę się, że jest ktoś, kto myśli podobnie jak ja. Dzieci mają takie same prawa jak dorośli, a w 90% przypadków ich „niegrzeczne” zachowanie wynika z chęci poznawania, ciekawości i nieograniczonej wyobraźni. Szkoda, że czasem o tym zapominamy i krzyczymy, obrażamy albo straszymy. Sama nie jestem idealna, czasem wstydzę się tego, że niepotrzebnie okrzyczę Córkę, zamiast jej wytłumaczyć. Czasem zamiast poświęcić jej maksimum uwagi, mówię – tak, tak… a tak naprawdę w ogóle jej nie słucham. Ale najważniejsze, to mieć świadomość, że takie zachowanie nie jest dobre, że trzeba pracować nad sobą równie mocno co nad dzieckiem. Życzę takiej świadomości każdemu rodzicowi. Wtedy przestanie się słyszeć bzdury w stylu – klaps albo opieprz nikt nikomu krzywdy jeszcze nie zrobił. Bo bagatelizowanie błędów jest gorsze niż ich popełnianie i naprawianie.

  • K.

    Przyznaję się,że ten tekst doskonale przedstawia i mnie i moje relacje z 9 letnim synem.Jestem w szoku,jak mogłam się tak zachowywać.Nie myślałam,że wyrządzam Mu taką wielką krzywdę.Twierdziłam,że nie robię nic złego,bo przecież większość znajomych podobnie postępuje ze swoimi dziećmi.A teraz mam coraz większe problemy wychowawcze i nie potrafię sobie z nimi poradzić.Sny nie chce się uczyć,oszukuje,dokucza innym,często nie zależy mu na niczym i ucieka w świat bajek(głupich bajek). Zabrnęłam w swoim postępowaniu tak daleko,że nie wiem jak z niego wyjść.Nie wiem jak naprawić to co zniszczyłam i czy w ogóle się da.Jestem załamana.

Polub nas, bedzie fajnie :)
Polubila(e)s? Kliknij tutaj aby sie wiecej nie wyswietlalo.
Przeczytaj inne:
Dobrze mieć niejadka
Niejadek – mój mąż

- Kochanie zjedz jeszcze kilka łyżek, ale z Ciebie niejadek... - Ale ja już nie mogę. - No zjedz, urośnie...

Zamknij