Nie mamy telewizora, więc nie wiem co tam zapowiadają na przyszłość synoptycy. Od kilku dni jednak, ciepłe promienie słońca budzą nas rano, a Zuzia z Kubusiem coraz częściej wydeptują ścieżkę w stronę piaskownicy. Cóż zatem robić. Otworzyliśmy piwnicę wpuściliśmy tam nasze maluchy i już po chwili wędrowaliśmy z całym majdanem zabawek. “Mamo, ale możemy wziąć wodę do konewek, co?” z ust Zuzi padło pytanie. I chodź przekonywałam samą siebie, że pewnie w ferworze rozkładania plastikowych wiaderek, foremek, kubeczków, łopatek, zapomną o wodzie, podświadomie czułam, że za chwilę będę musiała na nie odpowiedzieć. “Dobrze, weźcie trochę wody, tylko proszę nie pomoczcie się bo jeszcze jest chłodno”.

Oj matko, matko, o czym ty w ogóle mówisz, jakiś głos w głowie z politowaniem szydził ze mnie. Dzieci, piasek, woda, pierwszy raz tej wiosny i mają się nie zmoczyć, najlepiej jeszcze nie wybrudzić i zbyt szybko nie biegać. Przecież to o tyle życzenie pobożne co nierealne. No bo jak tu robić kotlety z piasku, przelewać błotną zupę przez sitko, robić dla mamy i taty kawę z pianką w wielkich kubkach i pozostać nietkniętym przez tą cudowną ciecz, która sączy się między zimnymi, zabłoconymi paluszkami.

 

Kuba na placu zabaw z podniesionymi rączkami wołajac oooch

 

Kuba i Zuzia szczęśliwi, że już w lutym można się bawić w piaskownicy

 

Zuzia na zjezdzalni

 

Dwa błotniste stworki, z brudnymi bucikami, mokrymi kombinezonami (na szczęście są nieprzemakalne) oraz uśmiechami, które mało brakowało, a nie zmieściłyby się na szczęśliwych rumianych buźkach, po kilku godzinach zabawy stanęły w drzwiach naszego szałasu.

Byłam przekonana, że nie tylko nie rozchorują się mimo chłodu i mokrych rączek, ale będą zdrowsze i odporniejsze. W domu rozbieranie, ciepła kąpiel, kolacja, krótka bajeczka i posnęły jak aniołki. Kubuś tylko z niekrytym zachwytem westchnął przed snem oooch.

Pewnie teraz w sennej krainie taplają się w błocie, robią patykami fale na tafli przydrożnej kałuży. Biegają z Chapsią i turlają się ze skarp w ogrodzie. A jutro kiedy zbudzi nas kolejny ciepły promyk słońca, ich myśli pierwsze wybiegną do ogrodu, by przygotować miejsce na kolejne babki, zupki, taplanki… I nikt tego nie zobaczy, tylko wiatr będzie wygrywał swoje melodie w koronach sosen, i od czasu do czasu przysiadał na sznurze, ciężkim od pachnących dziecinnych ubranek, by z zachwytem przyglądać się cudnym igraszkom brzdąców, i błogosławić szczęśliwe dzieciństwo.

Polub nas, bedzie fajnie :)
Polubila(e)s? Kliknij tutaj aby sie wiecej nie wyswietlalo.
Przeczytaj inne:
rozwój dziecka
Mamo, tato nie popychaj. Rodzicielski terror i własne tempo rozwojowe dziecka

ochanie jak ty szybko biegasz. Zobacz, ona jest najwyższa w klasie. Nikt w grupie trzylatków nie mówi tak ładnie jak...

Zamknij