No i zaczęło się, niby niewinnie:

– Kubusiu, chodź założymy buty..

– Nieeee, jaaaa…

– Daj mamie rękę.

– Nieee…

A jeszcze chwilę temu, na wszystko odpowiadał tym swoim śpiewnym taaaa… z uśmiechem wymalowanym od ucha do ucha i słodkim mlaskaniem, jakby zjadał coś najlepszego pod słońcem.

I co z tego, że z Zuzią było podobnie. Myślałam, że bunt dwulatka tym razem nas ominie. Wiem, wiem, we wszystkich mądrych księgach o tym piszą, na zajęciach z rozwojówki też trąbili, ale tak się dobrze zapowiadało to nasze najmłodsze dziecię. Miał być wyjątkiem. Grzeczny kochany synuś, na wszystko się zgodzi, wszystkiemu przytaknie, nie zezłości się gdy nie dostanie zabawki, nie będzie starszej siostrze rwał włosów z głowy. Ot dziecko, jak z obrazka.

A tu pazur za pazurem, po malutku, po cichutku i ze słodkiego kociaka wyrasta nam prawdziwy tygrys.

Dzisiaj taka scenka.

Jemy kolację przy stole. Zaczęły się jakieś dziecięce wygłupy. Kubie spadł chleb na podłogę. Podniosłam go czym prędzej w nadziei, że moje wyręczanie nie zostanie przez dziecię zauważone (no śmiech na sali, nawet sama nie wierzyłam w to co pomyślałam). Za chwilę chleb wylądował pod stołem drugi raz. Wyrzucony świadomie i z premedytacją.

– Kubusiu podnieś chlebek – proszę stanowczo i łagodnie.

– Nieeee… – słyszę, a na twarzy tygrysa maluje się zwycięski uśmiech.

– Chlebek kładziemy na talerzyku, nie rzucamy pod stół. Zejdź z krzesełka i podnieś chlebek.

– Nie… – dociera do moich uszu po raz kolejny, stanowczo i wyraźnie.

Wkracza tata.

– Kuba podnieś chleb. Jacek odstawia talerzyk z jedzeniem Kubusia i odsuwa jego krzesło, ale Kuba ani myśli schodzić. Zdejmuje go zatem z krzesła i powtarza prośbę. Kuba jednak postanawia trwać przy swoim. Próbuje za to uwolnić się z ojcowskich ramion. Walka trwa, męska, spokojna i cierpliwa. Próba sił dwulatka z prawie 40 latkiem.

Co byście zrobili na naszym miejscu…?

Czy należy zmusić dziecko do tego by podniosło chleb? Oczywiście delikatnie, ale bezwzględnie, pokazując mu, że są rzeczy w których powinien być posłuszny.

A może to jest właśnie forma zamanifestowania prze syna swojej odrębności, inności i siły, która raz pogwałcona przez przymus dorosłych, już zawsze będzie kuleć.

Co robić w takiej sytuacji? Jaką drogę wybrać?

Zapraszam na drugą część buntu dwulatka.

 

Podobne Posty

  • Kaisa

    hehehe… czas buntu zaczyna się wcześnie ale chyba nigdy nie kończy… ja mam to na co dzień i czasem jestem bezsilna…nie ma dobrych rad są tylko dobre próby…

    • Tak. Później przychodzi bunt trzylatka, czterolatka, pięciolatka, a dalej to się już nazywa wiek dojrzewania…:) Ciągle próbujemy…, z różnym skutkiem.

  • Alicja Maz

    Konsekwencja. U nas najpierw tłumaczenie, a jak dziecko już wpadało w swoje „nieee” i wiadomo było, że nawet nie słyszy co się mówi to były konsekwencje. w sytuacjach przy stole nie było zmuszania ( u nas akurat sztućce leciały :D). Była chwila na zastanowienie się nad zachowaniem i ochłonięcie (na zasadzie wróć jak się uspokoisz, a nie nie wracaj). My chcieliśmy pokazać raczej, że chodzi o zachowanie, nie o słuchanie rodziców. na zasadzie „daj rękę, bo przechodzimy przez ulicę” a nie „daj rękę, bo ja tak mówię” 🙂 Chodziliśmy też do Teatru Małego Widza w Warszawie, to znacznie pomagało się dziecku wyciszyć.

  • Ciążowe Zachcianki

    Bunt dwulatka już za nami. Też uważam, że konsekwencja jest najważniejsza.

  • A ja idę w zaparte i głoszę, że nie ma czegoś takiego jak BUNT DWULATKA! W psychologii to określenie jest jak slogan. To przez co przechodzicie (my zresztą też) to normalna faza rozwoju dziecka, zwana negatywizmem. Minie szybciej, jeżeli pozwolicie dziecku decydować o sobie samym. Im więcej decyzji tym lepiej. Jeśli nie chce iść umyć rąk, ok. Idźcie sami do łazienki, a za chwilę pewnie ochoczo do Was dołączy Wasz szkrab 🙂 Wrzućcie na luz. Dziecko ma coraz silniej zarysowane swoje zdanie. I jest to powód do dumy, bo dobrze się rozwija.

    Spróbujcie trochę zmienić swoje nastawienie. Zaakceptujcie ten negatywizm i zauważcie jego uroki. Pamiętajcie też, że frustracja rodzi frustrację. Nie warto więc 🙂

  • Pingback: Bunt dwulatka. Cz. 2 - "nie" w rozwoju dziecka. | Blogodzinka.pl blog parentingowy()

  • Flow Mum

    mam dwóch synów- jeden 7 lat, drugi 16 miesięcy (trzeci w drodze). bunt? hhmmm.. nie wierze w buntowanie się takich małych dzieci. Po prostu dziecko zaczyna podejmować swoje własne decyzje, a że nam dorosłym się nie podobają? ja w takiej sytuacji, podniosłabym chlebek, wzięła talerzyk i oznajmiła, że już jest po kolacji. Tyle. Będzie płakał? Ma prawo. Mi też się dużo rzeczy w życiu nie podoba. Bunt to jest w nas, rodzicach, bo „dzidziuś nasz” za wolno się ubiera, a my musimy być gdzieś na „już”, bo jedząc brudzi się tak, że nawet vanish nie pomoże. :))
    p.s. jaka ja mądra to aż sama nie wierzę! cwaniara się książek naczytałam i świruję 😛
    polecam „dziecko z bliska” i „dziecko z bliska idzie w świat” Agnieszki Stein, totalnie zmieniła moje myślenie o buncie dwulatka, trzylatka, czterolatka itd :))

    • Myślę, że stwierdzenie „bunt dwulatka” podobnie jak 3, 4, 5 latka jest pewnym umownym wyrażeniem, które opisuje okres, w którym dziecko się usamodzielnia, odkrywa swoje „ja” i uczy samo podejmować decyzje. Książki czytałam, są świetne. Pozdrawiam:)

  • Cześć, jestem tu pierwszy raz i już mi się spodobało 🙂
    Ja w takich okolicznościach mówię do synka (prawie 2 latka): „zobacz Piotruś chlebek zrobił bam. Chodź go podniesiemy, zjemy śniadanko i będziemy się bawić ok?”. Podobno dzieci w tym wieku nie zdają sobie sprawy z konsekwencji swoich czynów, a jak Ty go wyręczasz to uznaje to za dobrą zabawę 🙂

    • Łukasz, cieszymy się ,że Ci się podoba i zapraszamy częściej:) Ciekawe podejście, nigdy nie patrzyłam od tej strony. Dałeś mi do myślenia:)

      • Nie wiem jak w przypadku ubierania/rozbierania, ale mój mały jak ma ściągnąć buty to zawsze mówi „nie” 🙂 Od pewnego czasu uciekam się do małego fortelu, gdy wchodzimy do domu to pytam się go „Piotruś który bucik ściągamy najpierw, ten czy ten?” i on wtedy sam siada i pokazuje który ściągnąć najpierw 😀 czytałem w którejś z mądrych książek, że jak się daje dziecku możliwość wyboru, to jest bardziej skłonne do współpracy 🙂

        • Również o tym czytałam i sprawdza się w praktyce. Dziecko wówczas ma poczucie, że to ono decyduje i uczy się tej trudnej sztuki.

Polub nas, bedzie fajnie :)
Polubila(e)s? Kliknij tutaj aby sie wiecej nie wyswietlalo.
Przeczytaj inne:
Śniadanie w parku z Seebloggers Sopot
See Bloggers – kończę z blogowaniem

Blogowanie nie ma sensu, jest odrealnione i wirtualne. Mocno separuje od rzeczywistego świata, od jego pociech i smutków. Kradnie mnóstwo...

Zamknij