Powoli przyzwyczajamy się, że nasz mały, grzeczny bobas wyrasta na samodzielnego i dzielnego chłopca. I choć uśmiech właściwie nie znika z jego twarzy, to przychodzą takie momenty, w których lwie serce bierze górę i rozbudza w Kubie wolę walki o własne terytorium.
Pisałam już o pierwszych przejawach, tak zwanego buntu dwulatka.  Dzisiaj garść refleksji, które zrodziły się we mnie, gdy zgłębiałam ten absorbujący i niewygodny dla nas, rodziców, okres rozwojowy dzieci. Kilka słów o tym, jakie znaczenie ma „nie” w rozwoju dziecka.

Mały indywidualista

Nie lubimy zazwyczaj ludzi mdłych, nijakich, zawsze przytakujących i grzecznych. Często denerwuje nas jednak, kiedy nasz dwulatek wyciąga głowę spod maminej spódnicy i pokazuje język, kiedy zaczyna przejawiać cechy małego indywidualisty, czyli wszystko najlepiej robiłby sam, na nasze prośby często odpowiada stanowczym “nie”, płacze, histeryzuje, gdy coś nie idzie po jego myśli.
Chcesz, aby twoje dziecko miało własne zdanie w wieku, np. czternastu lat? Umiało powiedzieć “nie”, tym “większym i mądrzejszym”? Nie zmuszaj go zatem w wieku dwóch lat, aby wszystkiemu przytakiwało jak Bożonarodzeniowy aniołek z ruchomą główką. Uszanuj jego “nie”.

Negatywizm, w drodze do osiągnięcia poczucia własnej wartości

Brzmi groźnie, ale to bardzo prosta sprawa.
Dziecko w tym okresie potrzebuje jeszcze bezpiecznych ramion rodzica, lecz nie po to by go wszędzie zaniosły, ale by się ich uchwycić w chwili, gdy przemierzając wielki świat, potknie mu się nóżka, nie znajdzie wyjścia, nie dostrzeże światła.
“Nie”, które dziecko z takim upodobaniem powtarza, obrysowuje jego granice, tworzy je w sposób odczuwalny i namacalny. Maluch zauważa, że od niego coś zależy, że ma wpływ na otaczającą go rzeczywistość, że jest silny. Jednocześnie to stwórcze słowo poddaje próbie granice nas, rodziców, opiekunów, dorosłych. Musimy się w tym czasie bardzo uwrażliwić na to, aby nie pogwałcić granic dziecka, nie łamać ich metodami, które będą je upokarzać.

Dziecko ma prawo do “nie”

Wychodzę z Kubą na plac zabaw, po dłuższym czasie proponuję mu powrót do domu, na co on reaguje energicznym kręceniem głowy, głośnym “nie” oraz zniknięciem mi sprzed oczu. Podchodzi do niego starsza Pani i zaczyna kiwać mu palcem przed nosem: “syneczku musisz być grzeczny, nie wolno tak mówić do mamusi” i patrzy na mnie, czekając na aprobatę, na co ja odpowiadam: “syneczek jest grzeczny, chciałby się tylko jeszcze pobawić i nie ma ochoty iść do domu”. “Ale dziecko musi słuchać rodziców” – dodaje pani, po czym odchodzi zdegustowana,coś tam jeszcze mrucząc pod nosem.
Rozumiem mojego syna, jest fajnie, a tu trzeba wszystko zostawić i iść. Ja również nie lubię kiedy na coś się nastawię, w coś zaangażuję i nagle muszę to przerwać.
Mój dwulatek ma prawo do własnego “nie” i to wcale nie jest nieposłuszeństwo względem rodziców, to nie jest “bycie niegrzecznym”. Jego “nie” jest informacją o tym, że coraz wyraźniej kreuje swoją odrębność, uczy się jej, oswaja z jej konsekwencjami.

“Nie”stoi na własnych nogach.

Jeżeli teraz pozwolimy dziecku na dokonywanie drobnych wyborów, pokażemy, że liczymy się z jego “nie”, że rozumiemy jego potrzeby i frustracje, kiedyś będziemy dumni. Bo nasze dziecko nie będzie kolosem na glinianych nogach, lecz znającym swoją wartość człowiekiem, ufającym samemu sobie i odważnie dążącym do wyznaczonego celu, szanując jednocześnie zdanie i odmienność innych ludzi.

Co jednak robić gdy nasze „nie” musi stanąć na przeciw „nie” dziecka? Jak radzić sobie z frustracją dziecka, atakami agresji, histerią? Jak reagować, aby takie  zachowania ograniczyć? O tym, w kolejnej części „buntu dwulatka”, na którą już dziś serdecznie zapraszam .

Podobne Posty

  • Pingback: Bunt dwulatka. Cz.1 - próba sił. | Blogodzinka.pl blog parentingowy()

  • anyahmama.blogspot.com

    U mnie Jaś (18 miesięcy) na wszystko kręci główką. Niezły z tego ubaw. Kochasz mamę? Nie (nie mówi, a pokazuje), chcesz pierniczka (uwielbia) ? Nie. Jasio jest mądry? Nie :p Zrobiłeś kupkę (a smrodek, aż szczypie w oczy) ? Oczywiście, odpowiedź musi być tylko jedna.

  • farfalla01

    Z chęcią przeczytam trzecią część buntu. Bo moja starsza córka jest właśnie na tym etapie (złość, histeria) i momentami sama nie wiem czy dobrze postępuje. Chętnie przeczytam punkt widzenia innego rodzica

  • ita.de

    Ja z ,,Nie,, nie miałam żadnego problemu. Córka zawsze była na wszystko ,,NIE,, ale zawsze wystarczyło po parę minut lub czasem parnaście zwykłej rozmowy i tłumaczenia i zawsze było dobrze. Raz mi się na ziemię położyła to usiadłam koło niej i rozmawiałam do niej, wstała i było dobrze:-) . No i nigdy też nie robiła jakich kolwiek scen. Dużo zależy od cierpliwości i mądrości rodzica.

  • Tak bardzo się z Tobą zgadzam. Niestety czasem jest ciężko, czasem chciałabym by Syn częściej mówił TAK niż NIE (2 latek – więc mogę sobie pomarzyć ;-)) ale jednak jak na spokojnie o tym myślę to jednak cieszę się w duchu z każdego Jego NIE – odmawiając mi mówi przecież TAK jakiejś swojej potrzebie. I o tym staram się zawsze pamiętać 😉 Czekam niecierpliwie na ciąg dalszy.

Polub nas, bedzie fajnie :)
Polubila(e)s? Kliknij tutaj aby sie wiecej nie wyswietlalo.
Przeczytaj inne:
Komórka jajowa
Co się we mnie dzieje, czyli historia pewnego jajeczka. Cz.1 sercowe objawienie i zapłodnienie.

Tamten poranek na zawsze zostanie już w mojej pamięci. Był 29 grudnia i kiedy się przebudziłam nie miałam nawet ochoty...

Zamknij