Złość to jedno z najbardziej pierwotnych uczuć, jakie towarzyszą człowiekowi. Pewnie jego zamierzchłość można postawić na równi z uciążliwością.

 

Po co nam złość?

Czy złość może wnosić coś dobrego w życie dziecka?
Jak ukierunkować złość, aby była dla naszego dziecka wentylem bezpieczeństwa w chwili doświadczania nadmiernego stresu?
Jak uczyć dziecko obchodzenia się ze złością innych i swoją własną?

Złość w naszym życiu i życiu naszych dzieci to uczucie nieodzowne. Dlaczego? Bo świat nie jest tylko biały czy różowy. Bo żaden człowiek, w tym także nasze dziecko, nie jest istota idealną. Bo na swojej drodze napotykamy trudności, ludzi z różnym temperamentem, charakterem, sytuacje, które działają na nas „jak płachta na byka”.
Złość to czerwony kolor naszego życia.  Kolor pełen ekspresji i wyrazu. Kolor drażniący, ostry, nadpobudliwy, krzykliwy.

Z jednej strony, nieumiejętne podejście do złości może doprowadzić do potęgującej się agresji, izolacji, popadania w stany lękowe i depresyjne. Z drugiej strony, odrobina zrozumienia złości, umiejętne pokierowanie tym nieprzyjemnym uczuciem, pozwala na nakreślenie własnych granic, rozładowanie nagromadzonych emocji, odreagowanie stresu.

Złość dobra czy zła?

Złość jest obojętna moralnie. Nie podlega ocenie! Często o tym zapominamy, a to bardzo ważna informacja, która pomoże nam  zaprzyjaźnić się z tym nieprzyjemnym uczuciem.
Nie ma złej złości, tak jak nie ma dobrej radości.

Złość, jak każde uczucie, nie podlega ocenie moralnej. Nie jest ani dobra, ani zła. Używając języka chemicznego, można by powiedzieć, że nie jest ani „zasadą”, ani „kwasem”. Sama w sobie ma odczyn „obojętny”.

Wytłumacz dziecku, czym jest złość

Ja mam za sobą jeden bardzo trudny etap złości mojego dziecka i zauważam, że po dłuższej przerwie, rodzi się kolejny.
Już niemowlęta odczuwają złość, gdy jest za głośno, gdy nikt nie zwraca na nie uwagi, gdy są zmęczone, głodne. Komunikują swoją złość płaczem, marudzeniem, krzykiem, rozdrażnieniem.

Prawdziwe schody dla nas, rodziców, pojawiają się jednak wówczas, gdy nasze dziecko zaczyna doświadczać, że jest istotą ODDZIELNĄ. Zaczyna wyrażać swoje niezadowolenie poprzez krzyk, płacz, tupanie, szarpanie, a nawet bicie innych. Ostatnio Ania z „Przewijak.es” we wpisie On mnie bije, podzieliła się swoim niepokojem, gdy Młody, przyłożył jej „z liścia”. Przecież, jak pisze, nigdy go nie uderzyła, stara się być wyrozumiała, cierpliwa, tłumaczyć. Niestety, cokolwiek byśmy nie robili, dzieci, podobnie jak my, doświadczają frustracji, złości i wyrażają to! Nie demonizuj złości Twojego dziecka, wytłumacz mu to uczucie!

CIESZ SIĘ, ŻE TWOJE DZIECKO SIĘ ZŁOŚCI!!!

Wyrażanie złości jest objawem prawidłowego rozwoju dziecka. Jeżeli dziecko jest „zbyt grzeczne”, tzn. doświadcza przemocy ze strony innych, nie otrzymuje rzeczy o którą prosi, czy jest zmuszane do wykonywania czegoś i nie stawia oporu, wtedy należy się temu dokładniej przyjrzeć. Są to bowiem niepokojące objawy.

Niezwykle ważną rzeczą jest zrozumienie przez dziecko złości, której doświadcza. Nigdy nie wolno mówić do dziecka (a spotykam się z tym dość często):

– Nie wolno się złościć!

– Złość jest brzydka!

– Jesteś brzydka gdy się złościsz!

-Nie złość się, bo nikt Cię nie będzie lubił!

Złość nie jest brzydka!
Złość nie jest zła!
Każde dziecko ma prawo do złości!
Złość nas chroni!
Złość nam pomaga!

Naucz dziecko przeżywać złość!

Kilka razy w ostatnim czasie natknęłam się na stwierdzenie, że dziecko ma prawo do wielu rzeczy, a co z rodzicem? Przecież też ma prawo do frustracji, zmęczenia, złego dnia. Oczywiście, że tak. Trzeba nam jednak zauważyć, że
jesteśmy starsi od naszych dzieci, mamy więcej doświadczenia, powinniśmy być mądrzejsi i cierpliwsi. Żadna łaska, że reagujemy właściwie gdy nasze dziecko się złości. Więcej – mamy obowiązek jako rodzice nauczyć dziecko właściwego obchodzenia się ze złością. Dać mu przykład, jak rozładować napięcie nie czyniąc przy tym krzywdy, tak sobie, jak i innym. Dziecko nie ma obowiązku znosić naszej złości, frustracji i słabszych dni, my owszem, jako rodzice mamy taki obowiązek. Mamy również obowiązek poprowadzić dziecko przez świat uczuć. Nauczyć je obchodzenia się z nimi.

Dziecko właściwie wyraża złość czyli praca z  BAJKĄ TERAPEUTYCZNĄ

O ile odczuwanie złości samo w sobie jest obojętne, o tyle wyrażanie złości już nie. Złość można wyrażać dobrze lub źle.

Jeżeli z powodu odczuwania złości Twoje dziecko krzyczy na innych, bije, popycha lub w inny sposób czyni im krzywdę, to takie niewłaściwe zachowania trzeba zastąpić właściwymi. Do Ciebie należy aby pomóc w tym dziecku. Jak to zrobić?

Z własnego doświadczenia wiem, że świetnym sposobem zapoznania dziecka z emocjami, oswojenia i zaprzyjaźnienia  go z nimi,  jest BAJKA TERAPEUTYCZNA.
W ostatnim czasie odkryłam bardzo pomocna stronę Pacynkowo, na której zapoznałam się z rewelacyjnym programem „Opowieści z Pacynkowa”. Zachęcam do zapoznania się z nim wszystkich rodziców, którzy pragną zrozumieć najpierw własne uczucia, a następnie poprowadzić tą drogą swoje dzieci.

Ponieważ program jest świetnie opracowany, a Zuzia jest w sam raz w wieku odpowiednim do pracy z uczuciami, raz w miesiącu będę Wam zdawała relację z naszej pracy nad konkretnym uczuciem. Dziś:

„TAJEMNICA TATUSIOWEJ SZUFLADY”

To pierwsza opowieść, która dotyczy właśnie złości u dzieci.
Szczegółowe instrukcje dotyczące pracy z tą bajką znajdziecie Tutaj.

Ja pragnę podzielić się moim doświadczeniem pracy z Zuzią – będę to opisywała w formie krótkich zaleceń, które sama wprowadzam w życie.

Przygotowanie

Aby rozpocząć pracę z uczuciem złości u Twojego dziecka najpierw sam musisz się do tego dobrze przygotować.

Powtórzę to jeszcze raz, bo to bardzo kluczowa sprawa: MUSISZ PRZEKONAĆ SIEBIE, ŻE ZŁOŚĆ NIE JEST CZYMŚ ZŁYM. Nie będzie to łatwe, gdyż jest to uczucie raczej nieakceptowalne społecznie i posiadające dość pejoratywny wydźwięk. MASZ PRAWO ODCZUWAĆ ZŁOŚĆ! TWOJE DZIECKO MA PRAWO ODCZUWAĆ ZŁOŚĆ! Może to być dla Ciebie rewolucyjne stwierdzenie i doświadczenie, ale taka jest prawda!

Jeżeli jesteś gotów uwierzyć, że złość nie jest niczym złym, zapraszam do przejścia 12 kroków:

1. Zaakceptuj złość dziecka.

Pozwól mu ją przeżywać. Wyrzuć ze swojego słownika, takie stwierdzenia jak :
– Nie możesz się tak złościć!
– Złość jest zła!
– Musisz być grzeczny!

2. Uświadom sobie, że dziecko nie jest złośliwe!

Jeżeli wyraża złość w nieodpowiedni sposób, to tylko dlatego, że nie nauczyło się jeszcze robić tego inaczej.

3. Porozmawiaj z dzieckiem o złości jaką odczuwa.

Zapytaj, jak wygląda jego złość. Powiedz, że Ty również czasem się złościsz i to nie jest nic złego. Zaproś dziecko, aby narysowało swoją złość na kartce, Ty zrób to samo. Porozmawiaj z dzieckiem o rysunkach. Można wymyślać złości śmieszne cechy czy imiona, aby nieco oddramatyzować to uczucie.

4. Powiedz dziecku, że może odczuwać swoją złość.

Nigdy jednak nie zgadzaj się aby przez to krzywdziło siebie czy innych.

5. Przeczytajcie wspólnie bajkę TAJEMNICA TATUSIOWEJ SZUFLADY

(oczywiście w razie potrzeby tatusia można zamienić na mamusię, babcię …)

Rano obudził mnie szum deszczu.
– O nie, tylko nie to! – jęknąłem. – Przecież dziś sobota i mam jechać z
rodzicami na wycieczkę rowerową!
Szybko wyskoczyłem z łóżka i pobiegłem do okna, żeby sprawdzić, czy
rzeczywiście pada. Miałem nadzieję, że deszcz tylko mi się przyśnił. Ale to nie
był sen. Deszcz padał naprawdę. I to porządnie. W naszym ogródku zrobiła się
ogromna, błotnista kałuża, w której smętnie pływała moja konewka.
– Jeżeli podobnie wyglądają ścieżki rowerowe w naszym lesie, to o
wycieczce mogę zapomnieć! – pomyślałem. – Czy musiało się rozpadać akurat
dziś?!
Ze złości coś piekło mnie w gardle. Chciało mi się płakać.
– Wstrętny, okropny, paskudny deszcz! Co on sobie myśli! – wycedziłem
przez zęby i tupnąłem. A potem poszedłem do kuchni, żeby przytulić się do
mamy. To zawsze pomaga. Ale wyobraźcie sobie, że w kuchni zamiast mamy
stała pani Basia, nasza sąsiadka! Okazało się, że mama została pilnie wezwana
do pracy, a tata niespodziewanie musiał pojechać do chorego kota babci Jadzi.
Bo tata jest weterynarzem, czyli takim lekarzem od zwierząt i czasami jeździ do
swoich pacjentów.
Nie było więc ani mamy, ani taty. Tylko pani Basia. Ale do niej jakoś nie
miałem ochoty się przytulać.
– Jak oni mogli wyjść i mnie zostawić! – pomyślałem ze złością. Byłem
tak wściekły, że nie mogłem zjeść śniadania. Po godzinie w brzuchu burczało mi
już tak głośno, że pani Basia się przestraszyła. Myślała, że to nadciąga burza,
taka z piorunami. A kiedy zorientowała się, że to nie burza tylko mój brzuch,
zrobiła mi kanapki z dżemem. Spojrzałem na te kanapki i poczułem, jak wzbiera
we mnie nowa fala straszliwego gniewu. Przecież ja nie lubię kanapek z
dżemem! A w ogóle to w sobotę mama zawsze robi mi jajecznicę! Ależ byłem
wściekły! I głodny! Miałem ochotę wyć i wrzeszczeć, gryźć i kopać! Moje ręce
same zacisnęły się w pięści, czułem, że płoną mi policzki, a w brzuchu dzieje się
coś dziwnego.
– W sobotę nie jem kanapek! – krzyknąłem, a potem, niewiele myśląc,
zrzuciłem talerz ze stołu. Pani Basia zmarszczyła brwi i kazała mi podnieść
kanapki.
– Uuuaaa! – zawyłem. – Nie będę niczego podnosił! Niech sobie pani
sama sprząta! – wrzeszczałem i tupałem. Przez głowę przebiegła mi myśl, że
może powinienem przestać, ale nie dałem już rady. Krzyczałem dalej, a w końcu
pokazałem pani Basi język i wybiegłem z kuchni. Ukryłem się w przedpokoju,
w szafie między kurtkami i rozpłakałem się. Czułem się okropnie. Nie mogłem
sobie darować, że znów dałem się ponieść złości. Bo, prawdę mówiąc, to nie był
pierwszy raz… Kiedyś tak się zezłościłem, że ugryzłem moją koleżankę Zośkę, a
innym razem zburzyłem Karolowi zamek z klocków, zdarzyło mi się też w
straszliwej złości pomazać notes taty, a nawet kopnąć mamę. Tak, tak, jestem
nerwusem – a przynajmniej tak mówi o mnie Zośka.
– Ale ja wcale nie chcę aż tak się złościć! – pomyślałem i poczułem się
jeszcze gorzej. Nagle usłyszałem, że otwierają się drzwi. To wrócił tata. Chwilę
szeptali coś z panią Basią, a potem tata podszedł do mojej szafy. Pomyślałem, że
tata nakrzyczy na mnie za te zrzucone kanapki i postanowiłem, że nie wyjdę z
szafy.
– Tomku, jesteś tam? – zapytał tata.
– Tak – burknąłem. – I już tu zostanę … – dodałem stanowczo. Znów
poczułem złość. Było tak, jakbym miał w brzuchu wielki, nadmuchany balon –
balon złości.
– Hmm…, wygląda na to, że jesteś bardzo zdenerwowany – stwierdził
spokojnie tata i usiadł obok szafy. Ucieszyłem się, że tak sobie usiadł obok. I że
nie robi mi wymówek. Poczułem, że chcę mu opowiedzieć, co się stało.
Pomyślałem, że to zrozumie.
– Pani Basia dała mi kanapki z dżemem! A ja przecież chciałem
jajecznicę! I nie mogłem się przytulić do mamy, a ciebie nie było! I padał
deszcz! – krzyknąłem i parsknąłem jak rozzłoszczony smok. Od razu zrobiło mi
się lżej – zupełnie jakby z mojego balonu uszło trochę złości.
– Widzę, że sporo się wydarzyło i jesteś naprawdę wściekły. Nie
spodziewałeś się, że rano zastaniesz w kuchni panią Basię zamiast mamy, a
potem kanapki zamiast jajecznicy. I byłeś głodny, a to bardzo nieprzyjemne
uczucie. A na dodatek ten deszcz… Wiem, że bardzo cieszyłeś się na naszą
wspólną wycieczkę rowerową, dlatego rozzłościło cię, że pada deszcz i
rodziców nie ma w domu.
– Tak, kiedy zobaczyłem za oknem tę wielką kałużę, od razu pomyślałem,
że nigdzie nie pojedziemy… – powiedziałem, ale urwałem, bo znów zachciało
mi się płakać.
– I poczułeś się rozczarowany, a potem wściekły. Mnie też rozzłościł
dzisiejszy deszcz – powiedział tata.
– Ale nie zrzuciłeś swojego śniadania na podłogę… – westchnąłem.
– Nie, ale zajrzałem do szuflady złości – powiedział tata tajemniczym
głosem, jakby chciał wyjawić mi największy sekret.
– Szuflada złości? A co to takiego? – spytałem przejęty i czym prędzej
wygramoliłem się z szafy. Tata wziął mnie za rękę i poszliśmy do jego pokoju.
Usiedliśmy przy biurku. Przytuliłem się do taty z całych sił. Znów przypomniała
mi się ta wycieczka rowerowa.
– Byłem rano strasznie wściekły… – szepnąłem.
– Jak głodny lew? – zapytał tata.
– Uhm – przytaknąłem. – I jak rozwścieczony tygrys, i jak niedźwiedź
wyrwany z zimowego snu, i jak wilk, któremu ktoś ukradł obiad! – krzyknąłem i
uśmiechnąłem się, bo rozbawiło mnie to wymyślanie wściekłych zwierząt. Tata
pogłaskał mnie po głowie i rzekł:
– Kiedy byłem mały, wylałem mojej niani zupę na głowę, bo kazała mi
zjeść dziesięć dodatkowych łyżek, strasznie się wtedy rozzłościłem. No i wciąż
gryzłem moją siostrę Marysię.
– Ciocię Isię, dlaczego? – zainteresowałem się, bo ja też miałem na
sumienie niejedno ugryzienie.
– Z różnych powodów. Pamiętam, że kiedyś wrzuciła do ogrodowej
studni trąbkę, którą dostałem od dziadka. Wściekłem się tak bardzo, że w nocy
obciąłem jej warkocze! – zachichotał tata.
– Naprawdę?! – nie mogłem uwierzyć. – Nigdy bym nie pomyślał, że ty
też się kiedyś złościłeś tak jak ja.
– O, pewnie, że się złościłem! I złoszczę się nadal. Każdy się czasem
złości, synku. To zupełnie normalne, choć nieprzyjemne.
– Ale teraz nikogo nie gryziesz tato…
– To prawda, Tomku. Kiedy jestem na kogoś bardzo wściekły, nie gryzę
go i nie kopię, tylko jak najszybciej kończę rozmowę i wychodzę do innego
pokoju. Bo gdy jestem zły, wolę pobyć sam. Otwieram wtedy moją szufladę
złości – i tata wskazał na ogromną szufladę pod biurkiem.
– To, co trzymam w tej szufladzie, uspokaja mnie – wyznał.
– Pokażesz mi, co trzymasz w swojej szufladzie złości?! – poprosiłem i
spojrzałem na tatę błagalnie. No i tata otworzył szufladę.
– Mam tu papier i kolorowe flamastry. Lubię pisać listy do mojej złości, a
potem je drę albo gniotę! Uwielbiam gnieść papier! – powiedział tata. I
rzeczywiście w szufladzie leżało kilka zgniecionych, papierowych kulek.
Wyglądały jak śnieżne kule oczekujące na bitwę. Tata wyjął jedną kulę,
wycelował i bezbłędnie trafił do kosza na śmieci.
– Ja też mogę spróbować? – zawołałem z entuzjazmem. Tata zgodził się i
urządziliśmy sobie zawody w rzucaniu papierowych kul do kosza na śmieci.
Fajna zabawa, mówię wam. A potem dalej oglądaliśmy zawartość tatusiowej
szuflady. Była tam jeszcze taka mała piłka do ugniatania i organki. A na samym
dnie szuflady leżał niewielki rulonik starannie zawiązany złotą tasiemką.
– A to? Co to jest? – spytałem. Tata uśmiechnął się czule.
– To listy od twojej mamy. Kiedy je czytam, przypominam sobie, że świat
jest bardzo piękny. I że jest ktoś, kto mnie kocha, nawet jeśli czasem złoszczę
się i krzyczę.
– Napiszesz dla mnie taki list tato? Włożę go do mojej szuflady złości.
Chcę mieć taką szufladę, pomożesz mi ją przygotować? – poprosiłem. A tata
zwichrzył moją rudą czuprynę i rzekł:
– Miałem nadzieję, że mnie o to poprosisz!
I cały wieczór szykowaliśmy moją własną szufladę złości!

6. Porozmawiaj z dzieckiem na temat bajki. Wplatając w to sytuacje z życia dziecka w których doświadczało złości

Stwórzcie wspólne ilustracje do tej historii.

7. Stwórz z dzieckiem szufladę złości.

Umieśćcie tam przedmioty które pomogą dziecku rozładować energię w chwili gdy się złości – kartki papieru, pisaki, balony, zośkę, ciastolinę, jakiś instrument, poduszkę do boksowania, tubę itp. Warto zapytać dziecko co chciałoby umieścić w takiej szufladzie i dlaczego.

8. W chwili napadu złości zaproś dziecko do skorzystania z szuflady złości.

9. Pozwól dziecku gnieść i drzeć kartki,

bazgrać ile tylko ma sił, kopać w poduszkę, gnieść zośkę, a później przytul, jeżeli tego chce. Dziecko ze złości może również płakać, krzyczeć, tupać – pozwól mu na to.

10. Nie wstydź się złości Twojego dziecka.

To nic, że widzą ją inni – każde dziecko odczuwa złość. Jeżeli złości się bo nie chcesz mu kupić zabawki, dać o co prosi, wytłumacz dlaczego teraz tego nie dostanie. Jeżeli chce zrobić komuś krzywdę, powiedz stanowczo, że się na to nie zgadzasz i podpowiedz jakąś alternatywną metodę wyrażenia złości ( myśmy nawet boksowały trawnik, bo nic innego nie było w pobliżu).

11. Zastanów się skąd się wzięła złość u Twojego dziecka.

Jeżeli np. nie chcesz mu kupić jakiejś zabawki czy zaspokoić innej potrzeby, często schemat myślowy dziecka wygląda tak ( wg. Goldena):
– Dziecko coś zauważa i pragnie to mieć.
– Oczekuje, że to dostanie, jeżeli rodzice je kochają.
– Nie otrzymuje tego, czego pragnie.
– Wyciąga wniosek, że rodzice go nie kochają, bo nie chcą aby było mu miło i dobrze.
– Pojawiają się emocje poprzedzające gniew: poczucie odrzucenia, zranienia, rozczarowania.
– Pojawia się gniew.

12. Zapewnij dziecko, że jest kochane,

aby przerwać jego niewłaściwy tok myślenia. Powiedz mu wprost: Chociaż nie mogę dać Ci teraz tego o co prosisz, to bardzo Cię kocham. Nawet jeśli dziecko będzie zatykać uszy, usłyszy to. Po kilku takich reakcjach z Twojej strony, histeria będzie się zdecydowanie słabiej objawiać.

Uczucia są zaraźliwe – złość dziecka jest zaraźliwa

Uczucia są zaraźliwe, dlatego kiedy nasze dziecko się złości, często i nas „ponosi”. Wtedy bardzo łatwo o impulsywne i nieprzemyślane zachowania. Wstydzimy się przed innymi, że nasze dziecko tak się zachowuje. Dochodzi do tego poczucie porażki: znowu coś źle robię, nie umiem wychować własnego dziecka.  Żal i zawód z powodu tego, że dziecko nie spełnia naszych oczekiwań. W połączeniu ze złością to prawdziwa mieszanka wybuchowa.
Pamiętaj, że jeśli odpowiesz złością na złość dziecka, jeżeli będziesz na nie krzyczeć, szarpać nim, popychać, przekażesz mu wyraźny komunikat, że i ono, w chwilach napadu złości, może robić innym krzywdę.
Umiejętność opanowania w chwilach eskalacji złości u dziecka to nie lada sztuka. Aby tę sztukę posiąść, potrzebujesz ufności we własne siły i doświadczenia w opanowywaniu własnego gniewu. Tutaj, niestety albo na szczęście kłania się praca z własnymi uczuciami, poznawanie ich, akceptowanie i ciągła nauka radzenia sobie z nimi. Jeżeli jeszcze jej nie zacząłeś, zacznij choćby dziś. To jest najlepszy moment:)

Warto obejrzeć filmik, który przygotowała Fundacja Dzieci Niczyje w ramach projektu „Dom bez klapsa”. Opanowanie i zrozumienie własnej złości to pierwszy krok w stronę zrozumienia złości dziecka. Pamiętajmy jednak, że dziecko nie jest odpowiedzialne za naszą złość. Pewne  zachowania dziecka mogą doprowadzić do naszej frustracji, ale to nie jest wina dziecka. To my jesteśmy odpowiedzialni za swoje uczucia.


Życzę powodzenia sobie i Tobie!

W Światowym Dniu Praw Dziecka, życzmy wszystkim dzieciom mądrych rodziców, którzy dadzą im prawo do złości i nauczą mądrze ją przeżywać.
zlosc-u-dziecka

Podobne Posty

  • Gosia

    Jakie to trudne co piszesz ale i jakie prawdziwe, sama przez to przeszłam, i widzę jak wielką krzywdę mogą wyrządzić dziecku nasze emocje i brak kontroli nad nimi. Ale pracujemy nad tym i z dnia na dzień jest coraz lepiej,choć nasz mały złośnik kiedy się złości klaszcze w dłonie i pokrzykuje AAA…takie to zabawne z jednej strony a z drugiej zaskakujące to u niego coś nowego i uczę sobie z tym radzić. I tak jak piszesz muszę się nauczyć że złość to nic złego.

    • Gosiu, przez lata tam wpajano ( przynajmniej mi), ze złość jest czymś złym. Nikt w dzieciństwie nie wyjaśniał jak sobie z nią radzić, posiadamy całą masę stereotypowych zachować, obciążonych czasem, niestety. Praca z tym uczuciem zatem nie należy do najłatwiejszych. Ale damy radę, najważniejsza jest świadomość i chęci. Życzę Ci kochana powodzenia i jestem pewna, że masz sukces murowany 🙂

  • Oj Agnieszko, ale mi brakowało Twoich wpisów! A ten to jest dla mnie tak na czasie, że chyba będę do niego często wracać w najbliższych tygodniach – dziękuję!

    • Oj Asiu, ależ ja lubię czytać takie komentarze 🙂 Dobrze jest czuć się potrzebnym i pożytecznym dla innych 🙂 Powodzenia Kochana.

  • Ja się nie znam, bo tylko ojcem jestem, ale moi synowie potrafią się złościć i zawsze jest ku temu jakiś powód czy przyczyna. Chwila rozmowy, przytulenie i sprawa jasna. Złościć się można, krzywdy robić nie wolne, bo się jest złym. Może po prostu tego potrzeba. Rozmowy z takim małym dzieckiem, pytanie, dociekanie, spokojne tłumaczenie. Aha, rodzicu! NIGDY nie wstydź się swojego dziecka!

    • „Tylko Ojciec” Ty tu głupot nie pisz. Świata bez ojców by nie było 😉 Bardzo ważna dopowiedź ” NIGDY nie wstydź się swojego dziecka!!!” Dzięki

  • Ojej, nie wpadłam na to. Jak dobrze, że tu trafiłam zawczasu. Me dziecię właśnie zaczyna okazywać złość (nie, że teraz w tej chwili, tylko wchodzi w ten okres) i zastanawiam się jak reagować. Dzięki!

  • Emil

    Kurcze, ale fajnie. Przypadkiem tu trafiłem i okazuje się, że nie jestem takim złym ojcem jak mi się wydawało. Zawsze jak córka się złości, biorę ją delikatnie na bok i rozmawiamy, dlaczego się zachowuje nie tak jak powinna, ona mi tłumaczy, a ja ją pocieszam. I suma summarum rzadko się zdarza, żeby 5-10 minut nie zmieniło jej podejścia. Oczywiście nie ma „nie złość się”, „jesteś niedobra!” (co najwyżej – Twoje zachowanie mi się nie podoba, chociaż rozumiem, że możesz być zła). I ZAWSZE- „Tatuś Cię kocha, niezależnie od tego co zrobisz, ale jest mi o wiele weselej, jeśli się nie złościmy, ok?”

    • Super Ojcze 🙂 Zmieniłabym tylko zdanie „Rozumiem, że możesz być zła” na „Rozumiem że się złościsz”. W tym pierwszym przekazie, dziecko otrzymuje komunikat, zupełnie niechcący, jestem zła. A przecież to nie jest prawda. Pozdrawiam 🙂

  • Magda

    Super tekst o złości. Napisany tak… po ludzku, od serca. Niby te wszystkie mechanizmy powstawania złości, i mojego dziecka, i przy okazji mojej (niestety) – od strony psychologicznej rozumiem, ale wpis mnie naprawdę ujął. Sposobów, jak sobie radzić ze złością, trzeba jednak szukać metodą prób i błędów, samemu, w praktyce.
    Magda, lubiepisac.blogspot.com

  • www.rossnezdrowo.blogspot.com

    Mój Piotruś za 4 dni skończy dopiero roczek, a już z niego jest mały złośnik. Strach pomyśleć co będzie później:) Pozdrawiam

Polub nas, bedzie fajnie :)
Polubila(e)s? Kliknij tutaj aby sie wiecej nie wyswietlalo.
Przeczytaj inne:
nie bij001-2015-04-01
Nie dajesz klapsów? Twoje dziecko będzie chamem i przestępcą!

Pragnę wyrazić ogromną wdzięczność, tym wszystkim, którzy z takim zaangażowaniem, pod ostatnim wpisem i w wiadomościach prywatnych, próbowali uświadomić mnie...

Zamknij