Kochana Mamo i Tato.
Kiedy nosiliście mnie pod sercem czułem, że jestem otoczony ogromną siłą miłości, która nigdy nie pozwoli mnie skrzywdzić.
Kiedy głaskaliście brzuszkowy balonik, czułem ciepło dłoni, które zawsze miały mnie przytulać, czule dotykać i prowadzić.
I nie pomyliłem się.
Gdy po wielkim wybuchu, jaki miał we mnie miejsce w dniu narodzin, moje ciało przylgnęło do was, czułem, że jestem w niebie. Dla którego zostałem stworzony.
Zbyt wiele nie wiedziałem o tym co mnie otacza z wyjątkiem tego poczucia, że wszystko jest piękne i dobre, bo wy jesteście blisko i czuwacie.
Płakałem, gdy nie umiałem inaczej wyrazić moich pragnień. Byliście, by otrzeć każdą łzę, by zaspokoić każde pragnienie maleńkiego serca.
Śmiałem się w głos, piszczałem z zachwytu, krzyczałem. Uczyłem się siebie w bezpiecznej przystani Waszej Obecności.
Z czasem pojawiały się we mnie uczucia i pragnienia, których nie rozumiałem, płakałem i krzyczałem jeszcze głośniej, donośniej.
Wciąż nie umiałem ich nazwać, zrozumieć, pokochać.
Wciąż liczyłem, że to Wy przeprowadzicie mnie przez gęsty las histerii, żalu, złości, agresji, smutku, bólu, poczucia krzywdy, odrzucenia i straty.
Bałem się tych stanów we mnie, były jak cienie na ścianach podczas wieczornego zasypiania. Niby niegroźne, ale wciąż tajemnicze i niezrozumiałe.
Czekałem na wyciągniętą dłoń, cierpliwą obecność, zrozumienie.

Bo kto niby miał zrozumieć moje wnętrze, jak nie Ci, z których wnętrza wyszedłem?

Kto miał mnie poprowadzić, przez las uczuć jak nie Ci, którzy sami ten las pokonali?
Wtedy nagle coś runęło.
Kiedy tupałem nogami, bo nieposkromiona chęć posiadania zabawki była stokroć silniejsza od waszego „nie”, poczułem ból. Wasza ciepła, chroniąca, prowadząca dłoń, zadała ból. Bardzo bolało, ale nie to było najgorsze.
Najgorszy było cierpienie, który w tamtej chwili zalało moje serce i na przemian, przeplatało się ze strachem i niedowierzaniem…
Kto mnie teraz poprowadzi?

Kto zrozumie?

Kto ochroni?

Kto wytłumaczy?

Czy sposobem na niezrozumienie jest klaps?
Czy sposobem na bezsilność jest krzyk?
Czy sposobem na wychowanie jest agresja?

Nigdy nie przestanę Was kochać, lecz ten klaps ostudził moje życie.
Wprowadził w dolinę samotności.
Przekonał mnie, że nikomu nie mogę do końca zaufać, nawet tym, którzy mówią, że kochają. A jak tak bardzo chciałem ufać…

Ale rozumiem, bo przecież musiałeś dać klapsa.

Choć on nie zrobił ze mnie lepszego człowieka.
To prawda, może już tak nie tupałem, nie krzyczałem, nie pokazywałem, co dzieje się w moim sercu. Coś we mnie umarło…

Ale nie stałem się lepszy!
Ukryłem się cicho, wycofałem…

Bo nikt nie lubi być bity.

Bo nikt nie lubi być poniżany.

Więc lepiej podkulić ogon i udawać, że się jest kimś innym.
Tylko jakoś trudno wieczorem zasnąć z lekkim sercem i obudzić się z uśmiechem na twarzy.
Tylko tyle…

 

Podobne Posty

  • Aga O.

    Idealnie powiedziane! Klaps NIE jest metodą wychowawczą. Klaps jest PORAŻKĄ WYCHOWAWCZĄ…

    zmotylemnadloni.blogspot.com

    • Helena Laiso

      Wychowywalam sie w czasach,kiedy KLAPS byl jednak metoda wychowawcza a nie porazka.W takich tez czasach wychowywalam swoje dzieci.Mam juz dorosle wnuki.W tamtych czasach dzieci nie pyskowaly w szkole do nauczycieli, nie zakladaly nauczycielom koszy od smieci na glowe, nie rzucaly doniczkami z roslinami po klasie.Wtedy w stosunku do nauczycieli i osob doroslych mialo sie respekt, ustepowalo sie miejsca doroslym w autobusie i ogolnie jakos tak bylo ladniej i latwiej.Ja osobiscie z powodu kilku klapsow od mamy, nie przestalym jej kochac, zapewniam, ze nie mam zadnej traumy, ani tez zadnego syndromu, ni zadry w sercu.Z dziecmi moimi,ktore dzis sa dawno doroslymi ludzmi rozmawialam na ten temat, i tez podzielaja moje zdanie. KLAPS nie byl w tamtych czasach tematem do dyskusji, ale tez nie slyszalo sie o wyrzucaniu dzieci przez okno, czy molestowaniu seksualnym noworodkow. Teraz prowadzimy szerokie dyskusje na temat KLAPSA, wprowadzamy zakazy, ustawy, a coraz czesciej sie slyszy o zakatowaniu dziecka czy innych obscenicznych zachowaniach z tej dziedziny. Serdecznie pozdrawiam zarowno zwolennikow jak i przeciwnikow KLAPSA.

      • Marta

        w zupełności się z Panią zgadzam, też byłam wychowana w tamtych czasach i jakoś nie czuję się gorsza, nie mam skazy na psychice :/ bo raz czy dwa dostałam klapsa. Miałam szacunek do drugiego człowieka, szacunek, które większość dzieci z tzw. rodzin wychowujących bezstresowo nie ma :/ odzywki do rówieśników, nauczycieli i innych pozostawiają dziś wiele do życzenia. Jeśli zatem klaps jest porażką rodzica, to dziecko, które zachowuje się w ten sposób (albo sposób pokazywany np. w serialu „Szkoła” – niestety wiele z tych historii to rzeczywistość w szkołach, tyle że zabiegani za $$$ rodzice tego nie widzą, nie dostrzegają bo przecież ich dziecko jest idealne [w domu]) to życiowy błąd rodzica :/

        • No dobra to wypowiem się jeszcze raz jako dziecko którego nikt nigdy nie uderzył. Szanowałam zawsze i szanuję nadal drugiego człowieka, nie sprawiałam problemów w czasach lat nastu, nie uciekałam z domu, nie pyskowałam rodzicom, wręcz przeciwnie – wiedziałam, że cokolwiek się stanie mogę do nich pójść, porozmawiać, wiedziałam że za jakieś głupie dziecinne przewinienia nie dostanę lania więc nie musiałam tego przed nimi ukrywać. Porównanie zachowania aktorów z serialu „Szkoła” do tego, co dzieje się w przeciętnych polskich szkołach najmądrzejsze nie jest – to tylko serial, którego nikt by nie oglądał gdyby nie było akcji. Co do zabiegania rodziców za kasą i ich ślepotę na zachowanie dzieci – to jest porażka rodzica tak samo jak i bicie. Jeżeli dziecko jest niewidzialne dla takich rodziców na co dzień, dopiero na niego patrzą gdy coś złego zrobi, to co się dziwić że potem takie dzieci źle postępują? Rodzice je tego nauczyli – nie istniejesz dla nas bo jesteśmy zajęci, nie przychodź, nie pytaj bo nie mamy czasu, ale jak zrobisz coś złego od razu do ciebie przybiegniemy.

          • Kasia

            Jak 14 latek, który nie doświadczył klapsa przyłoży Ci nóż do gardła i zarzada tel, pieniędzy albo gorszych rzeczy to go pogłaszcz 🙂 Kpina! Ja nie raz po dupie Rózga dostałam!! A w szkole linijka po łapach!! I NIKOMU nie zrobiłam za to krzywdy, bo wiedziałam, że zrobiłam ŹLE. Nikomu nie mam nic za złe, nikogo nie nienawidzę!!! Nawet na religii uczą, że Bóg za złe KARZE i za dobre NAGRADZA!! Jezus sam CIERPIAL cielesnie na krzyżu i to za NIC. To tak dla tych wszystkich religijnych 🙂 Jak gowniarze zamordują Wam córkę albo zgwalca to będziecie rozmawiać i bezstresowo karać? Pieprzycie głupoty!!!! Kara ma być bolesna, psychicznie. Klaps to klepnięcie ręką a nie znęcanie się, to sam fakt uczy dziecko a nie BOL. Nie mylcie klapsa ze znecaniem się.

          • JUDZIA

            Nawet w Bibli jest napisane…KARC DZIECKO PUKI MOZESZ,ZEBYC GO NIE ZABIL…Bylam w takim domu wychoywana i wyszlam na ludzi.niestety teraz dziecko bez klapsa jest morderca itp…

          • Cichoń Maja

            Co za bzdury…. Mam w rodzinie kilkoro dzieci wychowanych bez bicia, za to z empatią, zrozumieniem, czasem danym dziecku. To nie z powodu braku klapsa rodzi się agresja i zło, a właśnie dokładnie odwrotnie – z powodu niezaspokojonych potrzeb – miłości rodziców, bliskości, poświęcania uwagi i czasu. Agresja rodzi agresję, dzieci z domów, w których panuje przedmiotowe traktowanie, brak szacunku dla innych, poniżanie, etc. przenoszą potem te wzorce do szkoły, do pracy. Proszę porozmawiać z nauczycielami i zapytać, które dzieci sprawiają największe kłopoty wychowawcze. Te, dla których rodzice nie mają czasu. A dziś świat oferuje wiele pokus. Więcej i bardziej dostępnych niż za „naszych” czasów.
            Proszę się najpierw zastanowić, zanim napisze pani takie głupoty.

          • meg

            Wyszłam na ludzi to pojęcie względne, napewno znależliby się tacy którzy byliby innego zdania. Zadziwiające jest, jak Ci wychowani na „biciu” podnoszą swoją wartość słowami „wyszłam na ludzi”. A jednak coś ten klaps w was zniszczył. Może poczucie własnej wartości???

          • Rickardoo

            Parafrazując: Jak 14 latek, który doświadczył klapsa przyłoży Ci nóż do gardła i zarządu tel, pieniędzy albo gorszych rzeczy do daj mu klapsa 😉 Kpina!…
            Z przykrością stwierdzam, że już dawno nie czytałem większych i bardziej nieprzemyślanych głupot.
            Jeśli już kogoś ręka świerzbi i nie potrafi inaczej to proszę aby pamiętał, że w złości traci wyczucie i tzw. zwykły klaps może w przyszłości (jeśli nie od razu) być przyczyną rozmaitych problemów odkręgosłupowych o „nieustalonej” (klapsowej) przyczynie…

          • meg

            Zadziwiające jest, jak Ci wychowani na „biciu” podnoszą swoją wartość
            słowami „wyszłam na ludzi”. A jednak coś ten klaps w was zniszczył. Może
            poczucie własnej wartości???

          • gość

            Prawda jest taka ze teraz młodzież ma za nic nauczycieli dorosłych i bywa że nawet rodziców. Przyszła moda na bezstresowe wychowanie skąd? Z zachodu. I co może tam jest tak idealnie? no powinno być jeżeli to taka super metoda. Lepiej dać dziecku wejść na głowę? Ja nie mówię że trzeba lac na umor ale jeszcze od klapsa do bicia jest daleko.

          • Iwona Wardal

            Dobry Boże, znam rzesze ludzi wychowanych bez klapsa na dobre, współczujące i wartościowe osoby. Moi rodzice wychowali bez bicia czworo dzieci – czy ktoś z państwa mógłby mi wytłumaczyć, jakim cudem żadne z nas nie skończyło w kryminale? Czemu żadne z naszej czwórki nigdy nie przyłożyło nikomu noża do gardła? Czy w cytowanej przez Państwa Biblii Jezus przełożył sobie kiedyś grzesznika przez kolano, żeby mu wybić z głowy grzech? A może jednak stosował łagodną perswazję i dobry przykład? Może dawał rady i cieszył się, kiedy się do nich stosowano, a „Jego oblicze smutniało”, gdy ktoś się do tych rad nie stosował? Państwa wierzących odsyłam do Nowego Testamentu, po obraz Jezusa-Dobrego Nauczyciela oraz Jego apostołów, którzy woleli zginąć męczeńską śmiercią, niż zadać drugiemu człowiekowi przemoc. Państwu niewierzącym polecam np. lekturę poradników Janusza Korczaka, który pracował z sierotami biologicznymi i społecznymi, wyrzutkami znalezionymi na ulicy, młodocianymi kryminalistami, a mimo to NIGDY nie miał potrzeby uderzyć dziecka (co wiadomo nie od samego Korczaka, który mógłby się wybielać, ale od jego współpracowników i wychowanków, którzy przeżyli wojnę). Co więcej: Korczak pozwolił tym zdemoralizowanym, pozbawionym dobrego przykładu ze strony dorosłych dzieciom RZĄDZIĆ niemal całym sierocińcem – dzieci SAME dzieliły się obowiązkami domowymi według swoich zdolności, sił i zamiłowań, decydowały o tym, kto może, a kto nie może pracować w sierocińcu (i wcale nie wybierały osób, które najmniej od nich wymagały!!!), występowały z różnymi wnioskami i pomysłami do Korczaka, planowały i realizowały swoje pomysły, jeśli były na to środki, same też rozstrzygały spory między sobą i karały winnych jeśli była taka potrzeba – a to wszystko w żydowskiej, niedofinansowanej i przepełnionej placówce w antysemickiej Polsce dwudziestolecia międzywojennego, a później także w koszmarze getta… Jeśli on mógł, to jakie argumenty możemy mieć za tym, że my nie możemy?!

          • skrzywdzona-niekrzywdząca

            Czytając wpis Pani i innych dorosłych dziś osób, w dzieciństwie
            doświadczających przemocy da się wyczuć bardzo duże pokłady agresji i 
            złości. W wypowiedziach osób niedoświadczających krzywdy tego nie ma.
            Zamiast krzyku, ubliżania i surowej oceny stosują One łagodną perswazję.
            Sfrustrowany i napastliwy agresor nie będzie nigdy traktowany jak
            poważny partner w dyskusji. I nie wynika to z barku chęci zrozumienia
            Pani emocji…Mózg ludzki jest skonstruowany w taki sposób, aby w 
            sytuacji napaści wybierać drogę ataku lub ucieczki, nie zaś otwartości i
            zrozumienia. Jeśli chciałaby Pani wnieść coś do dyskusji radziłabym
            spuścić z tonu.
            To zapewne prawda, iż radzi sobie Pani w życiu, „bez
            trudu” pokonuje Pani przeciwności…jednak koszt funkcjonowania w 
            odcięciu od swoich prawdziwych uczuć jest ogromny. A narastająca
            agresja, pozostająca nierozpoznana i niezrozumiana odbiera radość i 
            ufność do świata, który naprawdę może być dobry i wspierający, jeśli
            tylko chcemy go takim widzieć. Niestety wychowując się w przemocowych
            rodzinach powielamy schematy ich funkcjonowania, a co gorsze- traktujemy
            je jako naturalne i właściwe, o czym Pani z resztą pisze. Proszę jednak
            pamiętać, że ten krąg przemocy (bo nią również jest wymierzanie
            klapsów) można przerwać w każdej chwili. Zawsze można próbować zbudować
            lepsze relacje, oparte na miłości i skupieniu na uczuciach, nie zaś na 
            odcinaniu się od własnego wnętrza. To, że Pani była krzywdzona (nawet
            jeśli pozostaje to nieuświadomione) nie oznacza, że musi Pani czy ma
            Pani prawo robić to samo…
            Życzę Pani lepszej przyszłości i przesyłam wyrazy współczucia.

        • Anita

          A skąd wniosek , że dzieci które nie dostają klapsów to właśnie te dzieci które rozrabiają??!! To jest bardzo błędne myślenie. W większości dzieci które właśnie doświadczają przemocy w domu , odreagowują flustrację w środowisku w którym życją, to właśnie te dzieci przesiąknięte „klapsem” , „policzkiem”, myślą że przez takie zachowanie bedą mogły osiągnąć cel……Jak to mówią „czym skorupka za młodu…” Jestem mamą dwójki dzieci 11 i 2 lata….i wiem że proces wychowawczy nie jest prosty, ale wszystko zależy ode mnie od mojej cierpliwosci od tego ile dziecku poświęce czasu . Z dzieckiem trzeba rozmawiać , dziecku trzeba poświecać czas…..Rodzicie czesto ignorują swoje dzieci a potem oczekują by były grzeczne , jadły w gościach przy stole, nie marudziły, mówiły dziękuje, proszę nie uciekały w sklepie tylko w konkretnych sytuacjach nie uczą ich takich zachowań na codzień … albo na 10 takich przypadków 8 razy mama/tata w końcu odpuszczą, dziecko tylko myśli ” może i tym razdem odpuści” Ale jeśli rodzic nie jest konsekwentny to czy dziecko musi wtedy za to odpowiedzieć….musi dostać „klapsa” bo komuś braknie sił, puszczają nerwy…. Rodzice uczą by dzieci nie kłamały, ale kontem ucha słyszą jak mama/tata w rozmowie telefonicznej okłamuje swoją siostrę/mamę / szefa…… Dzieci to wspaniali obserwatorzy i uczą się wszystkiego od nas……
          Pozdrawiam

      • Na temat bicia nie będę się wypowiadać, jestem absolutnie na nie, ale nie mam zamiaru z nikim o tym dyskutować. Natomiast odniosę się do tego, że kiedyś się nie słyszało o wyrzucaniu dzieci przez okno czy molestowaniu – nie słyszało się, bo niby gdzie miałoby się o tym słyszeć? Nie było internetu, wiadomości leciały raz dziennie, więc nikt nie dzwonił do telewizji jak w bloku obok coś się stało, jak gdzieś był pożar czy wypadek na drodze, dostęp do informacji tego typu był w porównaniu do dzisiejszych czasów bardzo ograniczony – co nie znaczy, że to się nie działo

        • Iwona Wardal

          Niestety, sprawa Trynkiewicza to nie jest żadna nowinka – ten szaleniec krzywdził dzieci właśnie w tamtych „cudownych i niewinnych czasach”. Zakatowany Danielek, z którego macocha starała się wybić złe nawyki – też. :/

      • btr

        Helena, w tamtych czasach o wyrzucaniu przez okno i molestowaniu się nie słyszało bo nie było wp.pl, a w cz-b tv miałaś jedynkę i dwójkę. Jeśli masz kawałek rozumu to spróbuj mniej emocjonalnie wspominać „stare, dobre czasy”, a uruchom krytyczne myślenie. Oczywiście osoby odpowiedzialne za „reformę” oświatową i wprowadzenie gimnazjów powinny zostać osądzone za zbrodnię przeciwko narodowi.

      • Oxygene

        Zgadza sue- dzieci byly ciche,posluszne,bez wlasnego zdania. Wytresowane. Dobrze ze czasy sie zmienily.

        • A teraz są oglupione przez gry i tv…plus fochy i wydumane zachcianki, nie mówiąc o rozbuchanej seksualności…straszne czasy.

          • Iwona Wardal

            Gdzie Pani takie dzieci widziała? Jakimś cudem pracuję z cudownymi, pełnymi ciekawości świata, otwartymi, współczującymi i rozumnymi dziećmi…

          • xxxx

            Pewnie w tv widziała i programie „Szkoła”

          • meg

            Rozbuchana seksualnosc u dzieci to nic innego jak erotyzacja dzieci przez media. Trzeba się douczyć drodzy rodzice….i zaangażować w wychowywanie dzieci, bo media Wam dzieci wychowają, a wtedy biada Wam i tym dzieciom. Zainteresujcie się dziećmi, wychowujcie je, żeby się nie okazało że ich nie znacie…

        • Helena Laiso

          Tak bylam posluszna , ale na pewno nie bylam wytresowana i rowniez do mamy moglam sie zwracac ze wszystkimi problemami i mialam swoje zdanie, a w szkole bylam wzorowa uczennica.

      • Ola Brol

        Ależ zapewniam Panią, że w Pani czasach też dzieci były katowane, gwałcone i krzywdzone, nawet częściej niż dzisiaj. Nie słyszała Pani o tym, bo przepływ informacji był mniejszy, a o molestowaniu się poprostu nie mówiło, bo seks uprawiało się pod kołdrą, przy zgaszonym świetle, a się o nim nie mówiło. Któż by się wtedy przejmował krzywdą dziecka, skoro do wyonania była pięciolatka. Sanowna Pani, moje dziecko nigdy nie dostało klapsa, a nie zakłada nikomu śmietnika na głowę, a nauczycieli szanuje. Bo dobrze wychować dziecko można inaczej, niż stosując przemoc. I jeszcze dodam, że ja też dostawałam klapsy, pamiętam, co wtedy czułam do mamy, dlatego wkładam w wychowanie swojego dziecka więcej wysiłku, niż moi rodzice, żeby mój syn mogł mieć do mnie szacunek (jak mnie mama lała, to czułam wszystko, oprócz miłości i szacunku).

      • Anita

        Trzeba pamiętać, że każde dziecko jest inne i jeśli klaps wymierzany przez pani rodziców Panią nie „dotknął” nie oznacza że na świecie nie ma dzieci bardziej wrażliwych, biorących każdy klaps do siebie, na których wpływa on nieodwracalnie , na ich psychikę….. Trzeba też pamiętać że rodzice są różni i nadwyrężają pojęcie „klaps”….Ewolucja cywilizacyjna jest rzeczą nieuniknioną taka jest kolej rzeczy , tak jak kiedyś nie dyskutowano o klapsie nie dyskutowano też o przemocy w domu , ojca który nadużywal alkohol, bo to były rzeczy TABU, o których nie mówiło się głosno, zostawały za zamknietymi drzwiami ….. Ale czy było dobre???!! Dziś mamy wiedze , a wiedza ta wynika z przeprowadzonych badań, że przemoc jakakolwiek wobec slabszego jest agresją wymierzoną w bezbronna istotę…, że jednak w wiekszości przypadków zostawia ona ślad w życiu i psychice dziecka…..i jesli ktos sięgnal po tą metodę to świadczy tylko o tym że poległ dużo wczesniej w metodach wychowawczych i teraz zbiera tego owoc . I jesli dziecko teraz nie slucha to jest tylko i wyłącznie porażka wychowawcza rodzica z którą musi sie zmierzyć , klaps to droga na skróty i trzeba dyskutować aby edukować rodziców , ludzi,….A w kwesti że kiedyś nie słyszało się o wyrzucaniu dzieci przez okno itp. , wydaje mi się że to jest kwestia tylko i wyłącznie tego że media są dziś wszedzie , a kiedyś „w tamtych czasach” nie bylo ani kablówki ani tak rozwinietych mediów…..Pozdrawiam

  • Klaps to porażka rodzica który nie umiał zapanować nad swoimi emocjami, jego przegrana i jego poczucie winy w końcu. Czasem jest to chwila, impuls , a zadra zostaje przede wszystkim w dziecku.

  • daga

    „Ale rozumiem, bo przecież musiałeś dać klapsa.” ..mysle, ze dziecko jednak nie rozumie!

    genialny tekst, bardzo smutne, ze tak sie zdarza..!

    • To sarkazm. Zresztą cała refleksja przychodzi dopiero później. Serce jest bardziej podatne na zranienia niż rozum. Ono więcej zapisuje, nawet jeżeli rozum wypiera coś ze świadomości, w sercu rana pozostaje.

  • anonka

    tak….wychowujcie dalej sieroty życiowe załamujące się pod każdą przeszkodą i łapiące depresję z byle czego – mam już dość tej chorej propagandy – ja dostawałam lanie najzwyklejsze jak byłam nieznośna i żyję – daję sobie radę w obliczu różnych przeciwności , nie muszę iść na terapię jak są problemy w pracy i w życiu codziennym – zastanówcie się jaką krzywdę robicie własnym dzieciom „hodując je pod kloszem”

    • aga

      Nigdy nie byłam bita. Nigdy nikt nie podniósł na mnie ręki. Żyje. Nie potrzebuje terapii, nie potrzebuje lekarzy. Nie mam problemów. Mam w sobie za to morze miłości do mojego dziecka, którego nigdy nie skrzywdze. Bo ono nie zasługuje na to, żeby być bite. Zasługuje na to, żeby być kochane. Świat można pokazywać na różne sposoby… Dzieci mają prawo do błędu. Mają prawo do złości, buntu. Czy dorośli się nie buntuja? Czy dorosłych spotyka za to fizyczna przemoc? Nie. Bo są dorośli. A dziecko? Bezbronne. Bez prawa do głosu i wyrażania emocji. Nie jest równym przeciwnikiem.Jest słabsze. Czy to upoważnia osoby, które bezgranicznie kocha, którym ufa do bicia? Nie. A jednak w swojej bezmyslnosci rodzic podnosi rękę. A zaufanie jest jak cienki lód, który z każdym uderzeniem pęka…

      • gość

        Tzn ze ten kto dał klapsa dziecku to go nie kocha albo skrzywdzi? Jakaś paranoja

        • Iwona Wardal

          Kto kocha swoje dziecko, ten zwykle twierdzi, że chce mu dać „to, co najlepsze”. Klaps to nigdy nie jest najlepsze wyjście. Można go „wybrać” z głupoty, braku opanowania, ze złego nawyku, pod wpływem emocji albo ze zwykłego lenistwa, ale nigdy decyzja o fizycznym ukaraniu dziecka nie jest najlepszą, jaką można podjąć. Nikt nie jest ideałem, każdy czasami sobie odpuszcza, każdy podejmuje czasem złe decyzje – rodzice też. Po prostu pora zacząć nazywać bicie porażką, zamiast go gloryfikować jako „pozostałość lepszych czasów” i wspierać rodziców w innych wyborach, zamiast utwierdzać ich w przekonaniu, że „dupa nie szklanka”.

    • A mnie rodzice nigdy nie uderzyli, przez całe swoje życie nie dostałam ani jednego klapsa. Mam 29 lat, daję sobie radę w obliczu różnych przeciwności, nie chodzę na terapię, nie mam problemów w pracy i życiu codziennym. Nie zostałam „wyhodowana pod kloszem”. To, że się dzieci nie bije, nie oznacza że wychowa się nieudaczników. Nie byłam bita i nigdy w życiu nie uderzę moich dzieci, bo to nie jest metoda wychowawcza.

      • Marta

        Dokładnie. Ja nie byłam bita i szczerze nie wyobrażam sobie jak potwornie bym się czuła, gdybym kiedykolwiek uderzyła dziecko. Sama nigdy nie sprawiałam rodzicom kłopotów i już w wieku 15 lat opuściłam dom rodzinny udając się do liceum w większym mieście, od czasu studiów jestem niezależna finansowo od rodziców, a obecnie mieszkam za granicą i radzę sobie ze wszystkim sama. Nie ma absolutnie żadnego pozytywnego związku między samodzielnością a biciem.

    • skrzywdzona-niekrzywdząca

      Czytając wpis Pani i innych dorosłych dziś osób, w dzieciństwie doświadczających przemocy da się wyczuć bardzo duże pokłady agresji i złości. W wypowiedziach osób niedoświadczających krzywdy tego nie ma. Zamiast krzyku, ubliżania i surowej oceny stosują One łagodną perswazję. Sfrustrowany i napastliwy agresor nie będzie nigdy traktowany jak poważny partner w dyskusji. I nie wynika to z barku chęci zrozumienia Pani emocji…Mózg ludzki jest skonstruowany w taki sposób, aby w sytuacji napaści wybierać drogę ataku lub ucieczki, nie zaś otwartości i zrozumienia. Jeśli chciałaby Pani wnieść coś do dyskusji radziłabym spuścić z tonu.
      To zapewne prawda, iż radzi sobie Pani w życiu, „bez trudu” pokonuje Pani przeciwności…jednak koszt funkcjonowania w odcięciu od swoich prawdziwych uczuć jest ogromny. A narastająca agresja, pozostająca nierozpoznana i niezrozumiana odbiera radość i ufność do świata, który naprawdę może być dobry i wspierający, jeśli tylko chcemy go takim widzieć. Niestety wychowując się w przemocowych rodzinach powielamy schematy ich funkcjonowania, a co gorsze- traktujemy je jako naturalne i właściwe, o czym Pani z resztą pisze. Proszę jednak pamiętać, że ten krąg przemocy (bo nią również jest wymierzanie klapsów) można przerwać w każdej chwili. Zawsze można próbować zbudować lepsze relacje, oparte na miłości i skupieniu na uczuciach, nie zaś na odcinaniu się od własnego wnętrza. To, że Pani była krzywdzona (nawet jeśli pozostaje to nieuświadomione) nie oznacza, że musi Pani czy ma Pani prawo robić to samo…
      Życzę Pani lepszej przyszłości i przesyłam wyrazy współczucia.

  • zeno44

    Bici biją

    • Kate1.

      Może piszesz to na swoim przykładzie ,,,,,,,,,,bo np. ja się z tym nie zgodzę.Nie raz dostałam lanie,czasem zasłużone, czasem nie.Sama mam 6 letnia córkę,a drugie w drodze i nigdy nie dałam nawet klapsa dziecku i nie dam.Więc nie uogólniaj że bici-bija.!!!! Nie wrzucaj wszystkich do jednego worka!.Każdy człowiek jest inny i stosuje inne metody wychowania,ja staram sie tłumaczyć,duzo rozmawiać z dzieckiem i poswiecać jej max. uwagi.

      • zeno44

        Zawsze chętnie biorę udział w rozmowach na tematy wychowawcze. Cieszę się, że nawet te dwa słowa wywołały potrzebę podzielenia się uwagami osobistymi. Otóż w tym powiedzeniu „bici biją” zawiera się dość atawistyczna zasada powtarzania błędów rodziców. I dopóki ktoś taki jak Pani nie przerwie tego przeklętego łańcucha zależności, dopóty argument, że mnie bili i wyrosłem na porządnego człowieka będzie pokutował.

        W klapsach, biciu, szarpaniu, kuksańcach i popychaniach jest cała nasza słabość wychowawcza. Ktoś bije żeby niby to pokazać jaki jest mocny, ale on pokazuje tylko jaki jest słaby. jaki jest bezradny, jak sam nie zasługując na szacunek odbiera godność słabszego.
        Dlaczego tak chętnie bije się słabe dzieci. Dlaczego nikt nie uderzy kogoś równego wiekiem. Bo jest ryzyko, że tamten odda, że się postawi, że może nas pokonać. Zatem wolimy nie ryzykować i odnosimy kolejne zwycięstwo nad słabszym dzieckiem.
        Wiem, że każdy ma jakąś inną przeszłość wychowawcza, jakieś inne doświadczenia i poglądy. Ale ile trzeba mieć tupetu, żeby fizycznie karcić dziecko i jeszcze się tym chwalić.

        Zatem widzę , że Pani przecięła ten przeklęty łańcuch zależności i Pani dzieci nie będą biły swoich dzieci. I oto chodzi w tym powiedzeniu „bici biją” chodzi bo też , „nie bici nie biją”.

        Wesołych świat.

  • Karolina

    Piękny tekst. Zgadzam się w 100%

  • Dot

    Bardzo głęboka przesada. Rozumiem, że ma wywołać emocje, ale błagam, nie wpędzajmy rodziców w histerię, że jak dadzą dziecku raz klapsa, to ono będzie miało traumę na resztę życia. Nie biję, nie daję klapsów, też jestem przeciwna. Ale proszę, nie popadajmy w skrajności – nie wpędzajmy się wszyscy w poczucie winy i w przekonanie, że nasza jedna zła decyzja zaważy na całym życiu i osobowości malucha. Klaps nie jest metodą, zgadzam się. Ale nie jest też metodą przypisywanie małemu dziecku tak skrajnych emocji, bo to prowadzi, do traktowania go jak dorosłego – a to dopiero może być krzywdzące.

    • Aniasiemka

      Sama piszesz, że klaps to zła decyzja rodzica. Autorce chyba chodzi o to, że nie którzy uważają klapsa zawsze metodę wychowawczą. A nią nie jest. Bicie poniża i nie jest przyjemne ani dla dorosłego ani dla dziecka.

  • ewa

    Ja też wychowałam się w czasach, kiedy dzieci bito. Pamiętam, jak starszy brat chował mnie pod biurko i prosił mamę aby mnie nie biła. Dostawaliśmy za rozwydrzone zachowanie, hałas, bójki między sobą i inne „zbrodnie”! Absolutnie nie jestem za to wdzięczna rodzicom, pamiętam doskonale własną bezsilność, żal, a przy tym agresję, która zamiast słabnąć z każdym dniem narastała. Między nami jest dystans, każde „kocham cię” jest niepełne, przytulenie sztywne, ja jestem napięta. Ona tego nie rozumie, ma żal, że nie jestem taką wspaniałą córką jak inne przytulające matki córki:/ . Dobrze byłoby to przepracować na terapii ale ona uważa, że z nią jest wszystko ok. A teraz ja mam własne małe dziecko, które bywa nieznośne, wtedy czuje jak we mnie wzbiera agresja, jak bardzo chce krzyknąć, jak moje ruchy stają się agresywne.. i odpuszczam. Przyglądam się mojemu dziecku, mantruje ten krzyk, uspakajam się, a później uspakajam dziecko, i tak to jest. Obiecałam sobie, że nie uderzę. Bicie w dzieciństwie nie wzmacnia a osłabia, zamyka, utwardza… a to w miękkości i miłości jest prawdziwa siła.

    • kinga

      Zgadzam się

      • Iwona Wardal

        Pani Kingo, życzę wielkiego wsparcia i wielkiej siły, która pozwoli Pani

        odbudować to, co runęło w Pani dzieciństwie! Proszę nigdy nie pisać, że Pani życie jest porażką – wierzę, że jest Pani wspaniałą, wrażliwą i kochającą mamą dla swoich dzieci, a to więcej, niż wiele osób kiedykolwiek osiągnie! Każdy popełnia błędy, każdemu czasem puszczają nerwy i każdy czasami żałuje swojego postępowania – najważniejsze, to wiedzieć, gdzie popełniliśmy błąd, przyznać się do niego i unikać na przyszłość! Życzę Pani i Pani dzieciakom jak najlepiej ze szczerego serca!!!

    • zeno44

      Brawo Pani Ewo.
      To mądry i wrażliwy tekst. Oby tak dalej. Życzę sukcesu.

  • Jaro

    Ale jak dziecko poniża rodzica to jest ok? Czasami poniżenie małego to jedyny sposób na to by zrozumiał co zrobił i jakie są konsekwencje jego zachowania.

    • Jak Cię poniża dziecko? Dziecko poniżane, najwyżej się będzie bało i wzrastało w poczuciu, że jest niewiele warte. Żeby się dowartościować będzie poniżało innych. Naprawdę o takie zrozumienie i konsekwencje chodzi?

    • zeno44

      Jeśli dziecko poniża rodzica to wystawia mu świadectwo jego przydatności do rodzicielstwa. Warto to przemyśleć Panie Jaro

    • Iwona Wardal

      Jakim cudem kilkuletnie dziecko jest w stanie „poniżyć” dorosłą osobę?! Wystawiając język? Mówiąc: „Jesteś gupia!”? Odmawiając zjedzenia zupy? Nie wyobrażam sobie jakoś cięższych przejawów „przemocy psychicznej”, do których zdolne byłoby dziecko…

  • lola

    Ja sie tak czasami zastanawiam skad wy sie ludzie wzieliscie owszem nie mowie ze trzeba lac dziecko gdzie popadnie bo to juz przemoc ale klaps w pupe gdzie ma pieluszke no naprawde go to musi bolec. Poza tym dziecko musi wiedziec ze cos zle robi, rozroznic jego dobre zachowanie od zlego. Nie od razu klaps tylko najpierw postawienie do kata zabranoe zabawki jak to nie pomaga wtedy ostatecznie klaps. Ja jakos sie wychowalam w czasach gdzie klaps nie byl porazka, a jakos nie przypominam sobie zebym z tego powodu przestala moja mame kochac. Wrecz dziekuje jej za to jak mnie wychowala. Teraz gdzie nie pojde dzieci kompletnie nie potrafia sie zachowac jak przychodza goscie gdzies wychodza z rodzicami na miasto, no nie potrafia u mnie wystarczylo jedne spojrzenie mamy ze jej soe to nie podoba i bylam grzeczna, za to ludzie nas chwalili ze jestesmy z moim rodzenstwem jak na takie maluchy baaardzo dobrze wychowani. Nawet takie cos ,czesto jestem swiadkiem rozmawiam z mama jakiegos dziecka a ono sie wydziera coraz bardziej i bardziej, ze ja jiz tej 2 steony kompletnie nie slysze co do mnoe mowi, poza ttm notoryczne wchodzenie dzieci w rozmowy w rodzicow. Mama mnie tak wychowala ze cala trojka ja i moje rodzenstwo jak cos chcielismy a mama rozmawiala mowilismy przepraszam chce cos powiedziec albo inaczej noe przeszkadzalismy jej w rozmawianiu z kims. I nie mowcie mi ze czasy klapsow i paska i innych metod ktore teraz sa niby porazka byly zle. Bo to gowno prawda. Wyrosna pozniej takie bachory ktore beda sie wydzierac tylko jal cos chca pozniej pyskowac rodzicom itd.

    • Wiesz co, jak to czytam to wygląda to tak jakbyście byli osobami bez własnego zdania bo nie mieliście nic do powiedzenia. Kiedyś tak było, że „dzieci i ryby głosu nie mają”, dla mnie to jest bez sensu, dlaczego dziecko nie może wyrazić swojego zdania,bo jest dzieckiem? Ja miałam tak samo, że jak rozmawiali dorośli to się dzieci nie wtrącały i nie czułam się z tym dobrze, w szkole trochę miałam problemy z wyrażaniem swojego zdania, przemowami przed całą klasą itd. Może dla ciebie te czasy były super i cieszysz się że zostałaś tak wychowana, ale szczerze to nie wiem z czego tu się cieszyć, że inni mówili twojej mamie że jesteście grzeczni? Mnie nie obchodzą inni, tylko moje dzieci, które zawsze staram się pytać o zdanie, a jak biegają, krzyczą i przeszkadzają przy innych to nie robię tragedii, wiadomo, uspokajam, ale bez przesady, takie są dzieci. I jakoś moje dzieci też każdy określa jako „grzeczne”, a wcale ich tak nie wychowuję jak kiedyś nas rodzice. A zabieranie zabawek i wstawianie do kąta za to że dziecko jest sobą, uważam za taką samą porażkę jak dawanie klapsa, żeby niby dziecko umiało odróżnić dobro od zła. Rozwydrzone bachory wyrastają raczej z takich dzieciaków, których rodzice dają klapsy bo nie umieją sobie inaczej poradzić z wychowaniem dzieci i przy okazji z samymi sobą a nie rodzice dzieci, którzy je szanują i dzieci mogą do nich przyjść z każdym problemem, bo wiedzą że dostaną pomoc. Bicie i dawanie klapsów temu nie sprzyja.

    • Iwona Wardal

      Znowu mądrość życiowa: „klaps nie boli”. Skoro nie boli, to jak działa? Magicznie? :/

  • Nie rozumiem zwolenników klapsów – przecież to oznaka ich słabości, porażki wychowawczej. Piękny i smutny tekst.

  • greg639

    Kara uczy tylko karać, miłość uczy miłości, współczucia, zrozumienia. Dlatego też nikt, kto naprawdę poznał smak bólu i cierpienia nie będzie krzywdził drugiego człowieka. Czy to znaczy, że jednak należy karać? Nie!!!! Ludzie, którzy zadają ból innym nie wiedzą co to jest cierpienie, ale też nie wiedzą co to jest miłość. Żyjemy w kraju, w którym większość ludzi poświęca swoją uwagę karierze zawodowej, po to żeby zapewnić jako takie życie swojej rodzinie, zapominając o wychowywaniu dzieci, o poświęcaniu im uwagi – na to trzeba czasu. Klaps, krzyk, ignorancja czy inne metody kary są szybszym i łatwiejszym rozwiązaniem. Ale takie rozwiązania uczą nasze dzieci identycznego postępowania, że stosowanie przemocy fizycznej i psychicznej pomaga w krótkim czasie osiągnąć cel….

  • Wychowywanie to ciężka praca, ale nie wymaga machania łapą. Autorytet można zbudować na wiele różnych sposobów, nie tylko przez eksponowanie swojej siły. Chciałabym, żeby moje dziecko mnie szanowało, a nie żyło w wiecznym strachu przed klapsem, czy pasem.

  • ataga82

    Piszę jako bezstronna osoba. Bo sama już nie wiem, po której stronie stanąć. Uważam, że mamy, które nigdy nie straciły panowania i nie dały klapsa mają po prostu bardzo grzeczne i mało charakterne dzieci. I nie powinny się w tej kwestii wypowiadać, bo to nie sztuka wychować grzeczne i posłuszne dzieci. Wiem co mówię, wychowywałam praktycznie moją 20 lat młodszą siostrę. Była takim cudnym dzieckiem, że nawet nikt na nią nigdy głosu nie podniósł, wszystko zawsze rozumiała i wykonywała bezproblemowo polecenia. Następnie siedziałam jako niania do jej 3 roku z moją siostrzenicą, równie cudne dziecko, żadnych problemów, może pare razy miała jakiś mały buncik,że chce to czy tamto. Po krótkiej rozmowie, zignorowaniu lub odwróceniu uwagi był spokój. Po tych doświadczeniach mam swojego 3 letniego już chłopaka. No i niestety nerwy nie raz puściły, na tym etapie jest wygadany , przemądrzały , żadne kary typu nieoglądanie bajek, stanie w kącie czy Tablice z uśmiechami itp nie robią na nim żadnego wrażenia. Ma charakter i dobitnie to zaznacza swoją indywidualność. Przeczytałam kilka książek, prawie cały internet przeszukany i rady zastosowane. I nic z tego , jak chce jest grzeczny i posłuszny i jeszcze to podkreśla, bo wie że mama jest szczęśliwa. A są takie dni, że jak nie krzyknę lub klapsa nie dam to się nie uspokoi. Chodzi o rzeczy, które są dla niego zagrożeniem typu sięganie do gorących garnków , wchodzenie na okno itp lub robienie krzywdy 8 miesięcznemu braciszkowi(np gryzienie go). Myślę więc , że klaps bardziej się utrwala niż jakie kolwiek kary.I w obliczu, gdy mam wybierać bezpieczeństwo mojego dziecka a opinię publiczną na temat klapsa, wybiorę to pierwsze. Byłam również dzieckiem charakternym i wiem, że jak mi mama klapsa to dopiero skutkowało. A czy to zostawiło jakieś ślady na mojej psychice…. Myślę, że wymieniłabym kilka innych błedów wychowawczych moich rodziców i nie byłby pośród nich klaps.

    • JUDZIA

      Oczywiscie,popieram.Nawet w BIBLI jest napisane.KARC DZIECKO PUKI MOZESZ,OBYS GO NIE ZABIL…oczywiscie mam na mysli tylko klapsy ale u nas naprawde pomaga.ja zostalam wychowana wlasnie w takiej rodzinie.i jestem wdzieczna rodzicom,wyszlam na ludzi.

      • Iwona Wardal

        Nie przypominam sobie Jezusa, który przekłada sobie grzeszników przez kolano… Ominęłam jakiś rozdział?

        • ataga82

          Jezus nie miał także żony i dzieci, czy mężczyźni mają go również w tym naśladować 🙂

    • ewa

      ojjj… nie chciałabyś opiekować sie moim „bardzo grzecznym” dzieckiem :)Ma 4 lata. Bunt i stawianie na swoim to u nas normalka. W kącie bawiła się świetnie – więc juz nie stawiam. Na zabranie zabawki zazwyczaj mówiła – i tak mam inne! Wiec juz nie zabieram. Daję i zabieram żetony. Jak uda sie jej nazbierac 10 żetonów w tygodniu to dostaje nagrodę. Wie co zyskuje i co traci za niesłuchanie. Ale jedno jest najważniejsze – zanim zabiorę żeton zawsze jest ROZMOWA, tłumaczenie. Jasna informacja CZEGO nie wolno robic, DLACZEGO tego nie wolno robić i jakie są KONSEKWENCJE takiego zachowania. Zanim tę metode wprowadziłam próbowałam wielu – poza biciem.

      Klapsa nie dostała nigdy. Ale krzyczałam. Kiedyś ona uderzyła psa. Zaczełam tłumaczyć że bicie to najgorsza rzecz jaką można komus zrobić. A ona: „nie prawda, krzyczenie jest gorsze” Zatkało mnie. Już nie krzyczę.

      Zastanawiam się jak tłumaczysz dziecku że nie wono gryźć brata? Bo jest mniejszy, słabszy i go to boli? Ale za chwilę twój syn obrywa od ciebie – chociaz jest mniejszy , słbaszy i go to boli. To na czym chcesz budować jego szacunek do siebie? Na tym, że robisz, to czego nie wolno? Postępujesz bardzo niegrzecznie bijąc kogoś młodszego. Syn sie uczy że jemu nie wolno – bo jest dzieckiem. Tobie wolno – bo jesteś rodzicem. Od razu widac kto jest lepszy a kto gorszy. A może wcale nie tłumaczysz? Tylko jest akcja- jest reakcja. Ból za ból?

      Piszesz: „I w obliczu, gdy mam wybierać bezpieczeństwo mojego dziecka a opinię publiczną na temat klapsa, wybiorę to pierwsze.” Ale ty nie wybierasz miedzy bezpieczeństem a opinią. Wybierasz pomiędzy zadaniem bólu a nie zadaniem bólu swojemu UKOCHANEMU DZIECKU. Wchodzenie na parapet czy próba sięgniecia do garnka wynika z niewiedzy i nudy dziecka. Ty nie stajesz na parapecie ani nie dotykasz gorących rzeczy, prawda? Dlaczego tego nie robisz? Przeciez nikt nie da ci klapsa. Nie robisz – bo wiesz czym to grozi. Masz wiedze a dziecko nie. Trzeba tłumaczyczyc, tłumaczyć i jeszcze raz tłumaczyć. Nudę łatwiej opanować – no ale trzeba znaleźć czas i chęci. Klaps to tylko sekunda – i po problemie.

      Wiadomo – nie masz lekko z takim silnym, niezależnym dzieckiem. Ale czy ktos kiedyś obiecywał że wychowanie dziecka jest lekkie? Kształtujesz osobowość człowieka – to wielkie trudne zadanie. A jesli stłumisz w nim tę siłe charakteru i niezależność czy wtedy będzie już idealny? A co by sie stało gdybyś nie karała go fizycznie? Co stracisz a co zyskasz? Warto sie porzadnie zastanowić.

      • ataga82

        Dziękuję za odpowiedź. Może spróbuję żetonami. Aczkolwiek nagrody już były i również nie robią na nim wrażenia, jeżeli czegoś nie otrzyma np. wyjście na jakiś dalszy -super plac zabaw, jakaś wycieczka ito. I nie mówię tu nawet o nagrodach rzeczowych, bo moje dziecko ogólnie nie ma materialnego podejścia do życia, zabawki dostaje tylko przy okazji świąt urodzin itp. Może bardziej wysilę wyobraźnię.
        Piszesz bardzo książkowo. Ja to wszystko już wiem, a jednak….brak skuteczności. Przeciw biciu na pewno jest dobrym argumentem, to że bije młodszego brata. I nie raz przy tłumaczeniu musiałam się wysilić i gryźć sie z wyrzutami sumienia, że nie wolno bić. Zawsze mu mówiłam, że ja również nie jestem zadowolona, że dałam mu klapsa, że nie powinnam tego robić ale….
        Jeżeli chodzi o bezpieczeństwo: odkąd zaczął pełzać mój synio zawsze się lubiał „narażać” , jest nieostrożny, ma wysoki próg bólu i jego ciekawość nie zna granic. Ma za sobą sporo poważnych upadków, złamaną rękę, zszywaną głowę i średnio raz na tydzień wielkiego guza lub siniaka, więc bardzo szybko zaczęłam go edukować w temacie zagrożeń powtarzając jak litanię, a książeczka z zagrożeniami odkąd skończył rok, dzień w dzień czytana, jedna z jego ulubionych. A jednak musi sam sprawdzić 🙁 A nuda w ogóle nie wchodzi w grę, wchodzi na okno bo np. podjechała śmieciara, sięga do garnków bo uwielbia ze mną coś przygotowywać w kuchni i chciałby już sam gotować.
        Będziemy walczyć dalej 🙂 Tak ja napisałaś nikt nie powiedział, że będzie łatwo.

  • Klaps to słabość rodzica, zdecydowanie.

  • MB

    Nie ma nad czym się zastanawiać. Jeśli „dobrze” wychowujecie dzieci to nie ma potrzeby stosować kary. Metoda wychowawcza? Co to tresura? MY jako rodzice mamy dawać przykład, inspirować, tylko my możemy sprawić żeby nasze dzieci chciały postępować „dobrze”. To co wyniosą z domu, decyduje czy oprą się „złemu” wpływowi środowiska i dotrwają do wieku, w którym mogą same zweryfikować co jest „dobre” a co „złe”.

  • greg639

    Dzisiejsze nieśmiałe dziecko, to to, z którego wczoraj się śmialiśmy.
    Dzisiejsze okrutne dziecko, to to, które wczoraj biliśmy.
    Dzisiejsze dziecko, które oszukuje, to to, w które wczoraj nie wierzyliśmy.
    Dzisiejsze zbuntowane dziecko, to to, nad którym się wczoraj znęcaliśmy.
    Dzisiejsze zakochane dziecko, to to, które wczoraj pieściliśmy.
    Dzisiejsze roztropne dziecko, to to, któremu wczoraj dodawaliśmy otuchy.
    Dzisiejsze serdeczne dziecko, to to, któremu wczoraj okazaywaliśmy miłość.
    Dzisiejsze mądre dziecko, to to, które wczoraj wychowaliśmy.
    Dzisiejsze wyrozumiałe dziecko, to to, któremu wczoraj przebaczyliśmy.
    Dzisiejszy człowiek, który żyje miłością i pięknem, to dziecko, które wczoraj żyło radośćią.

  • Maggie

    Nadal pamietam jak jako paroletnia dziewczynka dostalam prosto w twarz z calej sily od mojej mamy.
    Nadal to czuje w sercu I nigdy nie zapomne tej chwili, gdzie , kiedy I w jaki sposob.
    A stalo sie tak, poniewaz przypadkiem znalazlam prezenty, ktore mialy byc pod choinke.Nigdy tego nie zapomne, a mam 34 lata.Pamietam rowniez bicie cienkim skorzanym pasem taty doslownie z byle powodu. Rozmow nie bylo 30 lat temu, przynajmniej nie w moim domu. Moze nie nazwalabym tego przemoca ale slaboscia moich rodzicow.Nikt im nie powiedzial,ze to nie w taki sposob przemawia sie do dzieci.

  • mazurka

    Nie wiem kto układał ten tekst ale napewno zwolennik bezstresowego wychowania. Jak dla mnie przerysowany. Nie podoba mi się i nie widzę w nim żadnej prawdy życiowej.

  • Ojciec Marcelki i Patrysia

    Niestety nie da się wychować bachorów bez bicia. U mnie jak coś jest nie teges, to od razu klaps lub strzał w policzek. Działa natychmiast. Jak dziecko za długo płacze po czymś takim, to w ruch idzie pas. średnio raz w tygodniu muszę tak postepować. I nikt nie będzie mi mówił jak mam wwychowywac swoje dzieci. Tym bardziej jakies tępe mamuśki co chodzą do kościoła. Bicie to naturalna resocjalizacja. Nawet zwierzzęta tak robią! Od nich sie powinnismy uczyc.

  • Ojciec Marcelki i Patrysia

    Nie ma nic przyjemniejszego niż napierdalanie rozwydrzonych i paskudnych bachorów. Wy wszyscy macie paskudne bachory. Bić, bić, bić po stokroć bić!

  • Magdalena F.

    Wychowywałam się w rodzinie wielodzietnej (było nas 4) gdzie rodzice chcąc zapracować na nasze utrzymanie i lepszą przyszłość naprawdę ciężko pracowali. Klapsy a raczej bicie były i jakoś się przeżyło. Teraz sama mam 3 dzieci i 4 w drodze i otwarcie się mogę przyznać, że syn klapsa dostał, ale było to dla mnie zderzenie się z własna słabością, niemożnością poradzenia sobie z dzieckiem, jak pisze wielu- klaps był moja porażką, której teraz unikam. Nie karcę dzieci w ten sposób choć nie jest łatwo…

  • gosia

    Hahaha, ale głupoty. Dostawałam klapsy nie raz i nie czułam się przez to sfrustrowana czy zagubiona. A rodziców kochałam i kocham wciąż. Nie wypaczyło mi to psychiki.

  • bogunia

    ,,KLAPS,,to brak arguenów,okazywanie bezradności wych. a zatem co ON da naszym dzieciom? poza poniżeniem, bólem,strachem??? Czy nasze dzieci będą lepsze przez ,,KLAPSOWANIE,,? NIE! No to zanim wymierzymy ,,KLAPSA,, poyślmy -PO CO?

  • Zagubiona Mama

    Temat Rzeka…

  • K. Bloger
  • Pingback: Blogerki i blogerzy przeciw przemocy wobec dzieci | Anna Golus()

Polub nas, bedzie fajnie :)
Polubila(e)s? Kliknij tutaj aby sie wiecej nie wyswietlalo.
Przeczytaj inne:
Ksiądz, koloratka
Pedofilia w cieniu koloratki – apel wierzącej matki do pasterzy Kościoła.

Pedofilia W Kościele. Medialna burza trwa. Gromy na chwilę ustępują to znów uderzają ze zdwojoną siłą, ale na horyzoncie jakoś...

Zamknij